Piotr Wójcicki – Długa rozmowa » Historia najnowsza

Posts for category ‘Historia najnowsza’

Grzegorz Eberhardt – Orłosiowi odpowiadam
Piotr Wójcicki | September 8, 2009 | 10:51 am

Grzegorz Eberhardt

Grzegorz Eberhardt

Grzegorz Eberhardt, autor znakomitej książki (obszerna recenzja z tej monumentalnej pracy, autorstwa Krzysztofa Masłonia)  “Józef Mackiewicz. Pisarz dla dorosłych” napisał tekst, polemizując z artykułem Kazimierza Orłosia, zamieszczonym w “Rzeczpospolitej”. Niestety, redakcja tego dziennika odmówiła mu zamieszczenia polemiki.

Oto ten tekst:


Faktycznie, zagubione proporcje



W odpowiedzi na artykuł Kazimierza Orłosia „Zagubione proporcje”, zamieszczony w „Plus-Minus” z dnia 22-23.08.2009 r.:

Kazimierz Orłoś ma rację stwierdzając, iż w Polsce nastąpiło zachwianie proporcji w ocenie zachowań, działań ludzkich z okresu PRL. Tak, stało się źle, bardzo źle! Ale czy to ma oznaczać rezygnację z prób nazywania dobra dobrem a zła złem…? To, że wysocy funkcjonariusze „organów” chodzą na wolności, a wielu dawnych

Kazimierz Orłoś

Kazimierz Orłoś

działaczy „Solidarności” ma głodowe emerytury, nie oznacza, iż nie można poddawać krytyce np. życiorysu Cata Stanisława Mackiewicza. Zwłaszcza, gdy pisze się książkę poświęconą jego bratu, Józefowi Mackiewiczowi.

Generalnie, Cat – o czym w swoim „Pisarzu dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu”, bardzo konkretnie piszę – był jednym z istotniejszych sprawców rozwoju twórczego swego młodszego brata. Atmosfera intelektualna, twórcza stwarzana przez Cata w redakcji „Słowa” wileńskiego, była najwłaściwszą uczelnią dla zaistnienia, sformatyzowania przyszłego autora „Kontry”, czy „Nie trzeba głośno mówić”. Tego najważniejszego – moim zdaniem – polskiego publicysty, pisarza XX wieku. I takim był Cat przez wiele, wiele lat. Gdzieś do końca lat 40., gdy to zaczęła się jego najsmutniejsza część życia, po latach nazwana przez Józefa „drogą wielkiego ześlizgu”. Młodszy brat już w roku 1949 domyślał się dwuznaczności układów, w jakie zaczął wtedy wchodzić Stanisław. Józef zerwał z nim wszelkie kontakty (łącznie z nie rozpoznawaniem przy przypadkowych spotkaniach). Kończąc wątek braterstwa, stwierdzę, iż niewątpliwie czynem absolutnie nieodpowiedzialnym wobec głównego bohatera mojej książki, Józefa, byłoby przemilczenie przeze mnie faktów dotyczących postępków, zachowań jego starszego brata. Faktów, od kilku lat powszechnie znanych.


I tak też uczyniłem; domysły Józefa uzupełniłem wiedzą – wbrew sugestiom Orłosia – nie pobieraną z archiwum IPN, a z publikacji, które w ostatnich latach ukazywały się na łamach dzienników, tygodników, czy też w książkach. Publikacje te – co chyba jest ważne – w chwili swego zaistnienia nie spotkały się z niczyim protestem, próbą sprostowania itd., itp.. Powtórzę więc; w swym „Pisarzu dla dorosłych”  jedynie cytowałem powszechnie już znane materiały.


Józef Mackiewicz

Józef Mackiewicz

Jednym z zarzutów wysuwanych pod moim adresem przez Orłosia, jest sugerowanie jakoby, przy pisaniu książki, zabrakło mi… empatii. Inaczej mówiąc, mam być osobą nie potrafiącą ocenić, ani dostrzec, stanów emocjonalnych innych osób. Czytelnik nie ma wątpliwości, iż chodzi tu o rodzinę Cata Mackiewicza; także i jego wnuki, prawnuki. Po raz kolejny muszę mu przyznać rację! Faktycznie, nie myślałem o tego rodzaju skutkach emocjonalnych swej książki. Nie przewidziałem ich, i ani myślałem, aby przewidywać! Gdybym przewidywał, pisałbym nie książkę a wypracowanie szkolne, góra na trzy strony. Bo przecież, dlaczego to miałbym dbać jedynie o dobre samopoczucie rodziny Stanisława Mackiewicza, a nie dbać już np. o kondycję psychiczną, powiedzmy, rodziny Nowaka-Jeziorańskiego, Korbońskiego i dziesiątków innych, ważnych dla naszej historii postaci, a którym również odważyłem się postawić kilka pytań, wyrazić czasem niepokój. Po tych ludziach także, zapewne, pozostały wnuki, prawnuki itd. itp. Złośliwie komentując ów zarzut autora „Cudownej meliny”, mógłbym stwierdzić, iż posunął się on do próby uprawiania tzw. prywaty, wyraźnie dbając jedynie o interes najbliższych sobie osób! I już całkiem na serio zaproponuję czytelnikom wizję naszej publicystyki, literatury, w której nie będzie można – aby nie obrażać (?) żyjących potomków – pisać krytycznie o czynach ważnych dla Polski postaci… Na szczęście, daleko nam do takiej kondycji. Chyba, daleko…


Następnym zarzutem jest stwierdzenie, iż swe oskarżenie wywodzę pomimo braku w archiwach jakiegokolwiek dokumentu podpisanego przez Cata… Tak, Cat nie pisał osobiście donosów, wszak, na prośbę funkcjonariusza z reżymowej ambasady, mówił wolno i wyraźnie, tak aby tamten miał czas na czynienie notatek (piszę o tym w książce). Na skutek tych informacji ubecja/esbecja miała doskonały wgląd w kulisy życia emigracji, także i w intrygi. Cat przekazywał też konkretną wiedzę o konkretnych ludziach A przecież zdawał sobie sprawę z kim rozmawia. Wiedział, iż w tym przypadku nie ma bezpiecznych rozmów.


Pozwolę tu sobie zacytować opinię Jana Nowaka-Jeziorańskiego, postaci, z którego zdaniem częściej się nie zgadzam aniżeli zgadzam, w tym przypadku jednak jego słowa w pełni popieram. I tak, b. szef polskiej sekcji RWE, omawiając kontakty red. Trościanki z władzami reżymowymi, stwierdzał: Bez względu na to, że wzbraniał się przed podpisaniem formalnego zobowiązania, był agentem tego reżimu, skoro podjął współpracę i pomagał osłabiać Wolną Europę’ (…) Trudno mi to nazwać inaczej niż zdradą.” („Rzeczpospolita”, nr 220, 2004 r.)


Orłoś stawia mi zarzut o nazywanie Cata: „agentem”, który „kolaborował z Polską Ludową” oraz „walczył przeciw CIA ramię w ramię z KGB”. Tu mogę jedynie stwierdzić, iż autor „Zagubionych proporcji”, wyrwał owe terminy z kontekstu książki, tym samym nadał im nową treść. Pewnym jest natomiast, iż agentem, zdrajcą Cata nazywało wiele osób. Szczególnie ci z roku 1956 komentujący jego wyjazd do kraju. Np. 15 czerwca rząd RP, w specjalnym oświadczeniu, stwierdzał: „Cat ustawił się w jednym szeregu dezerterów i zdrajców”. Postępek Cata zdradą nazywali członkowie Rady Rzeczypospolitej Polskiej. Adam Pragier zastanawiał się dlaczego Cat nie wrócił do kraju w 1945 a dopiero w 1956, gdyż Polskę alianci zdradzili właśnie w roku 1945 a nie 1956. Pytał Pragier: „Na co on czekał?” Zdrajcą Cata nazwał również b. minister sprawiedliwości w jego rządzie – Stanisław Lubodziecki. „Myśl Narodowa” twierdziła, iż poprzez swe kampanie antybrytyjskie czy antyamerykańskie „rozłożył emigrację wizją beznadziejności”.


A Józef Łobodowski pisał w „Syrenie” 1956 r., kpiąc z „logiki” Cata: „Zachód nas zdradził i wydał w ręce bolszewickich morderców, wobec tego należy przejść na stronę tych morderców; przywódcy emigracyjni są agentami zachodnich mocarstw, wobec tego zostańmy narzędziem agentów sowieckich”.


Orłoś powinien też pamiętać, iż Cat Mackiewicz piastował przez ponad rok (1954 – 1955) stanowisko premiera Rządu Londyńskiego, a więc – obok Prezydenta – był najważniejszą postacią emigracji. Postacią dopuszczoną do największych tajemnic tej społeczności. Stanowisko pierwszego ministra nakładało na niego obowiązki, ale i odpowiedzialność nieznaną „zwykłemu” emigrantowi, czy publicyście.


Nie wchodząc głębiej w ocenę merytoryczną tekstu autora „Cudownej meliny”, chciałbym jeszcze tylko zwrócić uwagę na jedną, ważną niedokładność; myślę, że podstawową dla tembru omawianego artykułu. Oto Orłoś (prawnik z wykształcenia), stwierdza jakoby krytykowane przez publicystów osoby były bezradne wobec zarzutów, gdyż: „mają zamknięty dostęp do archiwów IPN, na podstawie których są oskarżani”. Nie jest to faktem; ustawa z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz. U. z 2007 r. Nr 63, poz. 424 z późn. zm.) oraz ustawa z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944–1990 oraz treści tych dokumentów (Dz. U. z 2007 r. Nr 63 poz. 425 z późn. zm.), informuje, iż każdy ma prawo wystąpić z wnioskiem o udostępnienie akt. Zniesiony został status pokrzywdzonego, aby uzyskać wgląd do kopii dokumentów, wystarczy złożyć wniosek. Jedynym ograniczeniem jest to, iż współpracownikom, pracownikom i funkcjonariuszom organów bezpieczeństwa państwa nie udostępnia się dokumentów wytworzonych przez nich lub powstałych przy ich udziale.


Zwracam uwagę na tę niedokładność prawną artykułu także i dlatego, że, kwestia ta, wypisana w pierwszym akapicie publikacji, niemal słowo w słowo zostaje powtórzona w finale tegoż tekstu: Wobec publicznych zarzutów pozostają bezradni: mają zamknięty dostęp do archiwów IPN, na podstawie których są oskarżani. Takie jest prawo.


Także więc i niżej podpisany pozwoli sobie powtórzyć: prawo jak najbardziej zezwala na dopuszczenie takich osób do akt IPN’owskich. Ich, lub np. p. Orłosia, gdyby chciał osobiście je ocenić, a choćby w przypadku Cata.


Grzegorz Eberhardt




Zobacz moją stronę komentatorską:





Zobacz mój foto-blog o sztuce fotografii:




Possibly Related Posts:


Print
Jan Pietrzak o antypolonizmie
Piotr Wójcicki | August 2, 2009 | 4:29 pm

Najlepsze są najprostsze recepty na zjawiska negatywne. I taką receptę na antypolonizm w sposób klarowny i zrozumiały funduje nam Mistrz Jan Pietrzak.

Wielu pamięta jego nadzwyczajną popularność w czasach PRL-u. Ja sam żebrałem pośród znajomych o jakieś nagrania jego monologów kabaretowych, rozprawiających się zjadliwie z komuną pod wszystkimi postaciami. Słuchałem jego głosu z rozpalonymi policzkami i czułem, że napełnia mnie nadzieja. Za tę nadzieję jestem Janowi Pietrzakowi najbardziej wdzięczny i teraz jako starszy już facet uważam, że działalność Mistrza przyczyniła się do przeżycia trudnych czasów bez jakichś katastrofalnych ubytków w duszy i mózgu.

Teraz Jan Pietrzak znalazł się w sytuacji osoby wyklętej przez “salon warszawsko-krakowski”, gdyż mówi i przekazuje słuchaczom za wiele niewygodnej prawdy i propaguje wartości nie do przyjęcia przez gigantów postępu. I jeszcze do tego mówi to w sposób prosty i klarowny, a więc – o zgrozo – jego przekaz może trafić do odbiorców. Po prostu, niebezpieczny gość.

O antypolonizmie w przytoczonym tu klipie mówi właściwie tak treściwie, że nie pozostaje właściwie nic mądrego do dodania.  Dlatego od siebie dodaję komendę: “wykonać”. Posłuchać i zastosować w praktyce.

A oto fragment recenzji Zbigniewa Herberta z 1981 roku:

Moja naiwność rodzi powagę. Więc zupełnie poważnie: nie udało mi się dotychczas spotkać kabaretu, w którym jak tutaj, stare słowa – a bez nich każda opowieść jest emferyczna i skazana na zatracenie – stare, poniżane tyle lat słowa – ojczyzna, godność ludzka, sprawiedliwość brzmią prosto, czysto, niedwuznacznie. Mężny i wzruszający, komiczny i prawdziwy – Jan Pietrzak.

(całość recenzji – pod tym adresem na stronie Jana Pietrzaka)

I tak jest w dalszym ciągu – co talent, to talent.


Pliki do ściągnięcia – dwa pakiety spakowane w ZIP:

1. Kabaret Jana Pietrzaka -2.68 MB Paczka zdjęć (zip) autorstwa Doroty Wróblewskiej i Moniki Ostrowskiej - ich strona: http://www.aparatki.pl/ Zdjęcia są publikowane na stronie Jana Pietrzaka:http://janpietrzak.pl

2. Kabaret Jana Pietrzaka - recenzje prasowe -23.05 MB Pliki PDF, pakiet ZIP - ok. 24 MB.



Zobacz moją stronę komentatorską:





Zobacz mój foto-blog o sztuce fotografii:




Possibly Related Posts:


Print
Alina Cała i ja w akcji
Piotr Wójcicki | June 7, 2009 | 4:03 pm

To było dziesięciolecie Marca’68 czyli jak łatwo obliczyć miało to miejsce w marcu 1978 r. Nie mieliśmy jeszcze trzydziestki, za to w głowach i sercach tkwiła pamięć pierwszego dorosłego doświadczenia politycznego, studenckie Wypadki Marcowe.

Nie pamiętam, czy wiedziałem jakie były w wymiarze szczegółowym doświadczenia mojej koleżanki z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk. alina_calaNatomiast ja pamiętałem doskonale mur niechęci i zbywania mnie przez funkcyjnych pracowników nader upartyjnionej Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, którzy byli głusi na moje prośby o egzaminacyjne sprawdzenie moich umiejętności. Pamiętam też te śliskie pół-uśmiechy uciekających przed rozmową ze mną urzędników. Wyleciałem więc pierwszy raz z uczelni, a dopiero po roku dowiedziałem się kanałami zaprzyjaźnionymi, że potraktowano mnie jako Żyda, spokrewnionego z jednym z prominentnych komunistycznych dziennikarzy o tym samym nazwisku. Dziwiono się, że jeszcze mój Ojciec pracuje, a my w ogóle tu jesteśmy.

Miałem więc marcowych siepaczy w żołądku oraz zyskałem dotkliwe ostrzeżenie przed  antysemityzmem na całą moją prywatną przyszłość.

Instytut Historii PAN zorganizował skromną i zupełnie nie promowaną naukową konferencję wewnętrzną na temat wydarzeń sprzed 10 lat. Przybyli tylko nieliczni, a więc zajęliśmy niewielką salę z efektownym okrągłym stołem przy którym wszyscy się zmieścili.

Wysiadłem z autobusu pod kościołem św. Anny na Krakowskim Przedmieściu i natknąłem się na Alinę Całą. Drogę na Rynek Starego Miasta do Kamienicy Książąt Mazowieckich przebyliśmy razem, rozmawiając o czekającym nas wydarzeniu.

Alina wyznała, że bulwersuje ją fakt, iż kilku pracowników naukowych Instytutu, którzy odznaczyli się paskudną gorliwością w wywalaniu swoich kolegów z pracy i demaskowaniem ich pochodzenia oraz specjalną dyspozycyjnością wobec reżymu funkcjonuje sobie w najlepsze w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, korzystając z ochrony władzy.

I że to jest koszmar nie do przyjęcia, i że należy o tym głośno powiedzieć na forum konferencji. Całkowicie się z tym zgodziłem, padły nazwiska antypatycznych sług systemu. Nie miałem jakichkolwiek zastrzeżeń do opinii formułowanych przez Alinę, osobę sprawnie i logicznie uzasadniającą swoje sądy. Poparłem ją z całym przekonaniem.

Kiedy Alina Cała zaczęła mówić, w gronie prowadzących zebranie zaczęło coś syczeć i się skręcać. Niektórzy zaczęli się nerwowo oglądać na boki i kręcić na wygodnych przecież krzesłach. Słowa jej brzmiały zdecydowanie i nie pozostawiały wątpliwości, co miała na myśli, wymieniając i opisując zachowanie pro-reżymowych uczonych. Zaproponowała uchwałę, którą konferencja powinna przyjąć i uważam, że postąpiła jak najbardziej słusznie i odważnie (przypominam, że był koniec lat 70-tych). Zarządzono głosowanie – tylko my dwoje podnieśliśmy ręce za jej uchwaleniem. Byłem przerażony obojętnością zebranych, nie rozumiałem aż tak wielkiego strachu przed komunistyczną władzą i nie mogłem tego zaakceptować.

Zniesmaczeni reakcją naukowców i pełni dla nich politowania wracaliśmy przez Plac Zamkowy w kierunku przystanków autobusowych.

Potem w ciągu wielu lat dość rzadko, ale jednak spotykaliśmy się w przelocie na jakichś większych “spędach” (ostatnio około 2 lat temu w lokalu Stowarzyszenia Wolnego Słowa). Zawsze z uśmiechem mówiliśmy sobieja29 cześć. Nie wiem, czy Alina pamiętała naszą obecność na wspomnianej konferencji, ale ja miałem to wydarzenie zawsze w dobrej pamięci.

Wiemy przecież – tak mi się wydawało – oboje, że nie można mówić, że wszyscy Żydzi są tacy, czy owacy, że robili to czy tamto. Bo nie wszyscy – tyle, tylko tyle i aż tyle. Jestem przekonany, że dotyczy to ludzi wszystkich narodowości i wyznań. I że to oznacza m. in.  tolerancję, i że to nas łączy.

A Ty mówisz teraz i powtarzasz, że wszyscy Polacy zawinili śmierci 3 milionów żydowskich współobywateli. Wygłaszasz jawnie rasistowską opinię publicznie w biały dzień, pod moim bokiem?

Alinko, o co chodzi, co się stało w Twojej głowie i sercu? Krzywdzisz ludzi, wyznających równouprawnienie narodów w sposób bezwzględny. Stajesz w szeregu siewców nienawiści, pośród tych, którzy nadal chcą skłócić obywateli jednego Państwa, mieszkańców jednego Świata?

No, jasny gwint. Dziewczyno, co Ty… ?

Alinko, mam nadzieję, że przy najbliższym – jak zwykle – przypadkowym spotkaniu wytłumaczysz mi to z ręką na sercu. Bo jestem, psiakrew, wściekły i- co gorsze – zdezorientowany.

Ściągnijmy i poczytajmy (pliki w formacie PDF):

Informacje Gabinetu Ministra SW - Marzec'68 -414.32 KB

Druki marcowe -614.52 KB Ulotki, druki, wiersze z Marca'68

Meldunki i materiały - Marzec'68 -1.96 MB Teczka meldunkó i materiałów z Marca'68

Propaganda marcowa -3.41 MB

Satyra - Marzec'68 -3.31 MB Jak w tytule

Wydawnictwo szkoleniowe MSW -4.19 MB Dotyczy Marca'68

Wydawnictwo szkoleniowe MSW - 2 -6.06 MB


Possibly Related Posts:


Print
Dział: PLIKI oraz apel o linki
Piotr Wójcicki | May 23, 2009 | 7:35 pm

Otworzyłem na witrynie “Piotr  Wójcicki – Długa rozmowa” nowy dział pod krótkim, ale mocnym tytułem “PLIKI“. To zaledwie zapowiedź przyszłego raju dla chętnych do ściągania dokumentów i innych świadectw, opisujących sprawy, wydarzenia i problemy tematycznie związane z tą witryną. Celem tego zamierzenia jest zgromadzenie jak największej ilości elementów, dotyczących konserwatyzmu, lustracji, eutanazji i innych istotnych problemów cywilizacyjnych i społecznych, rozproszonych po wirtualnych ostępach sieci.

Zwracam się więc do Czytelników z prośbą o wskazywanie mi miejsc, które ich zdaniem należałoby uwzględnić w kwerendzie wzbogacającej ofertę działu “Pliki”. Specjalną prośbę o takie wsparcie kieruję do Niepoprawnych.plZ góry dziękuję.

Dla zachęty we wpisie umieszczam link pozwalający na download omówienia autorstwa Łukasza Kamińskiego z IPN kwestii działania służb specjalnych na podstawie filmu niemieckiego “Życie na podsłuchu”, ilustrowanego fotosami. Tak jak wszystkie jest to dokument w formacie PDF.


Życie na podsłuchu -4.95 MB Na podstawie filmu niemieckiego "Życie na podsłuchu", Łukasz Kamiński z IPN napisał opracowanie tematu działań Stasi i komunistycznych służb specjalnych w ogóle dla zrealizowania tego materiału w programie nauczania. Ciekawe, czy nauczyciele korzystają z tego opracowania? A powinni.

Niepoprawne Radio PL

Possibly Related Posts:


Print