Piotr Wójcicki – Długa rozmowa » komunizm

Posts for category ‘komunizm’

Widmo nad Warszawą – naukowy antysemityzm
Piotr Wójcicki | July 3, 2009 | 8:28 pm

Było tak:

1. “Wspaniała Alina Cała” dała wywiad do Rzepy, w którym bez skrępowania popisała się rasistowską opinią, twierdząc, że wszyscy Polacy są winni zagłady 3 milionów Żydów podczas drugiej wojny światowej.

2. “Wspaniała Alina Cała” kilka dni później również w “Rzeczpospolitej” starała się “naukowo” udowodnić powyższą rasistowską tezę, co z założenia było zabiegiem absurdalnym, gdyż – jak sądzę – rasistowskiej tezy nie da się udowodnić,żadnymi argumentami i dokumentami (chyba, że się mylę (Co?! Nie słyszę! Da się jednak udowodnić – aha, no to mamy przechlapane).

3. Kilka dni później odbyła się pod Żydowskim Instytutem Historycznym (bardzo szacowną instytucją państwową) stu-osobowa demonstracja znajomych “Wspaniałej Alicji Całej”, wspierająca jej niesłychaną tezę. Ciekawe czy uczestnicy tej masówki zdają sobie sprawę, że uczestniczyli w imprezie rasistowskiej, że stanęli po mrocznej stronie granicy przyzwoitości.

4. Zgromadzeni podobno myśleli, że bronią prawa do wolności badań naukowych, ale po sponiewieraniu Cenckiewicza, Gontarczyka (bez znajomości ich dzieła) i Zyzaka wydaje mi się, że nie mieli by śmiałości tak twierdzić, gdyż wśród nich znajdowało się wiele osób inteligentny, wykształconych i kryształowo uczciwych, a przede wszystkim prawdomównych.

Przyczyna tytułowego widma nad Warszawą, widma rasistowskiej zarazy przyprawia mnie o lęk i mdłości. Taki oto jestem wrażliwy – jak większość przeciętnych Polaków (nie, nie, przepraszam – nie Polaków, ale ludzi. Ha, udało mi się wybrnąć z pojęciowego zaścianka).

Wywód “naukowy” dokumentujący proweniencję totalnego antysemityzmu Polaków, zaprezentowany przez “Wspaniałą Alinę Całą” ma bardzo ciekawą zawartość faktograficzną, rozkładającą zezwierzęconego odbiorcę nawet nie na dwie, ale na cztery łopatki.

Niewykluczone, że owa zawartość faktograficzna wygląda według Autorki tak:

1. XIX wiek.

A. Polacy, nie wiedzieć dlaczego, uzyskują jakąś drażniąco wyrazistą tożsamość narodową, chyba jedynie po to, aby wymyślić nowoczesny antysemityzm, o czym marzyli – jak wiadomo – od momentu Chrztu Polski w 966 r. Zaczynają się pastwić, wspierani przez Kościół, nad swoimi współobywatelami, a raczej cesarskimi współ-poddanymi , bowiem chcą się sprawdzić w działaniu przed założeniem takiej tam Ligi Narodowej i innych nikomu właściwie niepotrzebnych organizacji, siejących nienawiść narodową i społeczną.

B. Nasi drodzy współ-poddani w zasadzie nie robią nic godnego uwagi – ot, zwołają sobie kongres syjonistyczny w celu walki ze wzrastającym antysemityzmem, jakiś kongresik Bundu, a poza tym słuchają śpiewu ptaków, szczebiotu dzieci oraz skrzypka na dachu. Oczywiście, okropnie martwią się niebezpiecznie wzrastającym polskim antysemityzmem, ale to normalka.

2. XX wiek do 1939 r.

A. Polacy wciąż jacyś niespokojni, bez skrupułów wykorzystują I-szą wojnę światową do odzyskania niepodległości. Cwaniaczki, jedne. Założyli endecję i chadecję i się panoszą, jak zwykle z poparciem Kościoła. Bez niego to już nic nie potrafią zrobić. Cwaniaczki, a jednak niezguły.

B. Nasi drodzy współobywatele nadal martwią się polskim antysemityzmem, z powodu którego nie mogą się kształcić i dlatego nie ma wśród nich ludzi z akademickimi dyplomami. Poza tym słuchają śpiewu ptaków, skrzypka na dachu, z niekłamanym wstrętem patrzą na wschód w stronę Związku Sowieckiego, unikają pochodów pierwszo-majowych i jak ognia strzegą się zarazy komunizmu, ucieleśnionej w Komunistycznej Partii Polski. Nie chcą przeciez być agentami obcego mocarstwa, bo to nieprzyzwoicie i nielojalnie wobec kraju, którego są obywatelami.

3. II wojna światowa.

A. Rzecz niesłychana. Polacy utracili przecież Ojczyznę, ale jak to oni (zawsze coś muszą kombinować), wymyślili Państwo Podziemne. Państwo to powstało, aby wydawać, równie podziemne jak ono, gazetki nacjonalistyczne, a w gruncie rzeczy – po prostu – antysemickie. Powstały też różne bardzo niesympatyczne i awanturnicze organizacje wojskowe, wiadomo na czyją zgubę.

B. Żydzi byli mordowani przez Niemców oraz przez czytelników i wydawców gazetek Państwa Podziemnego.

4. PRL.

A. Nareszcie nastał okres spokoju, można rządzić, żyć i cieszyć się wolnością po strasznych poprzednich trzech okresach dziejów naukowego antysemityzmu. Polacy jednak nie tylko nie poczuwają się do jakiejkolwiek winy, ale jeszcze drwią z tego pojęcia nazywając tak zbrojną organizację – WiN czy jakoś tak – która sprawiła sporo kłopotu, ale jakoś się w końcu wszystkich wymordowało i spokój nastał w całym kraju nad Wisłą. Jeszcze jakiś Fieldorf podskoczył, ale to już był drobiazg. Przygniotło się butem i po robactwie. Polacy jakby przycichli, ale jakoś tak niewyraźnie wyglądali, jakby byli niezadowoleni i troszeczkę jakby zbierali się w sobie. No, ale może chodziło o zbieranie grzybów, znane polskie zajęcie ludowe. Kto ich tam wie.

B. Nasi drodzy współobywatele permanentnie niepokoili się o stan antysemityzmu w statystycznym Polaku, bo a nuż wybuchnie ten rasowy ogień i powiedzą ci nierozważni ludzie, że w UB za dużo drogich współobywateli. A co to – każdy ma prawo do swobodnego wyboru miejsca pracy. Jak będzie trzeba to zrobi się demonstracyjkę siły w obronie wolności na socjalistycznym rynku pracy.

Niejeden oficer martwił się, że Polacy mogą źle zrozumieć jego intencje i wziąć niechrześcijański odwet w chwili gorączki jaka ich czasami dopada.

5. III Rzeczpospolita.

A. Nastała wolność i demokracja, ale Polacy natworzyli kupę jakichś kanapowych partii i stowarzyszeń, a spora ich część niemile się odzywała do drogich współobywateli. Jak zwykle. A g… chłopu, nie zegarek.

Z początku Polacy czytali jedną Gazetę i niby im wystarczało, ale nagle przyszło im do kołtuniastych łbów, aby zróżnicować ofertę medialną. Powstały jakieś nowe tytuły, ale o zgrozo, pisali w nich inni autorzy, nie ci sami co w Gazecie. Przyznaję, to już już było i jest zbyt ostre przegięcie. Tak nie można, nie godzi się. Trzeba czytać i słuchać tego, co mądrzy ludzie piszą i mówią, a nie marudzić pluralistycznie.

Później Polacy poczuli, że jednak bez dostępu do wiedzy będą ciemni jak w tabaka w rogu i wymyślili Instytut Pamięci Narodowej. A co to własnej pamięci nie mają, muszą się wspierać źródłami historycznymi. Przecież wiadomo, że one, te źródła zawsze kłamią, a mądrzy ludzie mówią tylko prawdę.

I czemu niby ta wiedza ma służyć. Przecież wiadomo – utrwalaniu w narodzie antysemityzmu. A tak? No więc to jest zdecydowanie zła wiedza.

B. Nasi współ-przyjaciele (niechże teraz tak będzie) zdecydowali ostatecznie rozprawić się z lewiatanem antysemityzmu w sposób “naukowy”, rozkosznie przwrotny i jednocześnie genialnie prosty. Najważniejsza jest bowiem czysta i nieskalana struktura świata.

Uczona historyczka “Wspaniała Alina Cała” ostatecznie przyspawała wredny rasistowski syndrom antysemityzmu do absolutnie wszystkich Polaków i do każdego z osobna. Szlus i po problemie.

Zdaję sobie doskonale sprawę, że powyższy wywód w porównaniu z prostotą myśli i argumentacji Wspaniałej Aliny Całej” jest nader pokrętny i mocno skomplikowany, ale taka to już moja osobista cecha narodowa.

Zagmatwać i pozostać zwierzęcym antysemitą.

2380374401_799bc2ebcf

Ściągnijmy pliki PDF i poczytajmy:

1. Atak na Zofię Kossak-Szczucką -
2. Dość deklaracji, czas na działanie -87.77 KB Konferencja antyrasistowska
3. Dyskryminacja rasowa ze względu na płeć -71.86 KB
4. Ocena realizacji zaleceń Komisarza UE w kwestii rasizmu -395.13 KB
5. Patriotyzm jest jak rasizm -34 KB
6. Polki skarżą Koronę -22.58 KB Polki w Anglii skarżą się na rasizm.
7. Przesłanie -21.38 KB Z okazji Miedzynarodowego Dnia Walki z Rasizmem.
8. Raport - Rasizm w Polsce -131.93 KB
9. Raport - Rasizm w Polsce - 2 -210.47 KB
10.Raport - Rasizm w Polsce - 3 -351.84 KB
11.Raport rządu polskiego -301.19 KB Na temat Rasizmu, dyskryminacji i innych kwestii - 2009 r.
12.Rasizm autorytarny -115 KB
13.Rasizm i dyskryminacja rasowa -163.86 KB
14.Teoria rasizmu kulturowego -73.31 KB
15.UNIC - Ośrodek Informacji -35.52 KB Oczywiście nt. rasizmu.
16.Walka z rasizmem -111.8 KB
17.Walka z rasizmem w Anglii - W Anglii zwalczają rasizm więzieniem, a nie rozmową.

Possibly Related Posts:


Print
Alina Cała i ja w akcji
Piotr Wójcicki | June 7, 2009 | 4:03 pm

To było dziesięciolecie Marca’68 czyli jak łatwo obliczyć miało to miejsce w marcu 1978 r. Nie mieliśmy jeszcze trzydziestki, za to w głowach i sercach tkwiła pamięć pierwszego dorosłego doświadczenia politycznego, studenckie Wypadki Marcowe.

Nie pamiętam, czy wiedziałem jakie były w wymiarze szczegółowym doświadczenia mojej koleżanki z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk. alina_calaNatomiast ja pamiętałem doskonale mur niechęci i zbywania mnie przez funkcyjnych pracowników nader upartyjnionej Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, którzy byli głusi na moje prośby o egzaminacyjne sprawdzenie moich umiejętności. Pamiętam też te śliskie pół-uśmiechy uciekających przed rozmową ze mną urzędników. Wyleciałem więc pierwszy raz z uczelni, a dopiero po roku dowiedziałem się kanałami zaprzyjaźnionymi, że potraktowano mnie jako Żyda, spokrewnionego z jednym z prominentnych komunistycznych dziennikarzy o tym samym nazwisku. Dziwiono się, że jeszcze mój Ojciec pracuje, a my w ogóle tu jesteśmy.

Miałem więc marcowych siepaczy w żołądku oraz zyskałem dotkliwe ostrzeżenie przed  antysemityzmem na całą moją prywatną przyszłość.

Instytut Historii PAN zorganizował skromną i zupełnie nie promowaną naukową konferencję wewnętrzną na temat wydarzeń sprzed 10 lat. Przybyli tylko nieliczni, a więc zajęliśmy niewielką salę z efektownym okrągłym stołem przy którym wszyscy się zmieścili.

Wysiadłem z autobusu pod kościołem św. Anny na Krakowskim Przedmieściu i natknąłem się na Alinę Całą. Drogę na Rynek Starego Miasta do Kamienicy Książąt Mazowieckich przebyliśmy razem, rozmawiając o czekającym nas wydarzeniu.

Alina wyznała, że bulwersuje ją fakt, iż kilku pracowników naukowych Instytutu, którzy odznaczyli się paskudną gorliwością w wywalaniu swoich kolegów z pracy i demaskowaniem ich pochodzenia oraz specjalną dyspozycyjnością wobec reżymu funkcjonuje sobie w najlepsze w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, korzystając z ochrony władzy.

I że to jest koszmar nie do przyjęcia, i że należy o tym głośno powiedzieć na forum konferencji. Całkowicie się z tym zgodziłem, padły nazwiska antypatycznych sług systemu. Nie miałem jakichkolwiek zastrzeżeń do opinii formułowanych przez Alinę, osobę sprawnie i logicznie uzasadniającą swoje sądy. Poparłem ją z całym przekonaniem.

Kiedy Alina Cała zaczęła mówić, w gronie prowadzących zebranie zaczęło coś syczeć i się skręcać. Niektórzy zaczęli się nerwowo oglądać na boki i kręcić na wygodnych przecież krzesłach. Słowa jej brzmiały zdecydowanie i nie pozostawiały wątpliwości, co miała na myśli, wymieniając i opisując zachowanie pro-reżymowych uczonych. Zaproponowała uchwałę, którą konferencja powinna przyjąć i uważam, że postąpiła jak najbardziej słusznie i odważnie (przypominam, że był koniec lat 70-tych). Zarządzono głosowanie – tylko my dwoje podnieśliśmy ręce za jej uchwaleniem. Byłem przerażony obojętnością zebranych, nie rozumiałem aż tak wielkiego strachu przed komunistyczną władzą i nie mogłem tego zaakceptować.

Zniesmaczeni reakcją naukowców i pełni dla nich politowania wracaliśmy przez Plac Zamkowy w kierunku przystanków autobusowych.

Potem w ciągu wielu lat dość rzadko, ale jednak spotykaliśmy się w przelocie na jakichś większych “spędach” (ostatnio około 2 lat temu w lokalu Stowarzyszenia Wolnego Słowa). Zawsze z uśmiechem mówiliśmy sobieja29 cześć. Nie wiem, czy Alina pamiętała naszą obecność na wspomnianej konferencji, ale ja miałem to wydarzenie zawsze w dobrej pamięci.

Wiemy przecież – tak mi się wydawało – oboje, że nie można mówić, że wszyscy Żydzi są tacy, czy owacy, że robili to czy tamto. Bo nie wszyscy – tyle, tylko tyle i aż tyle. Jestem przekonany, że dotyczy to ludzi wszystkich narodowości i wyznań. I że to oznacza m. in.  tolerancję, i że to nas łączy.

A Ty mówisz teraz i powtarzasz, że wszyscy Polacy zawinili śmierci 3 milionów żydowskich współobywateli. Wygłaszasz jawnie rasistowską opinię publicznie w biały dzień, pod moim bokiem?

Alinko, o co chodzi, co się stało w Twojej głowie i sercu? Krzywdzisz ludzi, wyznających równouprawnienie narodów w sposób bezwzględny. Stajesz w szeregu siewców nienawiści, pośród tych, którzy nadal chcą skłócić obywateli jednego Państwa, mieszkańców jednego Świata?

No, jasny gwint. Dziewczyno, co Ty… ?

Alinko, mam nadzieję, że przy najbliższym – jak zwykle – przypadkowym spotkaniu wytłumaczysz mi to z ręką na sercu. Bo jestem, psiakrew, wściekły i- co gorsze – zdezorientowany.

Ściągnijmy i poczytajmy (pliki w formacie PDF):

Informacje Gabinetu Ministra SW - Marzec'68 -414.32 KB

Druki marcowe -614.52 KB Ulotki, druki, wiersze z Marca'68

Meldunki i materiały - Marzec'68 -1.96 MB Teczka meldunkó i materiałów z Marca'68

Propaganda marcowa -3.41 MB

Satyra - Marzec'68 -3.31 MB Jak w tytule

Wydawnictwo szkoleniowe MSW -4.19 MB Dotyczy Marca'68

Wydawnictwo szkoleniowe MSW - 2 -6.06 MB


Possibly Related Posts:


Print
Dział: PLIKI oraz apel o linki
Piotr Wójcicki | May 23, 2009 | 7:35 pm

Otworzyłem na witrynie “Piotr  Wójcicki – Długa rozmowa” nowy dział pod krótkim, ale mocnym tytułem “PLIKI“. To zaledwie zapowiedź przyszłego raju dla chętnych do ściągania dokumentów i innych świadectw, opisujących sprawy, wydarzenia i problemy tematycznie związane z tą witryną. Celem tego zamierzenia jest zgromadzenie jak największej ilości elementów, dotyczących konserwatyzmu, lustracji, eutanazji i innych istotnych problemów cywilizacyjnych i społecznych, rozproszonych po wirtualnych ostępach sieci.

Zwracam się więc do Czytelników z prośbą o wskazywanie mi miejsc, które ich zdaniem należałoby uwzględnić w kwerendzie wzbogacającej ofertę działu “Pliki”. Specjalną prośbę o takie wsparcie kieruję do Niepoprawnych.plZ góry dziękuję.

Dla zachęty we wpisie umieszczam link pozwalający na download omówienia autorstwa Łukasza Kamińskiego z IPN kwestii działania służb specjalnych na podstawie filmu niemieckiego “Życie na podsłuchu”, ilustrowanego fotosami. Tak jak wszystkie jest to dokument w formacie PDF.


Życie na podsłuchu -4.95 MB Na podstawie filmu niemieckiego "Życie na podsłuchu", Łukasz Kamiński z IPN napisał opracowanie tematu działań Stasi i komunistycznych służb specjalnych w ogóle dla zrealizowania tego materiału w programie nauczania. Ciekawe, czy nauczyciele korzystają z tego opracowania? A powinni.

Niepoprawne Radio PL

Possibly Related Posts:


Print
Profesor Bronisław Geremek: – Lech mówił prawdę.
Piotr Wójcicki | January 19, 2009 | 11:59 am

Przełom listopada i grudnia 1988 roku w mieszkaniu prof. Bronisława Geremka na ul. Piwnej w Wywiad_z_geremkiem_pwa_edytowany-2
Warszawie. Siedzimy przy kawie, palimy tytoń (fajka i papierosy), a pies Skap drzemie w progu gabinetu. Rozmowa została opublikowana 9 grudnia tamtego roku na pierwszej stronie Przeglądu Wiadomości Agencyjnych (PWA) czyli tzw. Pawia, podziemnego tygodnika. Podpisalem ją – August Plate czyli nazwiskiem mojego, przybyłego z Alzacji prapradziadka. O ile mi wiadomo wywiad ten nie był nigdy nigdzie przedrukowywany, a więc postanowiłem go zawiesić w sieci. Może kogoś zaciekawi, choćby ze względów poznawczo-historycznych.

Rozmawiamy trzy dni po spotkaniu Lecha Wałęsy z Alfredem Miodowiczem.

Do ostatniej chwili przedsięwzięcie to stało pod znakiem zapytania. Lech Wałęsa zaakceptował warunki wysuwane przez telewizję, mimo odrzycenia wszystkich jego propozycji (m.in. odbycia spotkania w stoczni, w obecności robotników, rejestrowania jego przebiegu przez niezależną ekipę filmu "Człowiek z żelaza", pod kierownictwem Andrzeja Wajdy). Przy tej okazji niezwykle jaskrawo objawił się monopol państwowej telewizji, która odmówiła, na przykład, podpisania umowy, określającej prawa autorskie, dotyczące możliwości eksploatacji taśmy filmowej. Przewodniczący "Solidarności" zdecydował się na tę rozmowę, gdyż miał głębokie przeświadczenie, iż nie jest to w gruncie rzeczy spotkanie z Alfredem Miodowiczem tylko z milionamiGeremek
telewidzów, ze społeczeństwem, któremu mógł oświadczyć, że nie chce takiej sytuacji, w której występowanie w TV jest li tylko przywilejem, a nie korzystaniem z przysługujących obywatelowi praw. Spotkał się w ten sposób również z młodymi ludźmi, któzy weszli do życia publicznego po 13 grudnia 1981 roku.

Wiele osób nieco starszych, pamiętających lata 80/81 zadawało sobie nerwowe pytanie: "jak wypadnie Wałęsa?".

Świadczyłoby to o tym większej potrzebie takiego kontaktu. Sądzę, że trzeba wyjść poza schemat prostego porównania obu uczestników spotkania. Znaczenie polityczne owej debaty polega na tym, że postawiona zostałą diagnoza obecnej sytuacji. Dialog, dotyczący tej sytuacji jest możliwy po legalizacji "Solidarności", czemu nadal sprzecxiwia się władza. Prawda ta dotarła do milionów ludzi, a ponieważ sprawa została jasno postawiona kierownictwo państwa musi dać równie jasną odpowiedź. Nie chciałbym się rozwodzić nad zaletami przywódcy Związku. Lech Wałęsa – po prostu – mówił prawdę, a w niej tkwi niezwykłą siła.

Pod wrażeniem przebiegu tego spotkania można zapytać, dlaczego władze "poszły" na taką imprezę?…

Myślę, że należy uwzględnić dwa elementy: pierwszy – to arogancja w połączeniu z pewnością siebie, drugi – to gra polityczna. Grupa z aparatu przeciwna spotkaniom Lech_walesa
okrągłego stołu chciała poprzez przewidywaną przez nią kompromitację Wałęsy Miodo_a
wykazać, iż nie ma sensu nawiązywać dialog z ruchem nie cieszącym się społecznym poparciem. Wszelkie takie zamysły zostały zniweczone przebiegiem spotkania.

A teraz parę słów o pierwszych skutkach i echach owego wydarzenia…

Oszołomienie władzy – oto natychmiastowy skutek. Pierwszej informacji PAP-owskiej towarzyszyła cenzorska blokada interpretacji – komentarze były zabronione, a te, któe ukazały się po paru dniach były nędznej jakości. Taka reakcja oficjalnych publikatorów jest właśnie świadectwem oszołomienia włądzy wynikłą sytuacją. Ekspert zajmujący sie problemami propagandy mógłby zorganizować seminarium na temat: "Jak tworzy się kłamstwo?", uwzględniając enuncjacje prasowe z ostatnich dwóch miesięcy m.in. dotyczące oświadczenia Episkopatu Polski, spotkania i przemówienia Lecha Wałęsy przed kościołem św. Brygidy w Gdańsku oraz relacje o komentarzach prasy zachodniej na temat spotkania Lecha Wałęsy z Alfredem Miodowiczem. Tymczasem reakcje prasy zachodniej jednoznacznie wskazują na wielkie zwycięstwo Lecha Wałęsy, ujmując często jego przewagę w kategoriach bokserskich, mówiąc o Med
nokaucie. Najważniejsze, że szerokiej opinii publicznej na Zachodzie zostały przekazane argumenty Wałęsy wskazujące, iż wprowadzenie pluralizmu w Polsce nie grozi Europie destabilizacją, a wręcz odwrotnie może być czynnikiem stabilizującym, bowiem człowiek mówiący w imieniu polskiego społeczeństwa, proponuje rozwiązania kompromisowe. Poza tym stało się jasne, że propozycje "Solidarności" nienoszą charakteru antyradzieckiego i nie mierzą w politykę Michaiłą Gorbaczowa. Ze słów Wałęsy płynęło przesłanie, że bierność i Mikhail_Gorbachev_1987
stagnacja, charakterystyczne dla ekipy rządzącej jest sprzeczna z dynamiką polityki Gorbaczowa, że Polska traci swoją szansę. W rodzimej prasie oficjalnej elementy te nie zostały uwzględnione.

Co więc w tej niewyraźnej sytuacji dzieje się ze słynnym okrągłym stołem?

Nic się nie zmieniło. Od ostatnich dni września, kiedy władze cofnęły swoją decyzję (z początku września) o legalizacji "Solidarności", sprawa pozostaje w całkowitym zawieszeniu. Był taki moment, że władze wycofały się z warunków wstępnych (udział w rozmowach Kuronia i Michnika), aby doprowadzić do pozorowanego dialogu i ustawić się do kasy po pieniądze do zachodnich banków, jako nagrodę za rzekome spełnienie warunku dialogu z opozycją. Ostatnie spotkanie Lecha Wałęsy z ministrem Kiszczakiem nie przyniosło rezultatów – brak jest bowiem woli legalizacji "Solidarności". Myślę, że debata telewizyjna wskazuje, że nie jest to rozdział zamknięty. Miodowicz nie powiedział nic o okrągłym stole, ale zajął się tym Okragly_Stol_1989
zagadnieniem Wałęsa, wskazując kto i co blokuje rozmowy. Oznacza to, że władzy nie uda się uzyskać zgody na jakiekolwiek pozorowane negocjacje, natomiast jeśli są zainteresowane w prawdziwym dialogu, to wiedzą po tej debacie, że jest to możliwe pod warunkiem legalizacji "Solidarności".

Mówimy o legalizacji, negocjacjach, porozumieniu. Czy związek jest wewnętrznie przygotowany do funkcjonowania w tych układach, zarówno pod względem strukturalnym jak i wewnętrznych stosunków międzyludzkich (konflikt działacze – doradcy)?

Tegoroczne strajki kwietniowe i sierpniowe bardzo ożywiły Związek, wytworzyły ruch bardzo dynamizujący całą organizację. Przed sierpniem było pięćdziesiąt, a teraz jest 400 komitetów organizacyjnych "Solidarności". Są to struktury jawne, dobrze współpracujące ze strukturami konspiracyjnymi. Łączenie ich prowadzi do odnawiania instancji Związku, powracają też procedury demokratyczne na szczeblu komisji zakładowych i regionów. Sądzę więc, że Związek nie zmarnuje szansy, jaką niosłaby ponowna legalizacja zwłaszcza, że jest ona potrzebna dla zachowania solidarnościowej filozofii działania i charakteru masowego. Natomiast, co do drugiej części pytania… .
Myślę, że ten problem doradców Związku jest anachroniczny. Istniał przed kilku laty, ale doświadczenia późniejsze zmieniły układ rzeczy. Ci doradcy, którzy pozostali w Związku, mimo represji – są jego działaczami. Jest grupa ludzi, która uchyla się od uczestnictwa w pracy związkowej i stojąc nieco z boku ocenia, czy działania Związku są w interesie kraju czy nie. Głównym problemem nie jest kwestia różnic zdań między ekspertami a innymi działaczami, ale sprawa wyboru strategii działania: tradycyjnie kompromisowej lub radykalnej, zdobywającej uznanie młodej generacji wobec zapamiętałości i uporu władz.

Legalna czy nielegalna "Solidarność" ulokowana jest w mozaice różnych, właśnie rejestrowanych stowarzyszeń i to przeważnie skrajnie prawicowych i nacjonalistycznych. Znamienne jest akceptowanie przez władze komunistyczne owej totalitarnej inicjatywy prawicowej przy jednoczesnym tłumieniu przedsięwzięć demokratycznych i reformatorskich. Jaki jest Pana pogląd na tak rysujące się społeczne tło działania "Solidarności"?

Patrzeć na to zjawisko trzeba rozsądnie i trzeźwo. W tej chwili władze rzeczywiście promują ugrupowania skrajnie prawicowe. Powstało stowarzyszenie endeckie "Słowo i Czyn", wydano "Gazetę Warszawską". Jednak w warunkach pluralizmu i wolności stowarzyszania się sytuacja ulegnie wyrównaniu. Podstawowe natomiast jest pytanie o stan nastrojów społecznych. Polska jest krajem chorym nie tylko w dziedzinie politycznej i gospodarczej, ale również w sferze społecznej społeczno-psychologicznej. Polacy mają poczucie głębokiej frustracji, gdyż nie stanowią o swoim losie. To, co obserwujemy jest rezultatem funkcjhonowania i rozpadania się systemu autorytarnego. Możliwość uzdrowienia zaistniałej sytuacji pojawi się w chwili likwidacji monopolu politycznego i ukształtowania się instytucji Geremek2-large
przedstawicielskich. Zagrożenie nacjonalistyczne minie, zostanie pozostawione na drodze budowania niepodległego społeczeństwa i państwa.

Brzmi to uspokajająco. Zwłaszcza, że te organizacje, mające w tej chwili wyłączność na legalne działanie cieszą się rosnącym poparciem hierarchii Kościelnej… .

To jest diagnoza niesłuszna i nietrafna. Kiedyś władza dążyła do uzyskania partnera w postaci partii chadeckiej i istniały grupy gotowe spełnić to zapotrzebowanie. Nie zostało to zamierzenie rządu zrealizowane, gdyż nie życzył sobie tego Kościół. Poza tym trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z pewnym naturalnym i normalnym procesem, mianowicie społęczeństwo, gwałcone w swoich prawach narodowych, rewindykuje te prawa. Nie należy się tego obawiać: w pierwszych dwóch wolnych wyborach można się pozbyć kłopotu, sprawianego przez demagogów. Wystarczy sobie przypomnieć, jak spod rządów dyktatury wyzwalały się Hiszpania i Portugalia. Nie przywiązywałbym większej wagi do zjawisk tyle marginalnych, co krzykliwych. Ważne, że wszystkie ugrupowania optują za legalizacją "Solidarności", istnieje bowiem przekonanie, że wobec systemu totalitarnego powinien występować ruch masowy. Paradoksalnie, elementem walki o pluralizm jest jedność społeczeństwa, a tę jedność aspiracji i dążeń wyraża "Solidarność".

                                                                    Rozmawiał : Piotr Wójcicki (August Plate)

PWA z 9 grudnia 1988 roku (Rok V, nr. 168)

Possibly Related Posts:


Print
Mateusz Wyrwich – Norwegia czyli poparcie z lewej i prawej strony
Piotr Wójcicki | October 4, 2008 | 12:45 am

Norwegowie pomagali nam w przełomowych dziejach. W czasie Powstania Listopadowego, jak również Styczniowego. Przygarniali do siebie i otaczali wielkim szacunkiem popowstaniowych 120px-Coat_of_Arms_of_Norway.svg
uchodźców. Podobnie zachowywali się podczas wojny wypowiedzianej Polakom przez komunistyczny reżim trzynastego grudnia 1981 roku.

Wiele mówi się i pisze o pomocy Polsce w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku ze strony przywódców i obywateli USA, Francji, Szwecji,Norwegia_flaga
Niemiec, czy Włoch. Prawie nic, albo nic o pomocy z Norwegii. Tego niewielkiego, bo ledwie czteromilionowego, choć zamożnego, narodu żyjącego na rozległym terytorium położonym nad Morzem Norweskim. Z ludźmi o pięknym i szlachetnym sercu, którzy potrafili w ciągu tygodnia zebrać dwa miliony koron dla Polski. A było ich stać nie tylko na jednorazowy wysiłek, ale też na stałą i systematyczną pomoc, aż po czas uzyskania przez Polskę niepodległości. Otaczali opieką zresztą nie tylko ludzi walczących o niepodległość RP. Nieśli pomoc przede wszystkim osobom niezamożnym. W czasie pierwszej legalnej Solidarności przysyłali do Polski nawet krowy, które za pośrednictwem NSZZ Solidarność Rolników Indywidualnych trafiały do rolników za darmo. Po wprowadzeniu stanu wojennego komunistyczny rząd, mimo protestów Norwegów – sprzedawał je chłopom.

Solidaritet Norge – Polen

W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku obywatele norwescy niewiele wiedzieli o Polsce. Podobnie jak my o Norwegii. Peerelowskim korespondentom nie było na rękę przekazywanie pozytywnych informacji o naszym północnym zamożnym sąsiedzie, którym – o, zgrozo – rządzili co pewien czas socjaliści. Rezydujący w Polsce norwescy korespondenci lewicowych mediów też nie przekazywali swoim czytelnikom prawdziwego obrazu Polski komunistycznej. Traktowali nasz kraj jako miejsce długiego urlopu. Jedynie elitarne pisma prawicowe, jak „Morgenbladet”, czy „Kontynent Skandynawia” obraz Polski przedstawiały niezwykle rzetelnie.

Ta sytuacja zaczęła się stopniowo zmieniać dopiero od 1980 roku, kiedy to do opinii publicznej w Norwegii docierały materiały niezależnych norweskich publicystów informujące o strajkach w Polsce. O powstaniu Solidarności i jej programie.

Nawiązanie bliskich kontaktów z niezależnymi związkami zawodowymi stało się podstawą przyjaźni na długie lata osiemdziesiąte. I powołania przez Norwegów, w kwietniu 1981 roku, 6222e3c815
niezwykłej organizacji jaką była Solidaritet Norge-Polen. [Solidarność Norwegia-Polska]. Powstała ona mimo oporów lewicowej norweskiej centrali związkowej i protestów ambasady PRL w Oslo. W ruch pomocy w walce o niepodległość zaangażowało się tysiące Norwegów organizując manifestacje, zbiórki pieniędzy. Dostarczając tony darów i sprzętu poligraficznego, co w stanie wojennym często narażało wielu z nich na aresztowania i utratę samochodów.

Godzina pracy dla Polski

Po powrocie z sierpniowych strajków 1980 roku w Polsce grupa związkowców, intelektualistów, Norwegów i Polaków, podjęła pierwszą akcję pomocy powstającej Solidarności pod hasłem „Daj godzinę pracy dla Polski”. W ten sposób zebrano dwieście tysięcy koron. Dzięki tym funduszom, o czym dziś mało kto wie, mnóstwo komisji zakładowych NSZZ Solidarność otrzymało sprzęt poligraficzny. Słano również do Polski lekarstwa, artykuły chemiczne.

Zaraz po wprowadzeniu przez komunistów stanu wojennego, 13 grudnia, pod peerelowską ambasadą w Oslo zgromadziły się tłumy. W kilka dni później na ulicach wielu norweskich miast miały miejsce demonstracje potępiające komunistyczny reżim w Polsce. Pod ich wpływem również lewicowy rząd norweski potępił wprowadzenie stanu wojennego. „Reakcje rządu norweskiego na sytuację w Polsce zaostrzały się jednak i to czasami w sposób niespodziewany: na początku stycznia okazało się mianowicie, że Norwegia była jedynym krajem NATO, który wystąpił z oficjalnym memorandum wobec wszystkich KS [krajów socjalistycznych] z protestem i krytyką wydarzeń w Polsce i wpływu ZSRR na te wydarzenia”.*

Wsparcie dążeń niepodległościowych Polski przez Norwegów zwielokrotniło się w kolejnych dniach stanu wojennego. O pomoc zaapelował wówczas nawet sam król Olaf V. Do Polski napływały pieniądze przekazane z Norwegii: „Caritas od początku stycznia [1982] zebrał milion. Kirkens Nodhjelp, organizacja dostarczająca dary dla protestanckich kościołów2910845012_2979ef7621_o
w Polsce piętnaście milionów[…]Norsk Folkehjelp trzy i siedem milionów, a rząd norweski dał im dodatkowo cztery miliony[…]”. O ciekawej inicjatywie opowiedziała Barbara Tubylewicz-Olsnes**), „Jenny Andersen pracując przez całą zimę, zrobiła na drutach worek ciepłych skarpet dla dzieci i zwróciła się 2910851928_e50796b659_o
do Caritas Norge z prośbą o pomoc w dostarczeniu ich dla rodzin wielodzietnych w Polsce”. „Norwegowie chętnie zgadzali się uczestniczyć w naszych akcjach, nie tylko charytatywnych, ale kulturalnych i politycznych, dawać nazwiska, pieniądze. Ławo było dotrzeć do znanych osób, każdy kogo się prosiło o pomoc, reagował życzliwie”.

Po latach wszyscy bohaterowie wydarzeń z lat osiemdziesiątych zgodnie zapewniają, że warto było się trudzić. Jon Simen Overli wyjaśnił to krótko : „Solidarność przyszła nagle[…]z wizją społeczeństwa, która nam się spodobała. I myśmy uznali, że to pasuje do naszych ideałów. Zawsze było tak w Norwegii, że poparcia udzielała albo prawa, albo lewa strona, a Solidarność to przełamała , bo dostała poparcie i lewej i prawej […]”.„Przewodnik Katolicki, 2005]

______________________

*cytaty pochodzą z książki: Jan Strękowski, Bohaterowie Europy, Norwegia – Polsce 1976 – 1989,Bohaterowie_europy
  Wydawnictwo Test, Lublin 2005, ss. 340,

**Barbara Tubylewicz Olsnes
Barbara Tubylewicz Olsnes, b. Poland, graduated and Ph.D. in psychology at
Warszawa University. Visiting scientist, 8 months, at A.R. Luria`s laboratory of
Neuropsychology at Neurosurgery Hospital in Moscow. Worked at The Polish
Academy of Sciences, Neurosurgery Department, in Warsaw and since 1974 at
Ullevaal University Hospital in Oslo, Norway.Teaches neuropsychology at Oslo
University.

Ze strony Instytutu Pamięci Narodowej:

Prawdziwym fenomenem stanu
wojennego był ruch na rzecz pomocy Polakom, jaki spontanicznie rodził się w
wielu krajach. Wyjątkowe rozmiary przybrał w czteromilionowej Norwegii.
Organizacja Solidaritet Norge-Polen (Solidarność Norwesko-Polska), która
powstała zaraz po strajkach sierpniowych w 1980 r., zrzeszała około 100
tysięcy osób. Praca w niej była misją, pasją, ale też przygodą dla wielu
ludzi. Taką przygodę – głośną i w Polsce, i w 29
Norwegii – przeżyło małżeństwo
Björg Svanström i Trygve Heide. Mam przed sobą "Notatkę do rozmowy w cztery
oczy z ministrem Thorvaldem Stoltenbergiem", powstałą w Departamencie IV MSZ
w Warszawie tuż przed wizytą ministra w Polsce w dniach 25 – 27 kwietnia
1988 r. Napisano w niej, że "S. (Stoltenberg) może poruszyć dwie sprawy
interwencyjne". Jedna z nich miała dotyczyć należącego do obywatela Norwegii
o nazwisku Trygve Heide "minibusu volkswagen (…) skonfiskowanego decyzją
Kolegium ds. Wykroczeń przy Wojewodzie Gdańskim (za przemyt literatury bez
debitu)". „Minibus solidarności” Rzeczpospolita 19.12.2005 r.

Possibly Related Posts:


Print
Rosja wyzwala i naucza
Piotr Wójcicki | September 12, 2008 | 4:46 pm

Ussr0358

We wpisie "Rosja uzasadnia" pokazaliśmy naszych bliskich sąsiadów, znających zasady eleganckiej dyplomacji i wyrażania paskudnych treści w formie bajkowej. Jednak maniery carskich Rosjan były wystarczająco salonowe, aby nie pluć prosto w twarz. Zupełnie inaczej wyglądało to w Rosji bolszewickiej, wprawdzie także tłumaczono i uzasadniano wszelkie450px-Red_Army_flag.svg
zbójeckie poczynania, ale jakżesz inaczej. Oto próbka z 17 września 1939 roku – ulotka Armii Czerwonej, dogłębnie wyjaśniająca upośledzonym ideowo Polakom, o co tak naprawdę chodzi w tym historycznym momencie (pisownia oryginalna):


Rzołnierze Armii Polskiej!

Pańsko-burżuazjny Rząd Polski, wciągnowszy Was w awanturystyczną
wojnę, pozornie przewaliło się. Ono okazało się bezsilnym rządzić
krajem i zorganizować obronu. Ministrzy i gienerałowie, schwycili
nagrabione imi złoto, tchórzliwie uciekli, pozostawiają armię i cały
lud Polski na wolę losu.
Armia Polska pocierpieła surową porażkę, od którego ona nie oprawić
wstanie się. Wam, waszym żonom, dzieciam, braciam i siostram ugraża
głodna śmierć i zniszczenie.
W te ciężkie dni dla Was potężny Związek Radziecki wyciąga Wam ręce
braterskiej pomocy. Nie przeciwcie się Robotniczo-Chłopskiej Armii
Czerwonej. Wasze przeciewenie bez kożyści i przerzeczono na całą zgubę.
My idziemy do Was nie jako zdobywcy, a jako wasi braci po klasu, jako
wasi wyzwoleńcy od ucisku obszarników i kapitalistów.
Wielka i niezwolczona Armia Czerwona niesie na swoich sztandarach procującym, braterstwo i szczęśliwe życie.
Rzołnierze Armii Polskiej! Nie proliwacie doremnie krwi za cudze Wam interesy obszarników i kapitalistów.
Was przymuszają uciskać białorusinów, ukraińców. Rządzące kołe Polskie
sieją
372px-Soviet_second_world_war_monument_in_riganarodową rużność między polakami, białorusinami i ukraińcami.
Pamiętajcie! Nie może być swobodny naród, uciskające drugie narody.
Pracujące białorusiny i ukraińcy – Wasi procujące, a nie wrogi. Razem z
nimi budujcie szczęśliwe dorobkowe życie.
Rzucajcie broń! Przechodźcie na stronę Armii Czerwonej. Wam zabezpieczona swoboda i szczęśliwe życie.

Naczelny Dowódca Białoruskiego frontu
 Komandarm Drugiej Rangi Michał KOWALOW

Podpis_odezwa_sowiecka_1939 

Przed chwilą oglądałem mowę oskarżycielską w procesie przeciwko twórcom stanu wojennego. Na ławie oskarżonych siedzieli m.in.: generałowie Wojciech Jaruzelski, Florian Siwicki, Tadeusz Tuczapski (Czesław Kiszczak nie przybył, bo chory) i Stanisław Kania. Wyobrażam sobie, że oni byliby (byli) wzruszeni słowami podpisanymi przez Komandarma Drugiej Rangi. Jak widać uzasadnienia bezeceństw nieraz trafiają do odpowiednich ludzi.Pewnie właśnie dlatego są pisane.

610x

Possibly Related Posts:


Print
Mateusz Wyrwich – Głos Wolnej Polski – Radio Wolna Europa
Piotr Wójcicki | August 25, 2008 | 9:52 pm

Download sygnal-rwe.mp3 – sygnał, rozpoczynający audycję RWE


RozgłośniaWejscie_rwe Polska Radia Wolna Europa oficjalnie powstała przed pięćdziesięcioma pięcioma 
laty. Choć emisję z Monachium zakończyła w 1994, a z Warszawy w 1996 roku, to jednak RWE jeszcze do dziś nadaje w prawie trzydziestu językach.


Radio powstało z inicjatywy rządu Stanów Zjednoczonych. Przez krótki czas było utrzymywane z funduszy społecznych, później finansował je rząd amerykański. Nad całością funkcjonowania radia czuwał założony w czerwcu 1952 roku Komitet Wolnej Europy.180px-Eisenhower_in_the_Oval_Office
Zasiadali w nim wybitni amerykańscy politycy i ludzie kultury. Między innymi późniejszy prezydent USA, generał Dwight Eisenhower oraz, wtedy już były, ambasador w Polsce Arthur Bliss Lane.

Od pierwszych lat pięćdziesiątych była to najpopularniejsza stacja nadająca z Zachodu w języku polskim. I najbardziej przez komunistów zagłuszana. Szczególnie po ucieczce w 1953 roku wysokiej rangi funkcjonariusza Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i oprawcy Józefa Światły, który od października Swiatlo_004
1954 roku mówił w RWE o prawdziwym, zbrodniczym obliczu komunizmu w Polsce. Stąd też w połowie lat pięćdziesiątych nad jej eliminowaniem pracowało blisko 250 zagłuszarek, „[…]co pochłaniało więcej mocy niż nadawanie. Dochodziło do tego, że z powodu zagłuszarek w niektórych regionach występowały zagłuszenia w odbiorze audycji Polskiego Radia wywołanie pracą nadajników zagłuszających[…]” *.

Służby specjalne dążyły do likwidacji radia. Stąd też niemal po jej powstaniu zajęto się inwigilacją RWE. Zajmowały się tym zarówno cywilne, jak i wojskowe służby bezpieczeństwa. W połowie lat pięćdziesiątych jej rozpracowanie angażowało blisko czterystu „bezpieczniaków”. A ich praca miała najwyższy priorytet nadzorowany przez takich funkcjonariuszy bezpieki jak Jakub Berman, który „o postępach swych działań” informował Bieruta i Kreml. Walka z rozgłośnią przycichła na kilka miesięcy po dojściu Gomułki do władzy. I on wkrótce za jeden z priorytetowych celów swej polityki uznał walkę z polskim radiem nadającym z Monachium. Działaniem przeciwko radiu

Red_rwe_slucha_pierwszej_audycji

Zespól redakcyjny RWE słucha pierwszej audycji 3 maja 1952 roku.

zajmowało się kilka departamentów w MSW. Do pracy zatrudniono również usłużnych naukowców i dziennikarzy, których zadaniem było przekonywanie Polaków, jak kłamliwe są audycje radia. A, co ciągle podkreślała propaganda komunistyczna, RWE miało działać „w interesie niemieckich rewanżystów”.

Wpływać na ludzkie słabości

Podobnie jak za Bieruta, tak i za Gomułki, czy później kolejnego I sekretarza KC PZPR – Gierka, służby specjalne za wszelką cenę chciały doprowadzić do pozyskania redaktorów z RWE. Bądź osadzić w rozgłośni swoich ludzi. Jednak, jak zapewnia profesor Paweł Machcewicz, autor książki o inwigilacji rozgłośni, peerelowska bezpieka do 1963 roku nie miała w radiu swoich agentów. Dopiero w trzynaście lat od powstania radia komunistom udało się zwerbować spikera radiowego Jerzego Bożekowskiego. „Na pierwszym spotkaniu Bożekowski (patrz – Polonik Monachijski – PW.) zobowiązał się przekazywać oryginały dokumentów RWE, jak również informacje na temat współpracy z paryską Kulturą” (patrz Andrzej_krzeczunowicz
również pod adres). Jednak jedną z najważniejszych informacji, jakie chcieli uzyskać i uzyskiwali funkcjonariusze peerelowskiej bezpieki, była charakterystyka pracowników RWE. Na jej podstawie bowiem można było rozgrywać wewnętrzne animozje pomiędzy pracownikami. Bądź wpływać na ich słabości. Klasycznym tego przykładem była sprawa wybitnego komentatora RWE Wiktora Trościanki, przed – i powojennego działacza Stronnictwa Narodowego. A także zdecydowanego przeciwnika modelu rozgłośni kierowanej wówczas przez Jana Nowaka – Jeziorańskiego. „Z dokumentów przekazanych IPN wynika, że w latach 1965 -1971 Trościanko kilkakrotnie spotykał się z oficerami Wojskowej Służby Informacyjnej [kontrwywiad wojskowy]. Od 1969 r. w spotkaniach uczestniczył wysoki funkcjonariusz Departamentu I MSW, który występował jednak jako oficer służb wojskowych, ponieważ Trościanko kategorycznie odmawiał współpracy z wywiadem cywilnym, uważając go za ściśle uzależniony od PZPR, nie służący narodowym interesom. Kontakt ten[…]miał mieć w rozumieniu redaktora RWE charakter czysto polityczny, w żadnym razie agenturalny. Trościanko prowadził te rozmowy za wiedzą i za zgodą przywódców emigracyjnego SN, Tadeusza Bieleckiego i Antoniego Drygasa”. Dla obu, jak wyjaśnia profesor Machcewicz: „W nowej sytuacji międzynarodowej coraz większym niebezpieczeństwem miała być rosnąca w siłę i usamodzielniająca się RFN. Poglądy takie, wpisujące się w tradycyjnie prorosyjską i antyniemiecką orientację narodowej demokracji, różniły SN od większości środowisk politycznych na uchodźstwie”. Trościanko jednak, choć wielokrotnie namawiany przez bezpiekę, nigdy nie podpisał z nią współpracy.

Mimo szczególnej ostrożności, jaką stosowało kierownictwo RWE, do jej redakcji udało się przeniknąć również agentom pracującym na potrzeby peerelowskiego bezpieczeństwa. Jednym z najbardziej znanych, bo rozgrywanych propagandowo, był działający w rozgłośni przez sześć lat Andrzej Czechowicz. Przedstawiany przez bezpiekę jako kapitan MSW, w istocie do wywiadu został zwerbowany dopiero po podjęciu pracy w rozgłośni. Choć Czechowicz nie miał wpływu na podejmowane przez kierownictwo RWE decyzje, co podkreślał Machcewicz, to jednak w ciągu kilku lat działalności przekazał do MSW około pięciu tysięcy raportów. Najbardziej cennymi informacjami dla polskiej bezpieki, jakie dostarczał Czechowicz, były charakterystyki pracowników RWE. Na ich podstawie, między innymi „rozpracowywano” wspomnianego Wiktora Trościankę.

Od „sterowania” do „tendencyjnego informowania”

W latach siedemdziesiątych, kiedy sekretarzem KC PZPR został Edward Gierek, komunistyczny „liberał”, zaczęto dążyć do radykalnych posunięć wobec RWE: jego likwidacji. Sprzyjała temu ostra kampania skierowana przeciwko radiu przez amerykańskiego senatora, demokratę i lewaka J.W. Fulbrighta. W swoich wystąpieniach podkreślał, że RWE jest utrzymywana z niejawnych funduszy CIA. Inni amerykańscy krytycy radia akcentowali z kolei, iż jest ono „reliktem zimnej wojny”. Dyskusja za oceanem wpisywała się również w nową politykę RFN wobec krajów bloku sowieckiego. Pod koniec lat sześćdziesiątych [1969] do Foto-80
władzy doszła niemiecka lewica [SPD], która zamierzała na nowo układać stosunki z Sowietami i okupowanymi przez nie krajami. Na przeszkodzie stała jednak obecność RWE na terenie Niemiec. Mimo trwającej przez trzy lata niezwykle ostrej „wojny” dyplomatyczno – propagandowej, kres walce o radio położyło dopiero zaakceptowanie, w 1973, nowego planu finansowania rozgłośni przez USA, bez współudziału CIA. W kilka lat później, jak zauważył profesor Machcewicz, według polskich komunistów RWE już nie „inspirowała”, nie „sterowała” działaniami wrogów socjalizmu, lecz tylko – „tendencyjnie informowała” o ich działaniach. I w ten sposób, rozgłośnia przetrwała do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, z jej Sekcją Polską mieszczącą się od 1990 roku w Polsce.

Sowiecka decyzja o zagłuszaniu

Przez blisko pół wieku Rozgłośni Polskiej RWE słuchali nie tylko Polacy szukający prawdy o tym, co dzieje się w kraju i świecie, ale też i władze komunistyczne w całym „obozie socjalistycznym”. Choć drudzy z zupełnie odmiennych powodów. Przez pierwszych kilka miesięcy Rozgłośnia była dobrze słyszalna w całym kraju. Dopiero w 1951 sowiecka Rada Ministrów podjęła decyzję o zagłuszaniu audycji nadawanych w języku polskim. Pierwsze też zagłuszanie prowadzono z sowieckiego terytorium.

Choć w tym roku minęło 55 lat od powstania Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa – Głos Wolnej Polski, bo tak pierwotnie brzmiała pełna jej nazwa, to tak naprawdę powstała ona dwa lata wcześniej. I nie w Monachium, jak podaje wiele źródeł, ale w Nowym Jorku. A jej pierwsze audycje nie były emitowane z Niemiec, lecz z Portugalii, o czym mówią pierwsi redaktorzy RWE. Można o tym również przeczytać w dokumentach zamieszczonych przez profesora Pawła Machcewicza w rękopisie jego książki o RWE, która ukaże się wkrótce. Powszechnie przyjęto jednak uznawać za początek Radia rok objęcia kierownictwa Sekcji Polskiej RWE przez Jana Nowaka – Jeziorańskiego. Według niektórych źródeł Jeziorański był po prostu zazdrosny o swoich poprzedników i nieznacznie „korygował historię” Radia. Zdaniem innych – datowanie powstania Radia na rok 1955 jest o tyle uprawnione, że od tego czasu zasięg rozgłośni był zdecydowanie większy. Program nadawano bowiem codziennie i za pomocą silnych radiostacji.

Początki Sekcji Polskiej

Pierwszym, nowojorskim, dyrektorem Sekcji Polskiej RWE był Lesław Bodeński przedwojenny kierownik referatu prasy w MSZ. Zespół składał się z sześciu osób, a program nadawany był z dwudniowym opóźnieniem. Pierwsza półgodzinna audycja została wyemitowana 4 sierpnia 1950 roku i była ledwie zauważalna wśród obecności wielu innych polskojęzycznych audycji nadawanych z Zachodu. Na przykład BBC, Głosu Ameryki, czy radia Jan_nowak_jezioranski-ROAD-Wroclaw
Watykan. Przełomem w dziejach rozgłośni stało się mianowanie, w rok później, jej dyrektorem Stanisława Strzetelskiego, przed wojną dziennikarza „Wieczoru Warszawskiego”. Dyrektorem Sekcji Polskiej RWE Strzetelski był do 1955 roku, przez trzy lata równolegle z Jeziorańskim. Do tego roku bowiem były dwa kierownictwa polskiej sekcji RWE: Jeziorańskiego w Monachium i Strzetelskiego w Nowym Jorku.

Szef nowojorskiej siedziby RWE, Strzetelski, kilkakrotnie powiększył zespół, między innymi o dziennikarzy przedwojennej Polskiej Agencji Telegraficznej. Z RWE podjęli w owym czasie współpracę wybitni ludzie pióra, na przykład Jan Lechoń i Kazimierz Wierzyński. W pierwszym zespole radia pracował również Marek Rudzki, tłumacz i redaktor. – Podstawowym programem były wówczas komentarze polityczne – opowiada po latach. – Pisane na podstawie zachodniej prasy przez kilku komentatorów. Zajmowano się głównie polityką międzynarodową. Ważną pozycją w programie były sprawy polonijne. Następnie programy kulturalne. Wśród nich „Dyskusja Literacka”, którą prowadził Lechoń. Brali w niej udział polscy literaci mieszkający na Zachodzie. Staraliśmy się też pokazywać równego rodzaju nowinki z USA. Zarówno ze świata nauki, kultury, ale również techniki. Niezwykle ważne miejsce w audycjach zajmowała muzyka.

Programem muzycznym zajmował się hrabia Jan Tyszkiewicz, więzień Dachau, absolwent londyńskiego konserwatorium, kompozytor, autor wielu książek. – Rozpocząłem pracę w RWE jeszcze w Lizbonie – wspomina Jan Tyszkiewicz. – Po jakimś czasie przyjechał do mnie Jeziorański, który montował nowy zespół. Przejechałem cały świat wzdłuż i wszerz rozmawiając z setkami największych artystów XX wieku, głównie aktorów i piosenkarzy. Nawiązałem kontakty ze wszystkimi najbardziej liczącymi się wytwórniami płytowymi. Jeździłem i robiłem wywiady z gwiazdami. Wymyśliłem, że im większa gwiazda, tym więcej powinna powiedzieć po polsku. Kilka słów, a czasem nawet kilka zdań. Niestety, moim dużym bólem było to, że nie mogłem robić wywiadów z polskimi gwiazdami, które występowały na Zachodzie. Bo dla nich mogłoby to się skończyć więzieniem. No, w najlepszym razie otrzymałyby zakaz wyjazdu na Zachód. Ale miałem bardzo dyskretny kontakt z PAGARTEM [Polska Agencja Artystyczna] i przez swoją kuzynkę dostawałem od nich płyty.

Momenty przełomowe

Jednym z największych wydarzeń w dziejach Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa były audycje Zbigniewa Bażyńskiego : „Mówi Józef Światło”. – Kiedy Światło uciekł, był przesłuchiwany w USA – opowiada Marek Rudzki – Kiedyś szedłem korytarzem radia i byłem świadkiem takiej oto sceny. Dwaj oficerowie ochrony prowadzą Światłę. Na korytarzu pojawia się jeden z polityków Stronnictwa Pracy, Bolesław Biega, który uciekł z Polski. Kiedyś był przesłuchiwany w Polsce przez Różańskiego i Światłę. Nagle Biega zatrzymuje się i pyta idącego korytarzem oprawcę: „Panie Światło, a gdzie mój zegarek, który mi pan wtedy ukradł?”

Drugim ważnym momentem w dziejach Radia był rok 1956. Wówczas to dyrektor Jan Nowak, [prawdziwe nazwisko Zdzisław Jeziorański] zdecydował, aby wobec tragedii w Polsce nie eskalować nastrojów. Uważał, że radykalizacja komentarzy może doprowadzić do jeszczeAudycja_1967
większych napięć w Polsce. Jak wspominają jego współpracownicy, popadł wtedy w ostry konflikt z amerykańskim kierownictwem RWE, które uważało, że Radio powinno być o wiele bardziej aktywne we wspieraniu rewolucjonistów w Poznaniu. Dopiero powstanie na Węgrzech i radykalne wsparcie, jakiego udzielała rozgłośnia węgierska RWE, sprawiły, że Amerykanie przyznali J. Nowakowi – Jeziorańskiemu rację. – Zresztą – jak podkreśla redaktor RWE Chris M. Klimiuk – stało się pewną prawidłowością, że kiedy nastroje w Polsce radykalizowały się, rozgłośnia je tonowała. Natomiast, kiedy łagodniały, myśmy się radykalizowali.

Wypełnione zadanie

Radio Wolna Europa przeżywało wielkie uniesienia wraz z ważnymi wydarzeniami związanymi z Polską : strajki 1970 i 1976, wybór Polaka na Papieża, powstanie „Solidarności”, wprowadzenie stanu wojennego. Przez te wszystkie lata Radio nie uniknęło też ani wewnętrznych konfliktów, ani przeniknięcia do zespołu redakcyjnego agentów PRL, ze słynnym już Andrzejem Czechowiczem na czele. Radio było też dwukrotnie zagrożone rozwiązaniem. Stałym jego przeciwnikiem był wspomniany już amerykański demokrata, senator, James W. Fulbright, który na początku lat siedemdziesiątych prowadził bardzo intensywną kampanię dążącą do likwidacji RWE.

Psychologicznie najtrudniejszy jednak czas, jak podkreślają jego pracownicy, przeżywano w latach pięćdziesiątych i na początku stanu wojennego. – Przez pierwsze kilka dni stanu wojennego byliśmy bardzo przygnębieni. Część zespołu uważała, że Polska już się z tego nie podźwignie – mówi Chris M. Klimiuk. – Dostawaliśmy przez pierwsze godziny wiele sprzecznych informacji. W zespole była nerwowa dyskusja. Dochodziło do kłótni. Jedni uważali, jak w 1956 roku, że trzeba ostro reagować. Inni, że należy łagodzić nastroje. 300px-CIA_New_HQ_Entrance
Dostawaliśmy zresztą ledwie strzępy wiadomości z różnych źródeł. I na ich podstawie trzeba było budować rzetelną informację. Było to niezwykle trudne, ale fascynujące. Prawdziwą i wielką przysługę oddawali nam korespondenci zachodni akredytowani w Polsce. Przekazywali nam maksimum dobrych informacji, bo mieli do nich znakomity dostęp. Zawsze stosowaliśmy zasadę wielu źródeł niezależnych. Szybko uruchomiliśmy audycję „Pomoc dla kraju” i wraz z coraz większym napływem informacji z Polski nastroje się uspokajały. Po jakimś czasie sytuacja się unormowała

Przez kilkadziesiąt lat wymieniały się pokolenia dziennikarzy. Największy wpływ na polską rozgłośnię wywarł, pełniący przez ćwierć wieku funkcję dyrektora, Jan Nowak – Jeziorański. Pod jego kierownictwem Radio stało się nie tylko prężną rozgłośnią, ale także ośrodkiem opiniotwórczym i prawdziwym ambasadorem wolnej Polski na Zachodzie. – To on zbudował wielką „legendę niepodległościową” – mówią redaktorzy RWE – i przekonanie w Rozgłośni, że Polska będzie wolna i że jest to tylko kwestia czasu.

Mimo wielkiego wpływu Jeziorańskiego, rozgłośnia podlegała naturalnej ewolucji. Odchodzili redaktorzy „wojennej emigracji”, a przychodzili emigranci 1968 roku, a później „stanu wojennego”. Jedne audycje znikały, inne się pojawiły. Najdłużej funkcjonujące i najbardziej popularne były audycje informacyjne o tematyce politycznej. Wyróżniał się też znakomity program „Współczesna historia Polski” oraz audycje kulturalne. A wśród nich „Na czerwonym indeksie”, podczas której czytano i omawiano literaturę zakazaną w PRL. Niezwykle cenną pozycję stanowił też program rolniczy „Droga przez wieś”, a także znakomite audycje religijne prowadzone przez kapelana RWE księdza Tadeusza Kirschke.

Po zamknięciu Sekcji Polskiej RWE w Monachium, redakcja przeniosła się do Warszawy. Jak podkreślają jego pracownicy, było to już inne radio. Bo, jak mówi jeden z jej najwcześniejszych redaktorów, Marek Rudzki – Radio wówczas już wypełniło swoje zadanie: udział w doprowadzeniu do odzyskania niepodległości przez Polskę.

*Cytaty pochodzą z książki : „Aparat Bezpieczeństwa wobec emigracji politycznej i Polonii”, seria "Monografie" t. 19, IPN, 2005.

[NIEDZIELA, 2007 rok]

Przeczytaj też:

Pierwsza audycja Rozgłośni Polskiej "Radia Wolna Europa" , Bartłomiej Kozłowski, 2004.

Propaganda PRL-owska walczyła z Radiem Wolna Europa przy pomocy dyspozycyjnych karykaturzystów, których dzieła wydawały się żałosne chyba nie tylko wiernym słuchaczom RWE.


Kar-6 

… i jeszcze jeden kwiatek z bukietu reżymowych dowcipiarzy:

Kar-7

Download koniec_audycji.mp3 – a tak kończyła się audycja RWE. Ściągnijcie i posłuchajcie. Setki tysięcy ludzi czekalo z niecierpliwością na te dźwięki.

Possibly Related Posts:


Print
Sprawa ojca Hejmo w dokumentach
Piotr Wójcicki | August 2, 2008 | 7:09 pm

Read this document on Scribd: hejmo280605

Bardzo mało się rozmawia o sprawach rozliczeniowych na podstawie przeczytanych (powtarzam: przeczytanych) dokumentów i książek. Możliwe, że owe, dostępne przecież, dokumenty są mało rozpowszechnione, gdyż nie ma kto ich rozpowszechniać. Postanowiłem ułatwić rozkoszny zabieg czytania, zamieszczając w poście link do dokumentu o sprawie ojca Konrada Hejmo. Proszę czytać on-line bądź ściągnąć dokument w formacie PDF. Powodzenia.

Possibly Related Posts:


Print
Mateusz Wyrwich – Wróg cię kusi coca colą
Piotr Wójcicki | May 15, 2008 | 8:46 pm

Lejlej_smallKiedy skończył się
waleczny czas za
angażowanej twórczości pokolenia lat
stalinowskich, "sztuka" zległa w hrabiowskiej chlewni
na terenie zespołu pałacowego Zamoyskich w Kozłówce.
Tam właśnie na początku lat sześćdziesiątych
ubiegłego wieku utworzono specjalny dla niej magazyn, by po
latach z części eksponatów powstała Galeria
Socrealizmu. Do dziś ma ona swoich zwolenników, jak i
przeciwników. Nie budzi jednak rewolucyjnych emocji.

Twórczość,
niegdy
ś wykonywana na zamówienie komunistycznych
dygnitarzy, eksplodowała setkami tysięcy gipsowych popiersi
Leninów i Stalinów. Dziesiątkami tysięcy
Bierutów. Wizerunkami sowieckiego obywatela Rokossowskiego
zwanego marszałkiem Polski. Namalowanych cegieł na obrazach
bywało więcej, niż tych, z których budowano
domy. Przez setki malowideł przewinęły się
traktory, maszyny rolnicze. Kilkaset czołgów, kilka
dywizji wojska, setki koni. Sierpy i młoty zyskały miano
twórczego symbolu. Dziś te propagandowe produkty
plastyczne spoczywają głównie w piwnicach, na
strychach, czy na śmietnikach.


Sztuka socrealizmu musiała być zaangażowana.
Agitująca, komunikatywna. Przede wszystkim zaś -
propagująca. Według wzorów nakreślonych, jak
wszystko inne, w Moskwie. Pokazywana od początku lat
pięćdziesiątych na rokrocznych wystawach plastyki
miała inspirować niezaangażowanych. Zamawiana, od
komitetów powiatowych PZPR aż po Komitet Centralny, miała
świadczyć, że z komunistami jest nie tylko lud. Również
i "jego inna odmiana, artysta" – jak mawiał
Cyrankiewicz. Sztuka socrealizmu eksponowana w fabrykach i
świetlicach musiała pokazywać wielkość
komunizmu i jego przywódców. Częstokroć
absurdalnie śmieszna. Innym razem groźna. Identyczna z
hitlerowskim kanonem "sztuki" zdobywców i
panujących.

W latach sześćdziesiątych
do Pałacu Zamoyskich w Kozłówce, magazynów
Ministerstwa Kultury i Sztuki, powoli zwożono "sztukę".
Sztuka po sztuce. Kończyły się czasy Stalinów i
Bierutów. Z muzeów wyrzucano ten typ propagandy. Po
latach w Kozłówce Andrzej Wajda znalazł swoich
bohaterów do jednej ze scen filmu "Człowiek z
marmuru
". Po emisji filmu, dziennikarze zainteresowali się
socrealizmem. Do 1989 roku, dyrekcji Atakuje_wince
muzeum nie pozwalano jednak
eksponować "dzieł". Dopiero na początku lat
dziewięćdziesiątych autorzy pomysłu ekspozycji
twórczości lat pięćdziesiątych, Krzysztof
Kornacki i Jacek Szczepaniak otworzyli wystawę – Oddech Stalina.

Obywatelu, czy wykonałeś
już plan sześcioletni ?

Białe ściany mocno
kontrastują z czerwonym, czarnym i brunatnym kolorem obrazów.
Spajają się z bielą marmurowych i gipsowych rzeźb.
Bohomazów namalowanych ręką propagandysty,
nieudacznika. Artysty niejednokrotnie uległego wobec
zleceniodawcy. Propagandówki pozbawione wyrazu. Bezmyślne.
Puste. Nachalne. Muzyka socrealistycznych kompozytorów
dopełnia grozy – sztuka w służbie totalitaryzmu. Na
czerwonym transparencie hasła pytają: "Coś ty
zrobił dla planu sześcioletniego ?". I naganiają:
"Naprzód do walki o plan sześcioletni !"  Inne
ostrzegają: „Nie daj się skusić imperialistyczną
coca-colą”, "Uważaj wróg Notosiup2_wince
czuwa".
Kolejne deklarują: "W odpowiedzi na at
omy budujemy nowe
domy".

- W naszych magazynach zostało
nieco prac z czasów hitlerowskich. Na prowadzonych w Galerii
lekcjach historii pokazywaliśmy kartony z projektami dekoracji
berlińskiego ratusza, wykonanymi w 1937 roku – mówi Jacek
Szczepaniak, kustosz Galerii – Te projekty są niemal takie same,
jak prace stalinowskie. Obrazy z pochodów są bardzo
podobne do nazistowskich. Tylko u komunistów na przykład
zamiast swastyk malowanych na werblach, eksponowano czerwony kolor.
Podczas lekcji robimy też zagadki. Czytamy wyimki ze Stalina i
Hitlera. Okazuje się, że dla młodzieży są
one nie do odróżnienia. I tu dopiero widać
identyczność totalitaryzmów.

Przodownicy na paletę

Według propagandystów
sztuki pod pędzle i dłuto najlepiej nadawali się
"budowniczowie" ideologii: Lenin, Stalin, Bierut, Berman,
Zawadzki, Rokossowski. Przodowników pracy niewielu
trafiało
do muzeów w latach pięćdziesiątych, choć
komunistyczna propaganda zapowiadała "eksponowanie
rewolucyjnych przykładów pracy". Trafiali natomiast
do mas kuci w rzeźbach, przenoszeni na plakaty, obrazy a nawet
pocztówki "sztandarowi" przodownicy pracyBugdoł,
Sołdek. Pstrowski z hasłem: "Kto wyrąbie więcej
niż ja". Ten ostatni wyrąbał niewiele, bo zmarł
z wycieńczenia w niecały rok po podjęciu zobowiązania.
Zobowiązania górnika Wincentego Pstrowskiego Mamgo_wince
były
natchnieniem dla wielu wierszokletów i autorów
powieści. Pstrowski otrzymywał medale za naganianie do
wycieńczającej pracy w maksymalnie zagrożonych
kopalniach. Bożyszcze salonów władzy, znienawidzony
przez górników dorobił się krążącej
po dziś dzień anegdoty: "Tu leży Pstrowski ubogi,
który wyciągnął normę i nogi. Pozosta
wił
po sobie trzech wołów, braci Bugdołów”.
Również przodowników pracy. Dla totalitaryzmu
ważny był ich czyn, a nie oni sami.

Cegła i kielnia -
romantyzm epoki

Obraz Erwina Czerwenki,
zatytułowany Nowa Huta. Tło – wielka budowa, na pierwszym
planie kilku murarzy. Jeden z nich trzyma cegłę. Podpis pod
obrazem: "Czyny, które budują pokój – 66
tysięcy cegieł w ciągu ośmiu godzin. W dniu 26
bieżącego miesiąca junacy 51 brygady ochotniczego ZMP
dokonali wyczynu murarskiego kładąc w ciągu ośmiu
godzin pracy 66 323 Wiadernica_wince
tysiące cegły. Zespół w
składzie dwóch murarzy; Piotra Ożańskiego i
Stanisława Szczygło przy pomocy 10 podręcznych i
siedemnastu pomocników dokonał tego wyczynu, celem
uczczenia 33 rocznicy wielkiej Rewolucji Październikowej".

Jeden z bohaterów
obrazu, Piotr Ożański*), wajdowski "Birkut", był
w latach pięćdziesiątych murarzem przodownikiem
bijącym rekordy. Zapraszany na spotkania w świetlicach,
szkołach, uniwersytetach, komunistycznych salonach, stał
się z czasem już tylko postacią z transparentu.
Częściej sięgającym po wódkę, niż
kielnię. To właśnie jego fragment życiorysu
posłużył Ściborowi – Rylskiemu do napisania
scenariusza "Człowieka z marmuru".

Wieś, kobieta, oświata,
miłość

Socrealistyczny chłop, bez
względu na to czy był za władzą, czy przeciwko
niej zawsze miał na obrazach sumiaste wąsy. Chłopa
niesprzyjającego nowej władzy, kułaka, "doktryna"
malowała z wampirzą twarzą. Zwykle w surducie ze złotą
dewizką. Siedział w karczmie i obżerał się
kiełbasami, popijając je wódką. Inny kułak,
malowany przez I
gnacego Witza
, zagarniał zwykle dolary, należne
sierotkom, do wielkich worów. Kułak obowiązkowo
występuje z wyszczerbioną szczęką. Jego
przeciwieństwem jest socjalistyczny chłop. Nie w karczmie,
ale w świetlicy. Szczękę ma zadbaną i pije, żeby
nie było wątpliwości, oranżadę. Jest
uśmiechnięty i rozmawia z kolegami. Zapewne o
elektryfikacji wsi.

Płótno z
namalowanymi trzema traktorami w ciasnej zagrodzie autor zatytułował:
"Budujemy wieś traktorów". Inny posadził w
strojach ludowych w wiejskiej chacie chłopską rodzinę
i opatrz
swoje "dzieło" napisem: "Wieś
zradiofonizowana". Kołchoźnik jednak ledwie można
dojrzeć u sufitu. Inny malarz, propagując oświatę
wyposażył młodego pastucha w książkę.
Za tło posłużyła mu Nowa Huta „wypluwająca”
tony dymu. Jan Czerwin – Sokołowski, propagując
komunistyczną emancypację kobiet, posadził Ursus_tractor_wince
naprędce
zgromadzone dziewczyny na nowe Ursusy. Czyste kombinezony. Trawa
nietknięta kołem. Dobrze też wyglądały na
obrazach, świniarki z rolniczej spółdzielni. Jedna z
nich, młoda w stroju ludowym z uśmiechem wlewa karmę
do koryta. Dla pełnego, soc
jalistycznego szczęścia,
świnia też się uśmiecha. Sterylna czystość
tchnie z olejnego obrazu.

A po pracy wieś słucha
wykładów. Z marksizmu. Spogląda na portrety. Lenina.
Czas wolny spędza na czytaniu wierszy. Żeby nie było
wątpliwości, co czyta lud czyta, autor zatytułował
swe dzieło: "Czytanie Broniewskiego".

Nie było też źle
w mieście. Młodziutkie dziewczęta, na obrazie
Stanisławy Gajewskiej, maszerowały uśmiechnięte
po ulicach w biało-czerwonych strojach. Szkolne dzieci na obrazie
Franciszka Hajduka w tym Lekcja_copy_wince
czasie skandowały: "My chcemy
pokoju". Inne w jaskrawo – czerwonych chustach oglądały
reprodukcje. Chusty należały do radzieckich pionierów.
Ryszard Siennicki propagował natomiast "stalinowski plan
przeobrażania przyrody". Na jego obrazie widać nie
tylko dwóch aktywistów, ale i mapę Sowietów
z wykresami kolejnych osiągnięć pięciolatki
"wielkiego brata".

Artyści socrealizmu nie
mieli wielu modeli do naśladowania. Na obrazach pokazujących
pracę w mieście model kielni obowiązywał zawsze
ten sam – radziecki. Identyczny model miała cegła. Kolor -
czerwony. Zmieniały się tylko rusztowania. Zależało
to od wielkości zabudowań i priorytetów budowy.

Socjalistyczny człowiek
nie żył tylko pracą – w pracy. Aleksander Stefanowski
w swym dziele "Na rusztowaniu" wyeksponował czyste
mury. Czyste rusztowania. Ją i jego. Nieco zażenowanych. W
kombinezonach prosto od krawca. On i Ona. Trzymają się
nieśmiało za ręce. Wpatrzeni w przyszłość
z wysokości rusztowania. Natchnieni. Emanują
socjalistycznym erotyzmem.

A na to wszystko patrzyli
towarzysze

Artyści portretując,
czy rzeźbiąc postaci klasyków marksizmu zdradzali
też swoje bardziej wysublimowane gusta. Od czasu do czasu
korzystali z klasyków burżuazyjnych, pędzla czy
dłuta. Niektóre "dzieła" zdradzają
nawet tendencje rewizjonistyczne. Nie przeszkadzało to klasykom
komunizmu – Bierutowi, Zawadzkiemu, Cyrankiewiczowi, Rokossowskiemu.
Mamy więc "Młodego Bieruta wśród
robotników", "napędzlowanego" w stylu
sakralnym przez Alfreda Lenicę. Do sakralnej poetyki nawiązała
też Alina Szapocznikow rzeźbiąc kolejny wizerunek
Stalina. Inny malarz, równie nie proletariacko, "ujął"
swojego Bieruta. W fotelu i pozie, nawiązujących do epoki
Ludwika XV. W konwencji grottgerowskiej został upozowany
"Dzierżyński w więzieniu". Siedzi pod ścianą
w półzgięciu, w koszuli z szerokim kołnierzem i
bufiastymi rękawami. Przez kraty wpadają trzy świetlne
promienie. Portret Rokossowskiego natomiast ustylizowany został
na lata dwudzieste – nawiązujący do wizerunków
marszałka
Piłsudskiego.

Oddech Stalina

Galeria socrealistycznej
"sztuki” jest ostatnim punktem zwiedzania zabytkowego
zespołu pałacowego w Kozłówce. Jedni wchodzą
do Galerii, inni, spluwając, idą do bramy. W ubiegłym
roku siedzibę Zamoyskich odwiedziło blisko 150 tysięcy
turystów. Trzy czwarte również Galerię. Na co
dzień jest w niej prezentowanych koło trzystu prac, spośród
tysiąca pięciuset Alecizia_wince
- Niektórzy nam zarzucają, że
lansujemy socrealizm. A to wielkie nieporozumienie – zapewnia Jacek
Szczepaniak – Chcemy tylko pokazać, jaka kultura miała
nami zawładnąć. Galeria jest przestrogą przed
zagrożeniem, jaki niósł totalitaryzm. Ustrój,
który mógł zagrozić dziedzictwu kultury
europejskiej.

- W 1990 roku zrobiliśmy
w
ystawę "Oddech Stalina", pod presją
dziennikarzy, którzy idąc tropem Człowieka z
marmuru, ciągle chcieli pisać o socrealizmie. Wystawa
miała trwać trzy miesiące, ale zainteresowanie pod
wpływem prasy nie słabło – mówi dyrektor Muzeum
Zamoyskich w Kozłówce, Krzysztof Kornacki – I tak
Stalinem oddychaliśmy przez trzy lata Po przywiezieniu pomnika
Bieruta z Lublina działacze z Solidarności RI nazwali
Kozłówkę "Bierutówką". W
miejsce kierunkowskazów – Kozłówka 2 km, pojawiły
się inne – Bierutówka 2 km. Do Ministerstwa Kulury i
Sztuki,  również władz lokalnych słano listy
protestac
yjne. Pisano, że Galeria socrealizmu "hańbi
naszą lubelską ziemię".

- Po latach istnienia Galerii
mogę powiedzieć, że ci z poglądami prawicowymi
pozytywnie oceniają naszą wystawę. Mówią
"dobrze, że nowe pokolenia mogą zobaczyć, jak
było w komunizmie" – podkreśla kustosz Jacek
Szczepaniak. – Ci z lewicy natomiast mają do nas pretensję,
że naśmiewamy się z ich dorobku. Ale tu nie ma tu
żadnych ideologicznych komentarzy, poza tymi, które
zamieścili sami autorzy prac.

Mocny szok -

Wyraz
emocji można również znaleźć w księdze
pamiątkowej. Księga nie pęcznieje. Przez dziesięć
lat wystawy w Galerii ledwie kilkaset wpisów. Wcale nierzadko
opatrzonych infantylnymi, lub wręcz wulgarnymi, komentarzami
uczniów szkoły podstawowej. Wpisy czterdziestolatków
i emerytów są niekiedy wyrazem tęsknoty za
komunizmem i kultem jednostki. Takie wyznania są jednak rzadkie.
Na ogół wyrażane jest oburzenie, że twórcy
ekspozycji "prześmiewczo" potraktowali "wielkich
Polaków i Wielki Naród Radziecki". Piszą
więc: "To były czasy prawdziwej sprawiedliwości
społecznej". "Teraz wszyscy z 40 milionów
polaków, małych patrzy na Razem_small_wince
zbezczeszczenie pamięci
zbiorowej i indywidualnej żołnierzy radzieckich i polskich
komunistów. Bez wątpienia pogardza się historią
wspaniałą, wspaniałych narodów i narodu co
stworzył jedną religią, nową" – Casimir
Samborski, Francja.* "Gdyby nie socjalizm nie byłoby Polaka
w kosmosie". "Bardzo dobry sposób na zrobienie
wielkich, brudnych, kapitalistycznych pieniędzy na czystej i
nieskazitelnej ideowo sztuce". "Ta wystawa udowadnia, że
socrealizm miał swoje wielkie dzieła"

Inni dziękują Bogu,
że czas ten przeminął. "Oby nie wróciło
[to co było] pod żadnym szyldem". "Śmiać
się i płakać ! To nasza młodość. Oby
młode pokolenia już nigdy tego nie przeżyły".
"Jak to dobrze, że jest to zebrane na jednym kawałku
ziemi, a nie zaśmieca całego kraju". "Szczęśliwi,
dla których czasy socrealizmu to tylko historia, kiedy to
ludzie Kainom swoim musieli wznosić pomniki". "Znakomitym
uzupełnieniem wielkiej sztuki socrealistycznej byłyby tomy
wierszy Wisławy Szymborskiej poświęcone Stalinowi.
Późniejszej noblistki". "Najbardziej podobał
mi się Dzierżyński w więzieniu – kto go wypuścił
?". "Wystawa, jak wehikuł czasu przenosi w świat,
który z dzisiejszej perspektywy wydaje się po prostu
nierealny. Gdy w 1989 kończył się tzw. realny
socjalizm miałem dwadzieścia lat. To mój życiowy
fart, że w życie dojrzałe wszedłem, jako świadek
agonii tamtego systemu – tym bardziej doceniam dzisiejszą
Polskę. Żal mi tylko moich dziadków i rodziców,
którzy trafili na Hitlera, potem na Stalina". – Leszek
P., Toruń.

Mateusz Wyrwich

Od wydawcy:

Taka ciekawostka – Piotr Ożański był wujkiem Aleksandra Szczygły, ministra obrony narodowej w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Oto, co o tym przodowniku pracy mówił siostrzeniec, a co zostało zanotowane przez Sławomira Sowulę, dziennikarza "Gazety Wyborczej" w artykule pt. "Jestem siostrzeńcem człowieka z marmuru":

Ojciec Aleksandra trafił na Warmię spod Wilna. Matka – spod Jarosławia.
Rodzice jako jedyni we wsi prenumerowali gazetę. W 1950 – jeszcze
bezdzietni – spakowali walizki i wyjechali budować Nową Hutę

-
Ściągnął ich mój wuj Piotr Ożański, brat mamy. To był murarz,
legendarny przodownik pracy. Pierwowzór Człowieka z Marmuru. U Wajdy są
fragmenty kroniki filmowej, na których widać wuja z szarfą "300 procent
normy" na piersiach.

Do filmu trafiła też scena oparta na
autentycznym wydarzeniu opisanym w "Kronikach Nowej Huty": "Dla
uczczenia 33. Rocznicy Rewolucji Październikowej zespół murarski ZMP
Piotra Ożańskiego i Stanisława Szczygło postanowił pobić swój
dotychczasowy rekord. Zespół postanowił ułożyć w ciągu 8 godzin około
50 tysięcy cegieł. Poprzedni, lipcowy rekord wynosił 34 tysiące cegieł.
O godz. 8 rano, w upalnym słońcu, zespół rozpoczął pracę (…). Ku
podziwowi kolegów brygada Ożańskiego rozwinęła tak wielkie tempo, że
mury rosły wprost w oczach. I właśnie w momencie największego nasilenia
pracy wydarzył się wypadek, który mógł zniweczyć ambitny plan
ZMP-owców. Nikt nie zauważył, że jakaś zbrodnicza ręka podłożyła
brygadziście rozpaloną cegłę. Nietrudno to przyszło, bo obok paliło się
ognisko, przy którym robotnicy podgrzewali lepik do izolacji. Ożański w
ostatniej chwili cofnął rękę".

Opowieść o spisku przeciwko
rodzinnej brygadzie przodowników stała się u Szczygłów legendą
opowiadaną przy okazji kolejnych imienin, chrztów czy ślubów.

-
W rzeczywistości wuj nie cofnął ręki, poparzył się. Tak jak było w
"Człowieku z marmuru" – mówi Szczygło. – A ojciec Hutę zbudował i
chciał iść dalej. Rozpoczął studia na Politechnice Śląskiej. Pamiętam
legitymację studencką z napisem Stalinogród. Ale studiów nie skończył.
Po dwóch latach wrócił do Studnicy, bo nie było komu gospodarki
obrabiać.

Obiedwie2

Possibly Related Posts:


Print
Mateusz Wyrwich – Pierwszomajowy kabaret
Piotr Wójcicki | May 4, 2008 | 1:20 am

P4070269_small_custom
Autor i jego autografy

Mateusza Wyrwicha "Trzecia wojna światowa już była" to fascynujący, a przede wszystkim porażający w swojej wymowie zbiór reportaży o bohaterach pomijanych, zapominanych, zepchniętych na margines historii, którą przecież oni właśnie tworzyli. Niektórzy z tych wspaniałych ludzi dobrowolnie ustawili się w cieniu z powodu zwyczajnej skromności i niechęci do migotania w błysku reflektorów.

Inni nie mieli wzięcia u efekciarskich mediów, bo czy to jest smakowity kąsek, jeśli jakiś SB-ek w Koninie znęcał się nad działaczem opozycyjnym w sposób szczególnie bestialski, a w wolnej Polsce katowanej ofierze tak trudno uzyskać sprawiedliwe orzeczenie. Tymczasem jej prześladowca jest szanowanym obywatelem miasta i dostatnio żyjącym przedsiębiorcą. No, nie – cóż nas może obchodzić jakiś gnębiony Kowalski, któremu to wszystko się może wydawało, albo jedynie śniło? Co? Są dowody? Ale przecież jakieś takie wyzywająco oczywiste i psujące efektowne przesłanie bajki o energicznym człowieku sukcesu, który z pierwszej linii walki o realny socjalizm jednym sprytnym skokiem ulokował się w pierwszym szeregu dzielnych budowniczych kapitalizmu. Kiedyś ów totumfacki fatygantów medialnego sukcesu brał w swoje silne spracowane dłonie mizerny los Kowalskiego (było, minęło proszę publiki), a w nareszcie wolnym kraju wziął w swoje ręce swój własny los. Czy to nie jest aby oczywista zmiana na lepsze, czy należy i czy w ogóle można takiego przepoczwarzonego tajniaka potępiać, tylko dlatego, że jakiś chudziaczek podobno i jakoby został pokrzywdzony?
Odpowiadamy za Mateuszem Wyrwichem, że należy i można. Należy też stanąć po stronie cichych bohaterów walki z czerwoną opresją przez oddanie im głosu. I tak właśnie jest we wspomnianej książce.
Jak to często bywa nie zmieściło się w niej kilka reportaży, bowiem wydawca "Rytm" nie miał może wystarczających środków, może z innych względów.
Mamy jednak przyjemność zaprezentować te teksty dzięki uprzejmości Autora. Zaczniemy od obrazu majowych świąt, które w PRL-owskiej przeszłości wywoływały lawinę nowomowy. Czytajcie, czytajcie i jeszcze raz czytajcie. Obiecuję, że nie zawiedziecie się.

29d_custom_2

Pierwszy maja 1971 roku w Warszawie. Plac Bankowy – miejsce zbiórki przed defiladą. Rusza

Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna

– dziś Akademia Teatralna. Na
czele władze Uczelni – znani aktorzy – w jasnym płaszczu Rektor -
Tadeusz Łomnicki, z fajką – Jan Świderski, za nim – Andrzej Łapicki i
inni. Fot. – Adam Myśliński.

Mateusz Wyrwich

Pierwszomajowy
kabaret

Komuniści
polscy, organizując pierwszomajowe święto po
drugiej
wojnie światowej, w niczym nie ustępowali faszystowskim
organizatorom parteitagów lat trzydziestych. Świadczyły
o tym podobieństwa haseł. Liczne defilady wojskowe.
Angażowanie dzieci w uroczystości partyjno – państwowe.
Zamykanie w więzieniach przeciwników politycznych na czas
przygotowań pierwszomajowych. Składanie zobowiązań
i przysiąg. Słowem, typowy model uroczystości
państwowych, charakterystyczny dla państwa totalitarnego.


W Polsce pierwszy maja
ustanowiono świętem państwowym w 1950 roku. W sześćdziesiątą rocznicę, jak uznała
partyjna propaganda, pierwszego pochodu robotników w
Warszawie. Mimo, iż 433pxtrybunaludu13121981replica
oficjalnie uchwała sejmowa została
podjęta dopiero w pięć lat po wojnie, od 1945 roku
pierwszy maja był dniem wolnym od pracy. Likwidacji uległo
święto 3 Maja, jako "burżuazyjne i
nieprzystosowane do nowych czasów", jak pisano w
"Notatniku Lektora", broszurce dla partyjnych aparatczyków
niższego szczebla.

Podczas
pochodu w 1950 roku hasła głosiły, że: „Był
on wzmożonym rokiem w walce o pokój z faszystowskim
imperializmem"
* i
"Walką o wydajność pracy przeciwko
imperializmowi". Również przeciwko "klice
titowowskiej"  i "Czag – Kai – szeka". Takie też
generalne hasła przyświecały przygotowywanym
manifestacjom pierwszomajowym w Polsce. Przetransformowano je z ZSRR.
Identyczne głoszono w innych państwach "obozu pokoju".

Przygotowania
do obchodów święta trwały kilka miesięcy.
W czynie społecznym jedna z łódzkich fabryk
włókienniczych wyprodukowała ponad dwieście
kilometrów czerwonego płótna, by "Polska
mogła godnie powitać sześćdziesiątą
rocznicę walki o godne prawa robotników". Zasiano
"zieloną trawą tysiące hektarów trawników,
by czysto przyjąć godny dzień ludzi pracy".
Najważniejszą jednak "chwilą w przygotowaniach
ludzi pracy do majowego święta było zaciągnięcie
wart produkcyjnych", jak można było przeczytać w
gazetach. "Warty" te, to podejmowanie zobowiązań
zwiększenia produkcji, przez ludzi wszelkich zawodów.
Prasa poświęcała temu niekiedy całe kolumny.
Odbywały się liczne zebrania w komitetach zakładowych
PZPR: miejskich, powiatowych, wojewódzkich. W samym KC
omawiano "Wartę" w warszawskich zakładach "A
- 52", gdzie "Cały zakład, wszystkie działy,
żyły wykonywaniem zobowiązań.(…)Blaszana
wykańczarnia. Wanna automatyczna. (…) Brygadzista towarzysz
Smoliński, wieloletni robotnik zakładu, który do
zagadnienia podchodził ze zrozumieniem i odpowiedzialnością,
jaka ciąży na nim i na całej brygadzie. Prócz
uruchomienia wanny wydział zobowiązał się do
ustawienia gilotyny". Tu piszący zaznaczył w nawiasie
- do cięcia blachy. Ale żeby mogło dojść do
podjęcia zobowiązań, jak zaznaczają robotnicy
"Partia musiała dać impuls i natchnienie". Do
partyjnego natchnienia potrzebny był jeszcze murarz Winiarek,
który "przedplanowo zamontował fundamenty pod
maszyny".

Tego dnia w Warszawie, a był
to dwudziesty kwiecień, Liga Kobiet z Pragi Południe
podjęła 15 zobowiązań w "sprawie czystości".
Podobną inicjatywę podjął Stołeczny Komitet
Obywatelski. Tak więc "Śmiecie na 1 – Maja będą
uprzątnięte, a psy licznie w niektórych dzielnicach
Warszawy29963
wałęsające się, na ten czas właścicielom
będzie nakazane zamknąć. Bezpańskie – nakaże
się rakarzom akcję usunięcia. Koniom z furmankami i
woźnicom w dzień tak uroczysty podróżować
nie będzie wolno".

Inny zespół
pracowniczy, tym razem murarski, brygadzisty Józefa Czajki,
ułożył w ciągu zmiany 84.380 cegieł. "Była
to największa wydajność, jaką osiągnął
tego rodzaju zespół w Polsce." Co skłoniło
Czajkę do podjęcia takiego zadania ? Ano: "Chciałem
po prostu uczcić wzmożoną pracą nasze święto
robotnicze i wyrazić solidarność z naszymi partyjnymi
towarzyszami pracy". Jak wynika z dalszej wypowiedzi brygadzisty
"partyjni towarzysze pracy" to wyżsi funkcjonariusze
KC PZPR. Wysiłek towarzysza Czajki i brygady podziwiały:
"Oprócz setek przygodnych widzów, przybyłe
wycieczki szkół zawodowych, przedstawiciele Ministerstwa
Budownictwa, Związku Zawodowego Budowlanych i Instytutu Techniki
Budowlanej. W komplecie zjawili się również znani
przodownicy murarscy"

Równy zapał, w
osiąganiu celów zbliżających do socjalizmu,
wykazywały inne regiony kraju. Robotnicy szczecińskiego
nabrzeża "Odra" wykonali 600 procent normy – w ciągu
jednego dnia. Na Śląsku zaś, "60 gromad
zameldowało już o przedterminowej realizacji kampanii
siewnej’". Wprawdzie gromady nie sądzą, by pierwsze
efekty kampanii siewnej były już pierwszego maja, to jednak
do podjęcia tej akcji zmobilizowała ich i prowadziła
"Myśl Towarzysza Stalina". W Poznaniu pierwszomajowo
budowano wagony i kuto stal. We wrocławskim elektryfikowano
wsie. W kilku innych regionach kraju walczono z analfabetyzmem.
Wszystko to pierwszomajowo. Dyrektorka szkoły z Tomaszowa
Mazowieckiego pisała do Partii, która dała jej
"wykształcenie i stanowisko", że "podejmując
partyjne zobowiązanie o likwidacji analfabetyzmu zobowiązałam
wszystkich nieuków w gminie do podjęcia zobowiązania
przeczytania czytanek o Leninie i Jego Wiernym Uczniu Stalinie, a
także Jego Wiernym Bracie Bierucie. Zobowiązanie zgodnie
przyjęli i zgłoszą się na egzamin na godzinę
przed pochodem w Tomaszowie".

Razem_small

Cały
kraj przyjmował zobowiązania. Tymczasem partyjni ideolodzy
układali, a raczej tłumaczyli z rosyjskiego, ponad sto
haseł przygotowanych na obchody pierwszomajowe i przysłanych
z Moskwy. Ogłoszone zostały uroczyście w prasie 24
kwietnia i odczytane w radio. Od tego momentu aktyw propagandowy
przystępował do "twórczości. przelewając
hasła" na płótno, drewno, metal: "Polska
Ludowa to kraj wyzwolonych mas pracujących, niezłomne
ogniwo Światowego Frontu Pokoju". Związek Radziecki
natomiast, to: "Kraj Zwycięskiego Socjalizmu, twierdza
Pokoju i Wolności narodów". Po tym wstępie
hasła określały, że żyjemy w nie najlepszym
otoczeniu. Nieopodal nas bowiem, czyha "Klika faszystowsko -
dyktatorska Tito". Również Czang- Kai – szek. Ale
partia zapewniała lud pracujący miast i wsi : "Pokażemy
amerykańskim imperialistom wojennym – wywalczymy trwały
pokój, jasną przyszłość naszych dzieci.
Nasza odpowiedź imperialistom – przedterminowo wykonamy plany
produkcyjne. Każda tona węgla, każdy metr materiału,
każdy cetnar zboża, to pocisk przeciwko podżegaczom
wojennym".

Owe
pociski mieli ciskać "przodujący robotnicy, którzy
najbardziej świadomie pojęli idee socjalizmu". W
związku z tym partia nawoływała: "Szerzej
wysuwajmy przodujących robotników na stanowiska
kierownicze. Kadry decydują o wszystkim". W tym wszystkim
jednak klasie robotniczej, przeszkadzali podżegacze wojenni. Nie
tylko z krajów obozu "niepokoju". Mieliśmy też
i swoich, jak nas zapewniali komuniści.  Postulowano więc w
hasłach: "Precz z łazikami i dezerterami frontu pracy.
Wyplenimy do końca spekulantów i paskarzy, pasożytów
i wyzyskiwaczy. Rodzimych podżegaczy wojennych w gospodarce".
By przeszkodzić "rodzimym podżegaczom" partia
wymyśliła hasła – zawołania: "Hutnicy dajcie
więcej stali", "Metalowcy więcej obrabiarek".
"Kolejarze – szybciej, taniej i sprawniej wykonujcie przewozy".
"Pracownicy uspołecznionego handlu walczcie o coraz lepsze
zaopatrzenie mas pracujących we wszystkie produkty i towary".
"Chłopi i kobiety wiejskie – podnoście plony z
hektara, rozwijajcie hodowlę, walczcie z wyzyskiem bogaczy i
spekulantów". "Robotnicy rozwijajcie ruch łączności
fabryk ze wsią, pomagajcie braciom chłopom w budowie nowego
życia. Przez światłą krytykę i samokrytykę
zwalczajmy nasze braki, błędy i Lejlej_wince
wypaczenia". Hasła
te nie tylko miały widnieć na transparentach podczas
pochodów w całym kraju. Jak zalecało KC, z hasłami,
niczym komiwojażerowie, mieli wędrować lokalni
agitatorzy. Proponowano więc agitację zespołową i
indywidualną. Szczególnie na wsi i: "W mieszkaniach
robotniczych", by "Wnieść w dusze robotników
coraz więcej przebojowego uczucia i bojowości". Jako
agitatorów postanowiono zaangażować też księży.
Miało to położyć: "Kres oszczerstwom o
prześladowaniu religii w naszym kraju, izolować i pozbawiać
argumentów siły reakcji", jak napisano w Trybunie
Ludu
, „powołując się” na Porozumienie z
Episkopatem.

Na dwa dni przed pierwszym
załogi, aktywiści donosili, że zakończone zostały
przygotowania do święta. W Krakowie i Warszawie zamontowano
kilkaset gigantofonów "którymi popłynie
radosna pieśń pokoju i duch Partii". "Robotnicy i
pracownicy umysłowi przygotowali makiety i wykresy ilustrujące
ich osiągnięcia w pracy i nauce".

W
przygotowaniach do pierwszego maja, oprócz dorosłych,
brały udział również dzieci. One także
podejmowały zobowiązania. Dotyczące nauki, jak i
pracy. Podejmowali je zarówno uczniowie szkół
podstawowych, jak i przedszkolacy. Choć u przedszkolaków
mniej było pracy, za to więcej twórczych i
metafizycznych doznań. Oto w łódzkim przedszkolu,
którego kierowniczką była szwaczka, "Podczas
popołudniowego odpoczynku dziewczynce, córce robotnika
magazynowego przyśnił się gołąbek pokoju
prowadzący pochód pierwszego maja z Wiernym Towarzyszem
Bierutem na czele". W białostockim zaś przedszkolu,
wśród starszaków, wystąpiła radosna
zbiorowa twórczość "wierszyków i haseł"
pierwszomajowych: "Dzieci z ludem ku radosnej przyszłości",
"Więcej przedszkoli, więcej świadomych
obywateli". "Nasz tatuś towarzysz Bierut, dziś
nam pozwala swawolić, byśmy jutro mogły
jugosłowiańskie dzieci, z faszytowsko – titowowskiej,
oswobodzić niewoli". Starsze dzieci, ze szkoły
podstawowej, podejmowały już bardziej skomplikowane
zadania. Zarówno koncepcyjnie, jak i organizacyjnie. W
warszawskiej V c na Żoliborzu, po "Burzliwej i
konstruktywnej naradzie" postanowiono "Uprzątnąć
gruz sprzed szkoły i zasiać trawę. Pomysł wyszedł
od ideowego Czarka, który powołał również
pięcioosobowy Komitet Organizacyjny. "Postanowiono również
opracować odezwę w sprawie opieki nad trawnikiem (…), by
trawnik upiększał ulicę i oczyszczał miasto".
Komitet nawoływał też, by: "wnieść
postulat, żeby nie deptać trawników, żeby nie
być szkodnikami gospodarczymi".

Nadszedł ten dzień

Tłumy
pociągami zbliżały się do stolicy kraju, by
uczestniczyć razem z Partią w radosnym dniu majowym. Ludzi
umieszczano w nielicznych warszawskich hotelach. Także na
błoniach miasta w wojskowych namiotach i halach fabrycznych. O
dziesiątej rano w sali sejmowej zebrało się partyjne
gremium towarzyszy z "przodownikami pracy i pokoju".
Przybył "Bierut i niemilknące oklaski". Przybyli
też "ludzie z okrzykami na jego cześć".
Przemówienie wygłosił towarzysz Ochab, któremu
"Przerywano burzliwymi oklaskami i okrzykami na cześć
ZSRR i Stalina". Wystąpienie Atakuje
trwało krótko i
"Mówca zszedł z trybuny odprowadzany długo
niemilknącymi oklaskami (…) Orkiestra gra hymn radziecki. Nowa
fala entuzjazmu zrywa się na cześć przewodniczącego
KC PZPR B. Bieruta". Tymczasem wiceminister obrony narodowej
generał broni Popławski, (oficer sowiecki) odczytywał
rozkaz podległym sobie polskim żołnierzom na Placu
Zwycięstwa. Z okazji 1 – maja rozkazywał: "Stale
podnosić poziom wyszkolenia bojowego(…)Ściśle
przestrzegać regulaminów wojskowych. Okres szkolenia
letniego wykorzystać dla wzmożonej pracy. Wyrabiać
hart, wytrzymałość i ofiarność żołnierską
(…) Wychowywać i szkolić kadry oficerów na
doświadczeniach Armii Radzieckiej w oparciu o zasady
stalinowskiej nauki wojennej".

Z sejmu Bierut ze świtą
i zaproszonymi towarzyszami radzieckimi pojechał na trybunę
usytuowaną na rogu Alej Jerozolimskich i Nowego Światu.
"Radosny krzyk wyrwał się z milionów piersi
pracującego ludu na pierwsze słowa towarzysza Bieruta. Ojca
narodu miast i wsi", relacjonował sprawozdawca. A Bierut
mówił, że Polska jest "Światem wyzwolonego
narodu, światem zwycięstwa idei sprawiedliwości".
Zapewniał też zgromadzonych: "Nigdy już więcej
nie będą świstały w Polsce kule nad głowami
robotników, nigdy już więcej nie zhańbią
pochodów 1 – Majowych faszystowskie pałki policyjne.
Bowiem władze w Polsce zdobył na zawsze wolny i suwerenny
lud pracujący (….)" Gorąco pozdrowił też
Bierut "bratnie narody ZSRR", po czym na "białym
koniu wjechał Marszałek Polski Konstanty Rokossowski",
(oficer sowiecki) złożył meldunek o gotowości do
defilady wojskowej i "Popłynął pochód
wielkiej radości". W Warszawie i całej Polsce
popłynęły również: "Fale uznania i
gorących uczuć do Wielkiego Przyjaciela i Przewodnika
Ludzkości, miłującego wolność Zwycięskiego
Pogromcy faszyzmu, niezłomnego Chorążego wszystkich
narodów, Towarzysza Stalina". Załopotały
czerwone sztandary, które "Symbolizują Stalindm2109_468x551_wince
robotniczą
krew przelaną w walce o prawa robotnicze w faszystowskiej,
przedwojennej Polsce", uświadamiał tekst w Trybunie
Ludu. W Warszawie, niektórzy przodownicy pracy ubrani byli na
czerwono. W "robotniczej Łodzi" natomiast  mieli na
sobie tylko czerwone szarfy.

W relacjach prasowych
największe wrażenie na uczestnikach pochodu w Warszawie
zrobiło wystąpienie Bieruta. Najwięcej śmiechu -
szopka polityczna, zaprezentowana przez studentów Wyższej
Szkoły Sztuk Plastycznych, wespół z politechnikami.
"W rytm orkiestry jazzzbandowej, którą dyryguje >wuj
sam<, kroczą w pochodzie sługusi imperializmu
amerykańskiego: Tito, Franco, Czang – Kai – szek i inni. Widzimy
tam również Bęcwalskiego i Andersa na białym
drewnianym koniku". Łódź zaimponowała
Partii i uczestnikom pochodu pięcioramienną, olbrzymią
gwiazdą. "Niesioną na płask, nad którą
widniał wielki portret Stalina". Poznań zaimponował
wypuszczeniem "2800 gołębi po przemówieniu
Bolesława Bieruta, które prostym lotem poszybowały
do nieba pokoju wznoszącym się nad Polską".
Wrocław odwiedzili "prawdziwi Niemcy" z NRD. Zaś
polskie dzieci z niemieckimi jechały na ciężarówkach
skandując hasła – Pokój, Stalin, Bierut".
Generalnie jednak, w całym kraju, odbyły się pochody
"Pod znakiem żywiołowego entuzjazmu mas, stając
się przeglądem ich gotowości do wykonania wielkich
zadań budownictwa socjalistycznego".

Szesnastego
kwietnia 1997 roku komuniści polscy wydali odezwę
pierwszomajową do "ludzi pracy". [Premierem w Polsce
był wówczas postkomunista Włodzimierz Cimoszewicz].
Stwierdzono w niej między innymi, że w roku 1997 SdRP
"Buduje społeczną gospodarkę rynkową,
reformuje kraj, kieruje się zasadą sprawiedliwości
społecznej" Zapewnia również, że: "W
ślad za szybkim wzrostem gospodarczym rośnie poziom życia,
powstają nowe miejsca pracy, spada bezrobocie".

_______________________________________________________

*
Wszystkie cytaty pochodzą z Trybuny Ludu, Życia Warszawy,
Płomyka, Notatnika Lektora, Kwiecień – Maj, 1950, Pisownia
jak w oryginale.

055

Pierwszomajowa dekoracja w Przasnyszu – fot. Adam Myśliński.

Possibly Related Posts:


Print