Piotr Wójcicki – Długa rozmowa » PoMarcowe Gadanie

Posts for category ‘PoMarcowe Gadanie’

Alina Cała i ja w akcji
Piotr Wójcicki | June 7, 2009 | 4:03 pm

To było dziesięciolecie Marca’68 czyli jak łatwo obliczyć miało to miejsce w marcu 1978 r. Nie mieliśmy jeszcze trzydziestki, za to w głowach i sercach tkwiła pamięć pierwszego dorosłego doświadczenia politycznego, studenckie Wypadki Marcowe.

Nie pamiętam, czy wiedziałem jakie były w wymiarze szczegółowym doświadczenia mojej koleżanki z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk. alina_calaNatomiast ja pamiętałem doskonale mur niechęci i zbywania mnie przez funkcyjnych pracowników nader upartyjnionej Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, którzy byli głusi na moje prośby o egzaminacyjne sprawdzenie moich umiejętności. Pamiętam też te śliskie pół-uśmiechy uciekających przed rozmową ze mną urzędników. Wyleciałem więc pierwszy raz z uczelni, a dopiero po roku dowiedziałem się kanałami zaprzyjaźnionymi, że potraktowano mnie jako Żyda, spokrewnionego z jednym z prominentnych komunistycznych dziennikarzy o tym samym nazwisku. Dziwiono się, że jeszcze mój Ojciec pracuje, a my w ogóle tu jesteśmy.

Miałem więc marcowych siepaczy w żołądku oraz zyskałem dotkliwe ostrzeżenie przed  antysemityzmem na całą moją prywatną przyszłość.

Instytut Historii PAN zorganizował skromną i zupełnie nie promowaną naukową konferencję wewnętrzną na temat wydarzeń sprzed 10 lat. Przybyli tylko nieliczni, a więc zajęliśmy niewielką salę z efektownym okrągłym stołem przy którym wszyscy się zmieścili.

Wysiadłem z autobusu pod kościołem św. Anny na Krakowskim Przedmieściu i natknąłem się na Alinę Całą. Drogę na Rynek Starego Miasta do Kamienicy Książąt Mazowieckich przebyliśmy razem, rozmawiając o czekającym nas wydarzeniu.

Alina wyznała, że bulwersuje ją fakt, iż kilku pracowników naukowych Instytutu, którzy odznaczyli się paskudną gorliwością w wywalaniu swoich kolegów z pracy i demaskowaniem ich pochodzenia oraz specjalną dyspozycyjnością wobec reżymu funkcjonuje sobie w najlepsze w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, korzystając z ochrony władzy.

I że to jest koszmar nie do przyjęcia, i że należy o tym głośno powiedzieć na forum konferencji. Całkowicie się z tym zgodziłem, padły nazwiska antypatycznych sług systemu. Nie miałem jakichkolwiek zastrzeżeń do opinii formułowanych przez Alinę, osobę sprawnie i logicznie uzasadniającą swoje sądy. Poparłem ją z całym przekonaniem.

Kiedy Alina Cała zaczęła mówić, w gronie prowadzących zebranie zaczęło coś syczeć i się skręcać. Niektórzy zaczęli się nerwowo oglądać na boki i kręcić na wygodnych przecież krzesłach. Słowa jej brzmiały zdecydowanie i nie pozostawiały wątpliwości, co miała na myśli, wymieniając i opisując zachowanie pro-reżymowych uczonych. Zaproponowała uchwałę, którą konferencja powinna przyjąć i uważam, że postąpiła jak najbardziej słusznie i odważnie (przypominam, że był koniec lat 70-tych). Zarządzono głosowanie – tylko my dwoje podnieśliśmy ręce za jej uchwaleniem. Byłem przerażony obojętnością zebranych, nie rozumiałem aż tak wielkiego strachu przed komunistyczną władzą i nie mogłem tego zaakceptować.

Zniesmaczeni reakcją naukowców i pełni dla nich politowania wracaliśmy przez Plac Zamkowy w kierunku przystanków autobusowych.

Potem w ciągu wielu lat dość rzadko, ale jednak spotykaliśmy się w przelocie na jakichś większych “spędach” (ostatnio około 2 lat temu w lokalu Stowarzyszenia Wolnego Słowa). Zawsze z uśmiechem mówiliśmy sobieja29 cześć. Nie wiem, czy Alina pamiętała naszą obecność na wspomnianej konferencji, ale ja miałem to wydarzenie zawsze w dobrej pamięci.

Wiemy przecież – tak mi się wydawało – oboje, że nie można mówić, że wszyscy Żydzi są tacy, czy owacy, że robili to czy tamto. Bo nie wszyscy – tyle, tylko tyle i aż tyle. Jestem przekonany, że dotyczy to ludzi wszystkich narodowości i wyznań. I że to oznacza m. in.  tolerancję, i że to nas łączy.

A Ty mówisz teraz i powtarzasz, że wszyscy Polacy zawinili śmierci 3 milionów żydowskich współobywateli. Wygłaszasz jawnie rasistowską opinię publicznie w biały dzień, pod moim bokiem?

Alinko, o co chodzi, co się stało w Twojej głowie i sercu? Krzywdzisz ludzi, wyznających równouprawnienie narodów w sposób bezwzględny. Stajesz w szeregu siewców nienawiści, pośród tych, którzy nadal chcą skłócić obywateli jednego Państwa, mieszkańców jednego Świata?

No, jasny gwint. Dziewczyno, co Ty… ?

Alinko, mam nadzieję, że przy najbliższym – jak zwykle – przypadkowym spotkaniu wytłumaczysz mi to z ręką na sercu. Bo jestem, psiakrew, wściekły i- co gorsze – zdezorientowany.

Ściągnijmy i poczytajmy (pliki w formacie PDF):

Informacje Gabinetu Ministra SW - Marzec'68 -414.32 KB

Druki marcowe -614.52 KB Ulotki, druki, wiersze z Marca'68

Meldunki i materiały - Marzec'68 -1.96 MB Teczka meldunkó i materiałów z Marca'68

Propaganda marcowa -3.41 MB

Satyra - Marzec'68 -3.31 MB Jak w tytule

Wydawnictwo szkoleniowe MSW -4.19 MB Dotyczy Marca'68

Wydawnictwo szkoleniowe MSW - 2 -6.06 MB


Possibly Related Posts:


Print
“Gest” Stanisława Grochowiaka
Piotr Wójcicki | March 22, 2008 | 12:25 am

Ewa Zadrzyńska zrealizowała niezwykle zręcznie pięciominutowy film (jeden z jej wielu filmów z serii "Poetry Lovers"), w którym opowiadam o moim ulubionym wierszu Stanisława Grochowiaka pt. "Gest" (ze słynnego tomiku "Kanon"). Wtrąciłem też zupełnie wyjątkowe wspomnienie z Marca’68. I tak to wygląda:

Possibly Related Posts:


Print
Patrzę na Szlajfera
Piotr Wójcicki | March 8, 2008 | 11:48 pm

Szlajfer
Pamiętam go, szczupłego drobnego czarnowłosego chłopaka,
który stojąc przed sądem komunistycznej PRL cichym głosem składał
zeznania. Na salę sądową trafiłem niestety w ostatnim dniu słuchania
oskarżonego Henryka Szlajfera,
więc niewiele mogę powiedzieć o czym mówił. Tak naprawdę pamiętam
wyjaśnienia Wiktora Góreckiego, który grzecznie odpowiadał na wszystkie
pytania towarzyszki sędziego220pxadammichnik01mar2006
przewodniczącej oraz chudego, wysokiego
prokuratora oraz gromkie dwudniowe, programowe przemówienie Adama Michnika. Pamiętam jeszcze, jak wpatrywałem się w Barbara_torunczyk
przystojną, zgrabną dziewczynę, Barbarę Toruńczyk, która w ogóle odmówiła składania wyjaśnień.

Byłem jedynym obserwatorem na tej sali naprawdę z zewnątrz.
Widownię stanowiły przede wszystkim rodziny oskarżonych oraz kilku
funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa,
fachowo obsługujących cztery duże magnetofony szpulowe. Dostałem się na
tę salę fuksem, bowiem dowiedziałem się, że w Okręgowym Zarządzie
Studenckim ZMS
leży niewykorzystana przepustka. Nikt nie zainteresował się możliwością
zobaczenia tego wydarzenia. Tylko ja. Wziąłem pismo z uczelnianego
Tygodnika “Sigma” i na jego podstawie otrzymałem cenny dokument,
uprawniający do zasiadania w ławach widzów.

Teraz po 40 latach, dokładnie w rocznicę Marca’68 czytam w dzienniku “Polska” krótki tekst Grzegorza Rzeczkowskiego:

Szlajfer, który przez ostatnie kilkanaście miesięcy był
dyrektorem archiwum MSZ, ostatni  raz przyszedł do pracy w piątek.
Dokładnie w 40. rocznicę historycznego wiecu na Uniwersytecie
Warszawskim, który studenci UW zwołali w obronie jego i Adama
Michnika.Obaj zostali wówczas relegowani z uczelni za udział we
wcześniejszych demonstracjach. Wiec zapoczątkował falę studenckich
protestów, która rozlała się na cały kraj.

O powodach swej decyzji Henryk Szlajfer nie chce rozmawiać. -
Odchodzę na własną prośbę – ucina. Nie jest jednak tajemnicą, że
Szlajfera nie satysfakcjonowała praca na obecnym stanowisku.Do archiwum
MSZ trafił pod koniec 2006 r., prosto ze stanowiska szefa prestiżowego
departamentu Ameryki. Decyzję o odstawieniu go na boczny tor podjęła
ówczesna szefowa resortu Anna Fotyga.Była to część PiS-owskich zmian w
MSZ, które miały na celu wyeliminowanie ludzi z “korporacji Geremka”. A
Szlajfer, który przyszedł do resortu latem 1993 r., był jednym z jego
współpracowników.

W swej karierze dyplomatycznej był ambasadorem RP przy ONZ, OBWE
i Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Gdy w 2005 r. miał zostać
ambasadorem w Waszyngtonie, “Wiadomości” TVP oskarżyły go o współpracę
z SB. Choć zarzuty się nie potwierdziły, Szlajfer został w Polsce.

Według naszych informacji po zmianie rządu Szlajfer, który
cieszy się opinią znakomitego fachowca od spraw amerykańskich i
bezpieczeństwa międzynarodowego, liczył na powrót z zesłania (archiwum
MSZ znajduje się na obrzeżach Warszawy) i objęcie stanowiska dyrektora
któregoś z ważnych departamentów w resorcie.A przynajmniej większego
wpływu na kwestie związane z tarczą bezpieczeństwa, w czym był
specjalistą. – Takiej propozycji jednak nie otrzymał. Poczuł się
niepotrzebny i stąd decyzja o odejściu – mówi jeden z pracowników MSZ.

Szlajfer, który obronił rozprawę habilitacyjną, zajmie się teraz
pracą naukową w Instytucie Ameryk i Europy UW oraz w Instytucie Studiów
Politycznych PAN

Tyle nasza kochana demokratyczna i wolna prasa.
Wtedy w lutym, marcu 1969 r. stałem na dość ponurym korytarzu sądowym i
patrzyłem, jak dwóch milicjantów wyprowadzało skutego kajdankami
Henryka Szlajfer2
Szlajfera, oskarżonego w procesie – jak to się wtedy oficjalnie
mówiło – Michnika, Szlajfera i innych (ci “inni” to właśnie Barbara
Toruńczyk, do której skrycie wzdychałem oraz Wiktor Górecki).

Za konwojem wybiegł ojciec Szlajfera,
przygarbiony troską, z niezwykle smutnym wyrazem twarzy i starał się
dogonić konwój, wołając: “Czy czegoś potrzebujesz?”. Syn odkrzyknął:
“Tak,Gauloise1180363118
mocnych papierosów, dużo mocnych papierosów, Gaulloise’ów. Bez filtra!!!”. I zniknął z konwojującymi go milicjantami za zakrętem, prowadzącym ku klatce schodowej
.

Possibly Related Posts:


Print
PoMarcowe Gadanie – Linki na szewski poniedziałek
Piotr Wójcicki | February 17, 2008 | 2:59 pm
Marzec_68 Ciężko jest nieraz zaczynać nowy tydzień, chociaż ten podział czasu wydaje się dość umowny. Trzeba wziąć coś na rozbieg, a więc proponuję linki z kategorii PoMarcowe Gadanie (niedomyślnym poddaję uprzejmie, że mam na myśli Marzec’68), jako dawkę turbo-dopalaczy na szewski poniedziałek:
1. Mój Michnik – tytuł wiele mówiący (albo i nie);
2. Zakuci – idzie o ‘zakutych rycerzy postępu";
3. Pomarcowe spotkania – ale było ciekawie… .
4. PWA – składanka, dotyczy podziemnego Przeglądu Wiadomości Agencyjnych i pamięci Stachy Domagalskiej z okresu stanu wojennego i lat 80-tych, dlaczego więc jest w tej kategorii? A tak mi się kojarzy. Zgadnijcie dlaczego?
5. Stacha – a ten wpis musi tu być i już.
Powodzenia w nadchodzącym tygodniu.

Possibly Related Posts:


Print
PWA
Piotr Wójcicki | June 24, 2007 | 12:34 am

Kilka zdjęć, pieśń podziemna, a przede wszystkim Stacha i PWA.

Possibly Related Posts:


Print
Pomarcowe spotkania
Piotr Wójcicki | April 4, 2007 | 9:20 pm

Z niektórymi spotykałem się po raz ostatni. Był wrzesień 1968 r. i ruszyły już wycieczki na Dworzec Gdański, żegnające naszych znajomych, wyjeżdżających w znane-nieznane: do Szwecji, Izraela, Australii itp, itd. Ten smutny pożegnalny boom łączył sie z intensywnym życiem towarzyskim.
Wpadliśmy wieczorem do Stasia J. we trójkę: Mariola, Michał Gołaszewski (dziś – University of Canberra) i ja. Tłoczyliśmy się w malutkim pokoiku, generując młodzieżowy gwar. Każdy starał się usiąść gdzie się dało – na tapczanie, na krzesłach i rachitycznych fotelikach produkcji krajowej i na podłodze – najpewniejszym miejscem do siedzenia.
We dwóch z Leszkiem Szarugą staliśmy na środku pomieszczenia i zażarcie dyskutowaliśmy, pomagając sobie intelektualnie uzasadnionymi ruchami rąk.
W promieniu wielu kilometrów byłem jedynym facetem, który w wieku 19 lat przeczytał cały pierwszy tom "Kapitału" Karola Marksa. Dla poetó i intelektualistów byłem więc nader łakomym kąskiem. Z brodatego oblicza Leszka parowały emocje, ja natomiast w takich chwilach dialogowego apogeum odczuwałem rozkoszne, wewnętrzne rozedrganie.
Klasy, warstwy, baza i nadbudowa (we wzajemnym klinczu), własność społeczna, państwowa i indywidualna, środki produkcji i jej stosunki, wartość dodatkowa, redystrybucja dóbr, każdemu według pracy i każdemu według potrzeb.  Przepływy  międzygałęziowe sobie darowaliśmy.  No i niech mi ktoś powie, jak tu się nie ekscytować?
Co pewien – na szczęście – niedługi czas, mały pokoik wypełniały dźwięki gitary i głos Jacka Kleyffa. Wstrząsająca ballada "Hradec Kralove" była wtedy wyjątkowo na czasie – półtora miesiąca  wcześniej  u boku Armii Czerwonej udzieliliśmy naszym czeskim i słowackim przyjaciołom bratniej pomocy,  co by im Dubczek oraz Kundera z Havlem socjalizmu nie popsuli. Udało się – rzecz jasna -  i ustrój, oparty na ludowładztwie i światłej dyktaturze proletariatu ostał się jeszcze na ponad 20 bitych lat.
Jacek zaśpiewał kilka piosenek, ale pominął kawałek o tytule "Ogryzek". Przy każdej okazji męczyłem go do upadłego, aby przedstawił ten wdzięczny utwór. Wykręcał się, ale w końcu ulegał.
Trzy lata temu po ponad 30-letnim niewidzeniu się spędzaliśmy z Jackiem Kleyffem Noc Sylwestrową w Teatrze Studio. W zupełnie spontanicznym odruchu, po północy Jacek urządził nam mini-recital z towarzyszeniem przyjaciół z Orkiestry Na Zdrowie. Niektórzy ze współbiesiadników prosili o różne utwory z przeszłości, a ja – oczywiście – marudziłem na temat "Ogryzka". W końcu Jacek westchnął i powiedział : "Dla Piotrasa – ogryzek" i zaczął "zapowiadać" przez zdezelowany dworcowy megafon odjazd pociągu osobowego.
Nooo, fajnie się poczułem.

View this photo

Possibly Related Posts:


Print
Zakuci
Piotr Wójcicki | March 23, 2007 | 8:43 pm

"Ale uniemożliwili to zakuci rycerze postępu" – grzmiał głos zacinającego się, ale mówiącego z pasją młodego chudego chłopaka. Na sali sądowej słychać było tylko terkot czterech nagrywających dużych magnetofonów szpulowych. Miejsca dla publiczności zajmowały rodziny oskarżonych, funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa i ja we własnej, 19-letniej osobie.
Jak ja się dostałem w owych pierwszych dniach lutego 1969 r. na zwany otwartym, ale jednak zamknięty (tak wtedy było) proces Adama Michnika i innych? Legalnie się dostałem.
Studiowałem na SGPiS-ie (dzisiejsza SGH) i tam podczas ulubionego przeze mnie szwendania się po auli spadochronowej ktoś napotkany poinformował mnie, że w siedzibie Okręgowego Zarządu Studenckiego ZMS na Alei Róż leży w sekretariacie przewodniczącego nie chciana przez nikogo wejściówka na wspomniany proces. I była! Nie chciało mi się wierzyć, że nikogo w podobno ideowej organizacji młodzieżowej nie zainteresuje proces przywódców Marca’68. Pokazałem pisemko z redakcji uczelnianego, zresztą ZMS-owskiego tygodnika "Sigma" i dostałem przepustkę do politycznego raju (tak wtedy czułem).

Na tej sali usłyszałem po raz pierwszy w życiu na żywo wolne słowo, poglądy wypowiadane otwarcie, pełnym głosem, bez cenzury. Dygotałem wewnętrznie – pod takim byłem wrażeniem. Do tej pory wolne słowo docierało do mnie z zagłuszanych niemiłosiernie rozgłośni Radia "Wolna Europa", "Głos Ameryki" czy BBC.

Adam Michnik mówił przez 15 godzin – 8 godzin jednego dnia i 7 – drugiego. "Ależ on mówi" wyrwało mi się z ust,co siedząca obok mnie przystojna pani w średnim wieku skwitowała słowami: "Trzeba mieć coś do powiedzenia, wtedy tak to wygląda". Oszołomiony, spędzałem przerwy w rozprawie na korytarzu sądowym otoczony ludźmi, chcącymi się dowiedzieć, co tam, za zamkniętymi drzwiami się dzieje.

Pamiętam bardzo brodatego Leszka Szarugę, połyskującego przerażająco grubymi szkłami okularów, pamiętam Felka Woroszylskiego i chyba Jacka Kleyffa. Coś nieporadnie relacjonowałem, na pewno bardzo nieskładnie, zupełnie nie pamiętam, co im mówiłem. Znałem ich wszystkich z prywatnych spotkań.

Pamiętam też, jakie wrażenie wywarł na mnie wyrok: 4,5 roku więzienia dla Michnika.

A niespełna 40 lat później przeczytałem Rafała Ziemkiewicza "Michnikowszczyzna. Diagnoza choroby".

 

Kleyff
Jacek Kleyff                                                    Szaruga2_2
 
Leszek Szaruga

Possibly Related Posts:


Print
Mój Michnik
Piotr Wójcicki | March 22, 2007 | 11:19 pm


Pierwszy raz usłyszałem o nim w 1966 roku. W auli Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się nieformalna uroczystość w 10-tą rocznicę października’56, która rozwścieczyła gomułkowską władzę. Głownymi bohaterami tej imprezy byli: prof. Leszek Kołakowski oraz Jacek Kuroń i Karol Modzelewski, ale spomiędzy szumów zagłuszarek głos z Wolnej Europy wymienił jego nazwisko wśród innych uczestników wydarzenia, którzy doznali represji.
A niecałe dwa lata później był już Marzec’68 i Adam Michnik stał się postacią niezwykle znaną. Od tej pory jego głos towarzyszył mojemu życiu. Wielokrotnie dotkliwie odczuwałem ponurość PRL-owskiej egzystencji, ale skądś zawsze dobiegał mnie gniewny głos tego człowieka i wtedy z poczuciem, że jednak ktoś "pyskuje" przeciwko komunie, ktoś nie zgadza się z totalitarną rzeczywistością przychodziła przemiana nastroju. Czułem się wzmocniony, podniesiony.
Niemal czterdzieści lat po Marcu przeczytałem niezwykle ważną książkę Rafała Ziemkiewicza pt. "Michnikowszczyzna. Diagnoza choroby" i przeżyłem szok sentymentalny oraz trzy bezsenne noce. Jednak przejąłem się lekturą, cholera, ot co. Ale o tym innym razem (będzie mnie to kosztowało sporo wysiłku).

Dem_mh_2


Vaclav Havel
i Adam Michnik – spotkanie opozycjonistów na granicy PRL-CSRS w Kotlinie Kłodzkiej, 9 lipca 1988 r. Fot. DEMENTI.
Z wystawy : Dementi – Niezależna Agencja Fotograficzna 1982-1991 Wrocław Ratusz, grudzień-styczeń 1997/1998.

Possibly Related Posts:


Print