Jak Prusak za sprawą księdza uczył polskie dzieci?
Podręcznik z XVIII wieku
“UKARANĄ została, ponieważ wróżeniem swoim głupstwo między ludźmi utrzymywała i pomnażała (…) Z zabobonu wiele nieszczęścia i nieprzyjaźni między ludźmi powstaje, którzy powinni wzajemnie się miłować”.
Tak napisać, tak nauczać mógł tylko człowiek swojej epoki. Autorem tych słów jest Fryderyk Eberhard von Rochow*), pochodzący ze starego rodu brandenburskiego, a uważany za jednego z twórców szkoły ludowej na terenie XVIII-wiecznych Prus Książęcych.
Często zapominamy, ie skuteczny opór przeciw germanizacji, jaki miał miejsce w XIX w. na Mazurach był możliwy dzięki funkcjonowaniu na tych ziemiach szkół polskich w poprzednich dwu wiekach. Sieć tych szkół była stosunkowo gęsta. Dzieci uczyły się z książek polskich i niemieckich. Autorem jednego z najciekawszych ówczesnych podręczników był właśnie Fryderyk Eberhard von Rochow (ur. w Berlinie w 1734 r.). Po wstępnej edukacji w rodzinnym dworze w Reckahn wstąpił do Akademii Rycerskiej w Brandenburgu. Po odbyciu służby w pruskim wojsku i administracji, został mianowany przez króla Fryderyka II rządcą domeny królewskiej w Halberstadt.
Pragnął zreformować gospodarkę rolną w podległych mu majątkach. Okazało się to trudne z powodu niskiego poziomu umysłowego miejscowej ludności, jej uprzedzeń, przyzwyczajeń, głęboko zakorzenionej wiary w magię i czary. Doszedł więc do wniosku, ze przede wszystkim powinien podjąć starania o rozwój oświaty na wsi, o przekazanie rolnikom pewnego zasobu wiedzy, która pozwoliłaby na zmianę metod gospodarowania. W 177S r., w swej rodowej posiadłości Reckahn zorganizował wzorcową szkolę, mającą realizować jego reformatorskie zamierzenia. Dla nadania kształceniu dzieci pożądanego kierunku F. E. von Rochow napisał i wydal w 1776 podręcznik „Przyjaciel dzieci…”.
Podręczniki szkolne, ukazujące się w Prusach w okresie XVI — pół. XVIII w. były bardzo podobne do siebie. Miały charakter „rozmówek”, bądź zawierały krótkie, kilkuwierszowe czytanki niemieckie z przekładem polskim, a także słowniczki, rozdzialiki traktujące o ortografii i gramatyce.
Książka von Rochowa, co było nowością, przeznaczona została wyłącznie dla dzieci wiejskich. Znajdowały się w niej długie, często kilkustronicowe teksty umoralniające bądź mające wyjaśnić różnorakie zjawiska społeczne, ekonomiczne i geograficzno-przyrodnicze w oparciu o najnowsze zdobycze nauki (m.in. zagadnienia astronomiczne — komety, zorza, gwiszdy, planety). Uczniom starano się wpoić zasady higieny, podstawowe wiadomości o chorobach i ich leczeniu, przekonywano ich do zasięgania porad u dyplomowanych lekarzy. Na treść
podręcznika składa się ok. 200 czytanek, których tytuły świadczyć mogą o przekazywanych naukach: „Pieśń o znajomości Chrystusa”, „Dziecię szczere”, „Rozumna matka”, .Magnet albo magnes”, „O środkach ratowania tych, co już umarłemi się być widzą” itp.
Dziełko von Rechowa zostało napisane po niemiecku. Jednak już w 1795 r. ukazał się jego polski przekład dokonany przez ks. Jerzego Olecha (1757—1820), mało znanego obrońcy polskości Mazurów. Dzięki niemu pod koniec XVIII w. w ponad 7OO mazurskich szkółkach wiejskich i 30 miejskich przetłumaczona na język polski książka, służyła edukacji tysięcy dzieci.
• Fryderyk Eberhard von Rochow „Przyjaciel dzieci, to jest księga do czytania i używania dla uczącej się młodzieży pierwiej po niemiecku napisana, a teraz na polski przetłumaczona przez ks. Jerzego Olecha. Wyd. Pojezierze, Olsztyn 1982.
Possibly Related Posts:
- Cyprian Kamil Norwid – Konfederatka i historiozofia
- Skutecznie przestraszone
- Pozwolenie na śmierć
- Powstanie Listopadowe – tragicznie nielegalne
- Zmarszczki
Cyprian Kamil Norwid – Konfederatka i historiozofia
22 stycznia minęła minęła kolejna rocznica wybuchu Powstania Styczniowego. Rocznica ta, jak każda przypominająca najważniejsze wydarzenia z dziejów narodu, skłania do zadumy, do snucia różnorakich refleksji. W pismach współczesnych powstaniu wybitnych Polaków napotykamy rozmaitość sądów wyrażających ich stosunek do zbrojnej walki narodowo-wyzwoleńczej.
GŁĘBOKA wiara, patriotyzm, wypływający z mądrości rozsądek — to najistotniejsze elementy wizerunku Cypriana Kamila Norwida, jaki jawi nam się podczas lektury jego pism (listów, memoriałów, wierszy). Poeta, sam pozostający na emigracji w Paryżu, z wielką gorliwością śledził wypadki mające miejsce na ziemi ojczystej. Wiedział doskonale o narastaniu nastrojów niepodległościowych, o licznych manifestacjach patriotycznych odbywających się w Warszawie na początku lat sześćdziesiątych.
W tym czasie, w kraju znów zaczęto nosić czapki podbite barankiem tzw. konfederatki. Jesienią 1861 r. Cyprian K. Norwid sfotografował się w tym nakryciu głowy i zdjęcie posłał swej znajomej Łucji z Giedrojciów Rautenstrauchowej, do Lwowa. Ta, z kolei odpowiedziała w nader obcesowym tonie, wręcz brutalnym listem: „Bóg Ci dał pędzel, dłuto, pióro lecz z samej Twej budowy można widzieć, że Cię do karabeli, ani nawet do rogatywki nie przeznaczył i dlatego ta buńczuczna , na fotografii mina zdała mi się anomalią artystyczną: jakby mi kto przedstawił Danta zajadającego kiełbasę z czosnkiem lub Pigmaliona w palonych butach i strzelbą na plecach”.
Urażony artysta replikował wierszem „Na zapytanie: czemu w konfederatce? Odpowiedź”: …Amarantową włożyłem na skronie konfederatkę, bo jest to czapka, którą Piast w koronie miał za podkładki;…
Odpowiedź swą uzupełnił w ten sposób: „Zarzuca mi Dama, że nie jestem stworzony do czapki takiej, jakby to dziś ludzi do czapek szukało się!…. — owszem — myślę, ze z baranka czystego wieniec — to najjaśniejszy wieniec z wieńców!”
PO wybuchu powstania Cyprian K. Norwid niewiele czasu poświęca pracy literackiej. Interesuje go każda wiadomość dotycząca tragicznych zmagań, zbiera informacje, nawiązuje kontakt z prasą krajową. Już 15 lutego 1863 r. w liście do kierującego akcją dyplomatyczną na rzecz powstania, Władysława Czartoryskiego, poeta przedstawia pomysł powołania do życia czasopisma, które pełniąc rolę rzetelnego źródła informacji, równocześnie zjednywałoby opinię zagraniczną dla sprawy polskiej. Według Norwida żadna poważna akcja społeczno-polityczna nie mogła się udać bez zorganizowania prasowej kampanii propagandowej. Proponował (w listach do Augusta Cieszkowskiego i Józefa Ignacego Kraszewskiego) założenie tygodnika, w którym on sam prowadziłby sprawy zagraniczne, a Józef I. Kraszewski kierowałby działem krajowym.
Po sierpniowej rozmowie z przybyłym z Warszawy Romualdem Trauguttem (angażującym pracowników do powstańczego pisma „Niepodległość”), poeta przedstawia całość swych poglądów na kwestię prasową w „Memoriale o prasie”, wręczonym l IX.1863 r. Karolowi Ruprechtowi, paryskiemu pełnomocnikowi Rządu Narodowego. Twierdzenia rodaków, że gazety zagraniczne spełniają postulowaną rolę, gdyż są przychylne Polakom, Norwid gorzko komentuje: „Pressa zagraniczna dzisiejsza zawsze usposobiona dobrze będzie dopóty, dopóki krew się leje”.
ROK 1863 jest dla wybitnego artysty czasem niezmordowanej pracy społecznej. Pisze noty, zawierające propozycje zwołania międzynarodowego kongresu militarnego w celu przyznania powstańcom praw strony wojującej (a nie traktowania ich jako buntowników), a także dla rozpatrzenia metod walki stosowanych przez wojska carskie.
Doraźna aktywność nie przesłania poecie spraw ogólniejszych, a niezmiernie ważkich. Listy jego pełne są rozważań dotyczących sensu przelewu krwi, zjawiska, niestety, nierozłącznie związanego z polską historią. Norwid występuje z pozycji chrześcijańskich i narodowych. Chrześcijanin -powinien wiedzieć, że „przyszłość (…) zdobywają te trzy rzeczy: duch, cierpliwość l dopełnienie — ale wcale nie krwi..” i dodaje „…nie wierzę, ażeby krew zdobywała przyszłość (mianowicie od dziewiętnastu wieków). Ja wierzę, że pot czoła, ale nie krew!”.
Cyprian Kamil Norwid surowo ocenia rodaków, ale należy pamiętać, że czyni to głęboko wierzący katolik i gorący patriota: „Polacy rachują raczej na (…) poświęcenie krwi pokoleń co piętnaście lat.-”, co „..jest grzechem Polaków, grzechem społeczności nie wojującej nigdy myślą…”. A przecież czyn nie może oznaczać braku myśli, gdyż wtedy historia pełna jest wydarzeń przypadkowych, trafów, a w rezultacie nieszczęść. Gdy nerwy zastępują Ducha Świętego — dowodzi Norwid, wtedy nastaje czas kataklizmu, samobójstwa*! nicości.
„Tak ubroczonego we krwi wieńca poetycznego, jak to u nas bywa nie wziąłbym na czoło swoje. Mam inny patriotyzm” — deklaruje poeta.
Odważne to w owym czasie oświadczenie. Nie dziwimy się więc konstatacji tego autora, że wszyscy (jak on sam) mówiący bolesną prawdę Polakom lepiej są rozumiani przez obcych, niż przez swoich, bowiem „cała inteligencja polska nic a nic w narodzie nie znaczy, jeśli mu nie basuje. Inteligencja wsiadła „na koń”, zamiast, mocno stać na nogach”.
PRAWIDŁOWA ocena procesów historycznych to niezbędny element wizerunku przyszłości, wizji rozwoju form życia narodowego opartego na solidnych podstawach („..należy być odważnym w kierunkach ideału, a bardzo oględnym i roztropnym w zastosowaniu środków urzeczywistniających). Cyprian K Norwid w
pismach tworzonych podczas Powstania Styczniowego, wskazywał konieczność pozostawania w dobrych stosunkach z sąsiednimi narodami, („…jeżeli Polacy nie mają i nie chcą uprawiać zdolności podniesienia nieprzyjaciół Ojczyzny do godności znośnych sąsiadów, to wszystko na nic się nie zda” — oto program minimum). Poeta przypomina również. że powodzsnie staje się udziałem narodów potrafiących świadomie kształtować historię, a nie dających się bezwolnie wplątywać w dziejowe zawieruchy: „…u nas nieszczęście i rozdmuchane same pasje tylko, bez żadnej idealnej przeciwwagi, wyprzedzają sens stanu, — oświadcza Cyprian K. Norwid. — Historia zaś pisze rachunek swoją żelazną ręką i nie pyta się wcale o sentymenta, ale pyta o sumę rachunku…”.
Poezja (poemat „Fortepian Chopina”, wiersze: „Do wroga”. „Buntownik!, czyli stronnictwo wywrotu”, „Święty pokój” „Martuis de Boissy”) noty, listy memoriały odczytywane w 121 lat po ich napisaniu ukazują nam Cypriana Kamila Norwida — Polaka, który rozumiał dzieje ojczystego kraju.
Possibly Related Posts:
- Jak Prusak za sprawą księdza uczył polskie dzieci?
- Pozwólcie mi zrozumieć
- Skutecznie przestraszone
- Pozwolenie na śmierć
- Stop podwyżkom – chyba nie tylko dla obywateli Warszawy
W stanie łagodnego buntu
Piszę to w trybie informacyjnym i tyle.
Wiadomo, że posiadam pewne zawodowe umiejętności w zakresie mediów. Otóż tak je (ja czy też inni) wykorzystałem w ostatnich latach:
1. Napisałem artykuł do jednego z najważniejszych tytułów polskich Nowym Jorku – honorarium mimo monitów nie dostałem.
2. Nakręciłem jako narrator i autor narracji od cholery materiału filmowego dla jednej z realizatorek filmów dokumentalnych o “swoim” Michniku, o Marcu 68, o procesie komandosów marcowych i wielu innych takich sprawach. Autorka materiałów, kręconych dla jednej z zachodnich fundacji na rzecz rozwoju demokracji mówiła “Panie Piotrze, robi to pan za pieniądze“. Nagrywałem głos z off’u, modulowałem według życzenia, powtarzałem przez wiele dni itp itd. Autorka była zachwycona. Pieniędzy nie ujrzałem do tej pory, chociaż telefonicznie obiecała je następnego dnia.
3. Nagrałem w studio (wyemitowano to) trzy dwugodzinne autorskie audycje dla jednej z internetowych stacji radiowych, którego szefostwo była zachwycone odkryciem faceta o niezłym głosie, który potrafi nawijać dwie godziny z sensem. Kiedy po trzech audycjach zaproponowałem jednak, aby mi płacili, usłyszałem, że jasne, że tak, oczywiście. I szlus, cisza.
.
4. Uczestniczyłem w trzech godzinnych audycjach na żywo, jako współprowadzący w innym znanym radiu internetowym. Główny prowadzący był zachwycony i podkreślał na antenie mój profesjonalizm i merytorycznym blask. Kiedy mu wspomniałem, że może nie bardzo wypada, aby “profesjonalista” z rentą 602 PLN robił to za friko, on zaczął się zwijać, że szuka – rzecz jasna – sponsorów dla audycji i jak znajdzie, to pewnie itp, itd. I koniec pieśni.
No to, do pioruna, ja mam naprawdę dosyć takiego funkcjonowania.
Żebym robił te rzeczy źle – to wszystko byłoby jasne, ale jeśli to jest przyjmowane z wielkim uznaniem i publikowane – to o co w końcu chodzi. To może mi jednak trzeba zapłacić.
Ale przynajmniej wiem, że te rzeczy potrafię robić, bo się sprawdziłem. Za friko, ale jednak.
Tak sobie jednak myślę, że może nie wypada wykorzystywać jako wolontariusza człowieka chorego na SM z rentą 602 zł miesięcznie, jeśli tak się akurat składa, że ten człowiek potrafi małe conieco i to udowodnił, mając na koncie ok. 250 publikacji prasowych. Ale może się mylę.
W każdym razie “wolontariusz” pojechał do Pałacu Prezydenckiego po order za szerzenie wolnego słowa i wolnej myśli podczas komunistycznej opresji i wracał po uroczystości na gapę, bowiem ostatnią złotówkę wydał na bilet w jedną stronę.
Sytuacja wygląda więc tak:
1. Przez dwa tygodnie w miesiącu jestem dokarmiany przez najbliższych przyjaciól.
2. Recepty na leki za 300-700 PLN (w zależności od miesiąca) oraz niektóre wizyty u lekarza funduje mi kolega, profesor jednej z warszawskich uczelni (z którym zresztą pozostaję w permanentnym fundamentalnym sporze ideowo-politycznym, ale to jest temat na osobne, emocjonujące opowiadanie), który – po prostu – uważa, że jeść i leczyć się trzeba i to jest poza wszelką dyskusją.
3. Koszty uregulowania mojej sytuacji prawno-własnościowej po śmierci żony także wezmą na swe barki przyjaciele i znajomi, aby umożliwić mi jakąkolwiek swobodę ruchu i dysponowanie mieniem.
Jestem głęboko przekonany, że wszystkie te potrzeby mógłbym zrealizować sam, ale jest jak jest. Mam tylko cichą nadzieję, że nie zmarnowałem swojego życia, skoro mam takich przyjaciół i znajomych gotowych do spontanicznej i serdecznej pomocy. Tylko dlaczego ja mam im siedzieć na głowie???
Ale wolę wędkę, naprawdę.
Possibly Related Posts:
- Pozwólcie mi zrozumieć
- Nie smakuje mi to…
- Stop podwyżkom – chyba nie tylko dla obywateli Warszawy
- Solidarni 2010 – reż. Ewa Stankiewicz, Jan Pospieszalski
- Warszawa-Smoleńsk-Katyń – 10 kwietnia 2010 r.
Pozwólcie mi zrozumieć
Wielokrotnie tak się zdarzało w okolicznościach towarzyskich, że czułem się jakbym puścił dokuczliwego w zapachu bąka. W środowisku teatralno-artystycznym byłem lubiany i uznawany, gdyz aktywnie rozśmieszałem kompanię i w ogóle byłem facetem, który niesłychanie potrafił się znaleźć ku aplauzowi, przyzwyczajonego do efekciarstwa audytorium (witze, zwischenrufy, zaskakujące reakcje, wpadanie w czyjś słowotok błyskotliwym słownym szpasem). Co za facet, ale ma poczucie humoru, ale inteligentny – tak mówili jej i z uznaniem kiwali głowami, klepali się po udach itp.
W takim to towarzystwie wypadało mi słuchać salonowo poprawnych kwestii na temat pazerności Kościoła, zakłamania “świętoszków”, faszyzującej działalności tego paskudnego Rydzyka i tych wszystkich “tepych bałwanów”, którzy chcą uchodzić za zwolenników życia, przeciwników cywilizacji śmierci i innych wymysłów gościa z Watykanu, fajnego w ogóle, ale jednak czasami przesadzającego (pewnie z musu, z konieczności, wszak jest przecież niestety - oprócz tego, że prawie swój chłop – a jednak jest rónocześnie głową Kościoła) Jana Pawła II.
Taki Kaczor, Rydzyk i cała ta nawiedzona ferajna bez poczucia humoru zbyt poważnie – to jasne – brała wypowiedzi Papieża, który był dla wybrańców losu wymarzonym salonowcem w gustownym białym stroju, czasami zaliczającym wpadki ideologiczne.
Przecież każdy inteligentny i wyrobiony światowo człowiek wie, że tak naprawde zygotę można wychrzanić bez pardonu do kosza na smieci, pokazując fige natchnionym frajerom, twierdzącym, że już w tej galaretowatej substancji są zawiązki wszystkich cech dorosłego człowieka (kolor oczu, włosów, kształty itp) i jeśli się ową substancję zostawi w spokoju, to pojawi się nowy człowiek – nasza siostra, nasz brat, nasz bliźni.
Przecież każdy inteligentny i światły człowiek wie, że ucisk i ograniczanie praw dotyczy nie w ogóle jednostki, ale homoseksualisty, lesbijki, transeksualisty itd.
Tylko faszyzujący poplecznicy Rydzyka, hiszpańskiej Falangi i innych takich zbrodniczych formacji mogą sądzić inaczej.
Pewna piękna dama, aktorka i poetka, kiedy zacząłem mówić o pożytecznej społecznie roli Radia Maryja wybuchnęła dwukrotnym rykiem “Zamknj mordę”, nie dając mi dokończyc myśli. Nie miałem przy niej prawa do swobodnej wypowiedzi, bowiem moja wypowiedź była skrajnie niepoprawna. Chciałem mianowicie o roli ks. Rydzyka mówić powaznie – bez bluzgów i plwania.
Kiedy spokojnie w opisanych gremiach wysłuchiwałem opinii, wzbudzających mój sprzeciw było wszystko w porządku i byłem nader “cool”, sympatyczny i w ogóle na wysokim poziomie. Ale kiedy uświadamiałem moich rozmówców przeciwko czemu mianowicie jestem, to bajka się kończyła jakbym dokonał publicznej defekacji.
Rozumiałem jednak ten tok rozumowania, tak zresztą powszechny wśród warstwy inteligenckiej, głosowałem wręcz odmiennie, ale zaciskałem zęby i szanowałem Jej wybór. W końcu zmarnowałem w sensie zawodowym najlepszą dekadę swojego życia (30-40), aby jakoś tam się przyczynić do zmiany ustroju na demokratyczny,, promujący wolność wyboru wolnego obywatela.
Natomiast zupełnie nie mogę sobie poradzić z bardzo bliskimi mi ludźmi, których darzę szczerą sympatią i sprawdzonym w trudnych sytuacjach zaufaniem, uczciwych, o czystych intencjach i sile charakteru oraz ducha, którzy łamią ciąg logiczny wyboru w sposób według mnie drastyczny.
Zgadzamy się przeciez co do joty w kwestii fundamentalnych zasad, wyrażonych w Katechizmie Kościoła Katolickiego, szanujemy biskupów i wysłuchujemy (jak mi sie zdaje), apelujących o wybór na swoich reprezentantów ludzi wyznających fundamentalne wartości dotyczące płci, rodziny, a przede wszystkim najpierwszej wartości, jaką stanowi życie ludzkie od poczęcia do śmierci. Mamy tak samo dobre rozeznanie, kto z tzw klasy politycznej jest w stanie zagłosowac za ustawowymi rozwiązaniami, które uderzą w te wyznawane przez nas zasady, które w imię poprawności politycznej zakneblują nas, ocenzurują w taki sposób, że każdy, kto zająknie się na temat poszanowania życia od poczęcia będzie zasługiwał jedynie na miano “tępego bałwana”. Przecież znamy ów żargon salonowy pełen blichtru i humanitarnego fałszu, pochylający się nad uciśnionymi klasami społecznymi, zwanymi teraz mniejszościami różnego typy. natomiast ci sami zakuci rycerze postępu ignoruja całkowicie wolność jednostki i wolność słowa – wartości dla konserwatyzmu podstawowe. Wolność jednostki bez okresleń dodatkowych, jak demokracja bez przymiotników (np. demokracja socjalistyczna). Znamy nawet stronę www.sprawdzposla.pl i wiemy przy której to partii się czerwieni, a przy której zieleni, a więc wiemy, która formacja może nam załatwić odmownie, ale za to bardzo poprawnie nasze wspólne wartości.
No, dobrze – wszystko to wiemy, bo jestesmy wrażliwi i znamy nasze duchowe fundamenty. I co? I znowu głosujemy całkowicie odmiennie. Ci bliscy na PO, rzecz jasna.
Właśnie tego nie rozumiem, to dla mnie koszmarnie gorzka tajemnica, której nikt do tej pory nie potrafił mi tak szczerze, po ludzku wytłumaczyć, podając choćby motywy swojego postępowania. A może jednak wypada mi to powiedziec, może mam prawo tego oczekiwać. Po prostu, abym zrozumiał tok takiego rozumowania. Proszę.
Possibly Related Posts:
- Cyprian Kamil Norwid – Konfederatka i historiozofia
- W stanie łagodnego buntu
- Nie smakuje mi to…
- Pozwolenie na śmierć
- Stop podwyżkom – chyba nie tylko dla obywateli Warszawy
Nie smakuje mi to…
Sąd Najwyższy nie uwzględnił odwołań prokuratorów Barskiego i Święczkowskiego od postanowienia Marszałka Sejmu o wygaśnięciu ich mandatów poselskich. Orzeczeni SN trzyma się kupy, bowiem rzeczywiście ustawa o prokuraturze rozróżnia wprawdzie prokuratorów czynnych od tych, pozostających w stanie spoczynku, ale Konstytucja nie zawiera takiego rozróżnienia, a jak wiadomo ustawa nie może poszerzać zakresu regulacji Ustawy Zasadniczej.
Natomiast ważny dla mnie jest dziwaczny stan prawny jaki obowiązuje w tym zakresie. Otóż prokurator w stanie spoczynku – co zresztą SN potwierdził w inkryminowanym orzeczeniu – ma ograniczone prawa obywatelskie. I w tym jest szkopuł. Bowiem nawet fakt, że pozostawanie w stanie spoczynku (co wiąże się z korzystną i dożywotnie trwałą sytuacją finansową) jest stanem wybranym dobrowolnie i w każdym momencie można zrezygnować z tego stanu, to jednak układ typu – masz stabilniej i pewniej, ale nie masz pełni praw obywatelskich wydaje mi się nader podejrzany i właściwie demoralizujący. W państwie prawa, chroniącym prawa jednostki i obywatela nie powinna zachodzić sytuacja, w której w glorii prawa dość drastycznie ogranicza się prawa obywatelskie.
Aby unaocznić funkcjonowanie paradoksu warto przypomnieć, że różnego rodzaju ograniczenia praw indywidualnych następuje w wyniku wyroków sądowych w sprawach kryminalnych. Tymczasem nawet prokurator czy sędzia o nieposzlakowanej opinii, ale pozostający w stanie spoczynku jest dotknięty tą samą dolegliwością co skazany przez sąd przestępca.
To mi nie smakuje
Possibly Related Posts:
- W stanie łagodnego buntu
- Pozwólcie mi zrozumieć
- Stop podwyżkom – chyba nie tylko dla obywateli Warszawy
- Solidarni 2010 – reż. Ewa Stankiewicz, Jan Pospieszalski
- Warszawa-Smoleńsk-Katyń – 10 kwietnia 2010 r.
Skutecznie przestraszone
Dedykuję kochającym i kochanym Matkom
Moja Mama, fantastyczna kobieta o niezwykłym poczuciu humoru miała smutny udział w opisanym niżej procederze.
Nagromadzenie strachu w dzieciństwie stanowić moze koszmarnie bolesny garb w tak zwanym dojrzałym zyciu.
Dzieci straszy się wszystkim od przysłowiowego pana policjanta (“bo cię ten pan zabierze”) do stracha czy ducha, który może na ciebie czekać za drzwiami, za każdym progiem jeśli bedziesz niegrzeczny lub jesli w ogóle zrobisz coś nie tak.
Na dodatek powiedzmy sobie, że cały ten proces upupiania duchowego najczęściej jest inicjowany i przeprowadzany z wielkiej miłości do dziecka i w najgłębszym przekonaniu, że w ten sposób chroni sie swgo ukochanego synka czy córeczkę przed autentycznymi niebezpieczeństwami i przed krzywdą.
Noże, nożyczki żyletki, szpikulce, igły, szpilki i inne ostre przedmioty powszechnie spotykane i używane w gospodarstwie domowym jawią się totalnym zagrożeniem dla małych istot, a więc rodzice, wiedząc, że nie da się usunąć tych przedmiotów w miejsca niedostępne rozpoczynają cykl edukacyjny pod hasłem “uważaj, bo wybijesz sobie oko, obetniesz palec itp, itd.
Zresztą owa akcja straszenia potencjalnie realnym zagrozeniem dotyczy wszelkich przedmiotów i zjawisk, które wydadzą się matce czy ojcu skrajnie niebezpieczne dla ich pociech. Straszyć zapobiegawczo można starcem lub staruchą, dziwnym facetem, niesympatyczną kobietą, kaleką o wyglądzie na pierwszy rzut oka przerażającym, ludźmi o dziwnej mowie bądź wymowie czy akcencie, psami i kotami, i wszystkim, co mozna sobie wymyślić z troski o własne dziecko.
Moja Mama, fantastyczna kobieta o niezwykłym poczuciu humoru miała smutny udział w opisanym procederze. Byłem jej trzecim i jedynym żyjącym, i bardzo kochanym dzieckiem. Prawdopodobnie trzęsła się nade mną, drętwiejąc ze zgrozy na myśl,że mogłoby się mi cokolwiek złego przydarzyć. W związku z tym - w swoim mniemaniu – ostrzegała mnie przed czynnościami, mogącymi mi zaszkodzić. Ponieważ miała wybujałą wyobraźnię, bardzo sugestywny sposób mówienia, znakomicie postawiony, modulowany głos i czystą dykcję, wyobrażam sobie w jak ognisty sposób przemawiała do mnie rysując koszmar czyhających na mnie niebezpieczeństw, grożących w najlepszym razie trwałym kalectwem.
Efekt był mniej więcej taki, że i tak pokaleczyłem się czym tylko można, przewróciłem się wystarczająco bolesną ilość razy, poparzyłem się kipiącym mlekiem, rozbiłem kość ogonową itede, itepe czyli zdarzyło się wszystko, co przytrafia się chłopakom w dzieciństwie i wczesnej młodości.
Natomiast jeszcze jako 17-18 latek nie myłem noży, zmywając naczynia i sztućce, odkładałem ostre przedmioty zupełnie automatycznie, odruchowo, zostawiając je brudne. Chodziłem wieczorem po mieszkaniu, zaglądając maniakalnie za każde drzwi i w każdy ukryty przed wzrokiem kąt, czy nikogo obcego tam nie ma, nieskończoną ilość razy wstawałem z łóżka, aby sprawdzić czy kurki w kuchence gazowej są na właściwiej pozycji, bo przecież możemy już nigdy się nie obudzić, czy nikt nie czai się za drzwiami frontowymi. Mając 2 latka nie ptrafiłem zasnąc w łóżku, zasypiałem więc stojąc i trzymając głowę na kolanach Mamy, która dopiero kiedy w takiej pozycji zasnąłem kładła mnie do łóżka.
Po obejrzeniu w wieku 10 lat “Krzyżaków” czy jakiegokolwiek innego filmu dla dzieci nie mogłem spać po nocach, obawiając się, że po zamknięciu oczu zwala się na mnie wszystkie możliwe niebezpieczeństwa jakie stworzyła moja i cudza wyobraźnia. Oczywiście, nie było mowy o czytaniu mi baśni – i to nie tylko braci Grimm, ale i Andersena (przebicie sobie serduszka przez słowika kolcem róży w jakimś szlachetnym, baśniowym celu wywołało we mnie fatalny wstrząs, ale nie podzieliłem się tym odczuciem z Mamą , bowiem myślałem, że tak właśnie szlachetnie ma być, a mnie ta scena i w ogóle ten pomysł na dobroć, wydawały sie horrorem i gwałtem na mojej wrażliwości w biały dzień. Jakim cudem przeżyłem ten koszmar dzieciństwa nie mam pojęcia.
Takie permanentne napięcie i przejmowanie się dosłownie wszystkim (bo przecież trzeba cholernie uważać) przekształciło się (chciałoby się powiedzieć “zaowocowało” – niezłe słowo w tym przypadku) w idiotyczne natręctwa wywołane lękiem, że jeśli się czegoś nie zrobi, to będzie niedobrze. Oj niedobrze..
Jakie to natręctwa? Ano na przykład przekonanie, że na ulice na pasach należy wejść prawą noga, że nie można stawać na spojeniach płyt trotuaru, bo ma to negatywny wpływ na organizm (owo spojenie jakby przekrawało mnie od środka i dezintegrowało), że należy we właściwy sposób usiąść (jaki, a to już zależy w jakich okolicznościach), że najlepiej, nalewając wodę liczyć (np. do trzech, albo do dziewięciu. bo to trzy trójki oraz jeszcze raz do trzech, bo to główna trójka po trzech trójkach mniej ważnych – jeden z filmów Koterskiego – nie pomnę tytułu, ale oglądałem go z wypiekami – dokładnie i znakomicie ilustruje udrękę takich natręctw, z tym, ze dotyczy dorosłego alkoholika, a nie dziecka i wczesnego nastolatka, jak było w moim przypadku).
Zresztą jeślibym znał znieczulające działanie alkoholu i miał do niego dostęp (w moim domu rodzinnym bardzo rzadko bywal jakikolwiek alkohol, a jeśli, to w śladowych ilościach), to pewnie bym notorycznie zalewal od 2-gp roku życia swoją udrękę koszmarów, natręctw i cotygodniowych niezwykle bolesnych migren i nie dożyłbym wieku pokwitania, A to byłby gruby błąd.
Albowiem w wieku wzrostu i naporu wiekszość najbolesniejszych udręk (natręctwa, migreny, koszmary nocne) odeszła wraz z dzieciństwem i jednak lżej było żyć. Chociaz dzieciństwo pozostawiło mi w spadku wystarczający ciężar, z którym musiałem i nadal muszę sobie radzić z mniejszym lub większym powodzeniem. Ciężar niepokojów i lęków.
No trudno – w końcu trzeba sobie z czymś dawać radę. Widać taki plan wobec mnie miał Wszechmocny.
Possibly Related Posts:
- Jak Prusak za sprawą księdza uczył polskie dzieci?
- Cyprian Kamil Norwid – Konfederatka i historiozofia
- Pozwolenie na śmierć
- Powstanie Listopadowe – tragicznie nielegalne
- Zmarszczki
Pozwolenie na śmierć
“Pozwolenie na śmierć i życie” – tak zatytułowałem recenzję sprzed 20 lat, opublikowaną w znanym i znaczącym, a dziś już nieistniejącym miesięczniku “Powściągliwość i Praca”, wydawanym przez Michalineum. Nie przypuszczałem, że aż tak aktualny wyda mi się ten tekst po tylu latach. Zapraszam.
Peter Singer, Deane Wells
DZIECI Z PROBÓWKI. ETYKA I PRAKTYKA SZTUCZNEJ PROKREACJI
/tł. z ang. Zygmunt Nierada/
Wiedza Powszechna 1988, 262 s.
Punktem wyjściowym tej historii jest dzień 25 lipca 1978 r., kiedy to w angielskim szpitalu Kernshaw Cottage w Oldham przyszła na świat Louise Brown, poczęta in vitro, czyli – według popularnego określenia – w probówce. W taki oto spesób przybrały żywy kształt zagadnienia moralne, związane z laboratoryjną praktyką sztucznej prokreacji.
Zostały one w sposób specyficzny omówione w książce, której tytuł oryginalny brzmi bardziej sensacyjnie niż polski, a mianowicie: The reproduction revolution. New ways of making babies (Rewolucja rozrodcza. Nowe sposoby robienia dzieci). Pozycja ta stała się, co było do przewidzenia, jednym z tegorocznych (data w stopce wydawniczej jest myląca) bestsellerów.
Jeśli ktoś uważa, iż zapłodnienie in vitro jest całkowicie zgodne z naturą, nie przeczy medycznej zasadzie primum non nocere, nie zagraża instytucji małżeństwa, że niepłodność jest chorobą, którą za wszelką cenę trzeba leczyć, że embrion ludzki może być przedmiotem szkodliwych dlań badań laboratoryjnych oraz że ulepszanie natury człowieka należy powierzyć badaczom, znawcom inżynierii genetycznej – przeczyta książkę australijskich autorów jednym tchem, z zachwytem konstatując, iż nauka czyni cuda i dzięki niej świat już niedługo będzie wspaniały. Czytelnik, który nie podda się bez reszty atrakcyjnie napisanemu tekstowi zastanowi się nad obliczem mentalnym i moralnym oraz sposobem rozumowania filozofa Petera Singera i deputowanego do parlamentu Deane^a Wellsa.
Przyjmując kanon racjonalistycznego wywodu autorzy pracy objaśniają korzyści płynące z postępu biotechnologicznego, z naukowych zdobyczy w tej dziedzinie – jak to zostało ujęte -”techniki rozrodu ludzkiego”. Przy czym fakt, że po zapłodnieniu in vitro i umieszczeniu embrionu w macicy podczas kolejnych prób i doświadczeń ciąża nieraz musiała zostać przerwana bądź nie utrzymała się, zaliczony został w poczet strat poniesionych w trakcie niewinnego eksperymentowania na ludziach, I wszystko jest w całkowitym porządku bowiem – jak czytamy -”nie istnieje żadne zobowiązanie moralne do utrzymania embrionu przy życiu”.
Większego niepokoju nie powinny też wzbudzać takie udogodnienia, jak macierzyństwo zastępcze, ektogeneza /”hodowanie” płodu poza organizmem kobiety/, traktowanie sztucznie spreparowanych embrionów jako źródła tkanek i organów przeszczepianych ludziom dorosłym. Zachwycić się też wypada perspektywami stwarzanymi przez inżynierię genetyczną, dzięki której rodzice decydowaliby o konstytucji genetycznej potomstwa. Trzeba tylko aby jakaś komisja społeczno-naukowa mocą swych decyzji wydawała zezwolenia na te zabiegi, ewentualnie przychylając się do próśb o zwiększenie współczynnika inteligencji, mającej przyjść na świat pociechy lub o odpowiedni przydział cech jej charakteru.
W ogóle Singer i Wells mają wielkie zaufanie do mechanizmów regulujących życie społeczne i jednostkowe w tzw, krajach cywilizowanych, wyrażając m.in. przekonanie, iż prawa rynku, swoboda zawierania umów, sprawność organizacyjna i instytucje demokratyczne wyeliminują wszelkie negatywne zjawiska, związane ze sztuczną prokreacją. Wystarczy przecież założyć krajowe biuro macierzyństwa zastępczego, a będzie ono czuwać nad kryteriami zawierania kontraktów o urodzenie dziecka. Przy czym, jeśli liczba kandydatek na matki zastępcze przewyższałaby popyt, biuro mogłoby złagodzić zasady, dopuszczając do zawierania umów – oprócz niewiast niepłodnych – również kobiety obawiające się, iż ciąża przeszkodzi im w karierze zawodowej, spowoduje utratę urody lub wywoła niedogodności fizyczne, wynikające z tego stanu. Funkcjonowanie owych biur, komisji i komitetów powinno zostać wsparte przez honorowe lub zawodowe dawstwo gamet, wzorowane na honorowym lub odpłatnym krwiodawstwie, “Ani użycie nasienia dawcy, ani użycie jaja dawczyni nie stwarza poważniejszych problemów etycznych, gdyż pod tym względem są to zabiegjfe podobne” – konstatują zmyślnie autorzy.
Radosna i dziarska pewność siebie wyłania się z kart tej pracy. “Nie budzi zastrzeżeń moralnych” – oto najczęściej spotykane sformułowanie, wzmacniane stwierdzeniami dotyczącymi przeciwstawnych opinii bądź wątpliwości – oczywiście – “obalonych ostatecznie” w toku wykładu. Swoisty wysoce “cywilizowany” i racjonalistyczny infantylizm każe autorom zupełnie poważnie dowodzić nieopłacalności niegodnego wykorzystywania postępu biotechnologicznego w systemach totalitarnych. Dodajmy do tego panoptikum mentalnych i rozumowych niesamowitości, np, przytoczoną w pracy opinię jednej z amerykańskich emancypantefc, popierającą badania nad ektogenezą, które w efekcie powinny przynieść “wyzwolenie kobiety spod tyranii jej biologii rozrodczej”. Tak więc wiedza, rozsądek i wolność jednostki przemawiają za sztucznymi metodami mnożenia naszych bliźnich.
Trudno orzec jakie to cechy mentalne czy emocjonalne decydują o traktowaniu powstawania ludzkiego życia w kategoriach technik laboratoryjnych? Opinie zaprezentowane w tej książce są społecznym i informacyjnym faktem, a badania i eksperymenty medyczne stanowią jaskrawą rzeczywistość, Pytanie o rozróżnienie między wolnością a dowolnością kształtowania człowieczej kondycji wymaga rychłej odpowiedzi.
Possibly Related Posts:
- Jak Prusak za sprawą księdza uczył polskie dzieci?
- Cyprian Kamil Norwid – Konfederatka i historiozofia
- Pozwólcie mi zrozumieć
- Skutecznie przestraszone
- Stop podwyżkom – chyba nie tylko dla obywateli Warszawy
Stop podwyżkom – chyba nie tylko dla obywateli Warszawy
Sadzę, że dotyczy to w jakimś sensie wszystkich społeczności lokalnych, chociaż “Stop podwyżkom” jest akcją na rzecz referendum warszawskiego. Na ulicach i w biurach poselskich PiS możemy podpisać się pod wnioskiem o zorganizowanie referendum i pod protestem przeciwko planowanym podwyżkom.
REFERENDUM WARSZAWSKIE
STOP PODWYŻKOM
Platforma Obywatelska i Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz fundują Warszawiakom olbrzymie podwyżki opłat:
1. Bilety komunikacji miejskiej zdrożeją o 70%
2. Woda i ścieki o 30%
3. Ogrzewanie i ciepła woda o kilkadziesiąt procent – jeżeli SPEC zostanie sprzedany
4. Opłata za Twoje dziecko w żłobku z 200 zł do 1170 zł – prawie 600%
Możesz się temu sprzeciwić
Złóż podpis, poprzyj referendum przeciwko drożyźnie \ warszawskiej!
www.referendumwarszawskie.pl
I jeszcze kwestia prywatyzacji Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej (SPEC), planowanej przez władze Warszawy, która może spowodować znaczące zwiększenie wydatków z kieszeni użytkowników.
“Uwaga! – czytamy m.in. w materiale informacyjnym – Prywatyzacja SPEC oznacza dla Ciebieznacząco wyższe rachunki za energię cieplną i ciepłą wodę. Jest to oczywiste, gdyż SPEC jest naturalnym monopolistą i nie ma w Warszawie konkurencji. Celem prywatnego właściciela będzie maksymalny zysk”.
Pewnie każdy mieszkaniec polskiego miasta ma taki “spec” na swoim terenie. W ulotkach informacyjnych szczegółowo wymieniono “za i przeciw” prywatyzacji tego typu monopolistycznych przedsiębiorstw, powołując się na doświadczenia z niektórych miast.
Przyjaciół z Blogmedia 24 i z Niepoprawnych.pl proszę o potrzymanie tego postu na widocznym miejscu, o ile nie kłóci się to z dobrymi obyczajami. Dziękuję.
Wkrótce pod postem na stronie macierzystej “Piotr Wójcicki – Długa Rozmowa” zamieszczę pełny tekst ulotek informacyjnych.
A oto pliki do ściągnięcia:
Stop podwyżkom 1 -5.31 kB Informacja o planowanych podwyżkach cen w Warszawie.
Stop podwyżkom 2 -132.12 kB ulotka protestująca p-ko podwyżkom w warszawie
Prywatyzacja SPEC-u 1 -116.72 kB
Prywatyzacja SPEC-u 2 -11.49 kB
Possibly Related Posts:
- Cyprian Kamil Norwid – Konfederatka i historiozofia
- W stanie łagodnego buntu
- Pozwólcie mi zrozumieć
- Nie smakuje mi to…
- Pozwolenie na śmierć
Powstanie Listopadowe – tragicznie nielegalne
Wyjątkowo boleśnie nielegalne było Powstanie Listopadowe. Zmiotło z powierzchni ziemi Królestwo Polskie niezwykle interesujący twór państwowo-ustrojowy – prawdziwą i demokratyczną monarchię konstytucyjną, powstałą wskutek porozumień międzynarodowych na Kongresie Wiedeńskim. Kajetan Koźmian, chyba najważniejszy nasz polityk i ideolog konserwatywny z XIX wieku nie posiadał się z wściekłości na tę rewoltę, która zniszczyła – według jego słów – „nową Polskę”.
„Nową Polskę” dodajmy, która posiadała polski organ ustawodawczy, polską administrację, polskie szkolnictwo (z nowatorskim na owe czasy systemem emerytalnym dla nauczycieli), polskie sądownictwo, polskie instytucje gospodarcze i własną 100-tysięczną świetnie wyszkoloną armię z zakochanym w niej wodzem. To po tych wypadkach Polacy zbiorowo zostali uznani za chorego człowieka Europy.
Już tragiczny zgrzyt na samym początku powstania, a więc odmowa generałów wiernych przysiędze Królowi, dotycząca udziału w rebelii i zamordowanie ich zapowiadało drastyczny wewnętrzny podział kraju w obliczu gwałtownych, zbrojnych wydarzeń politycznych. Tylko ok. 30 procent armii Królestwa stanęło (i to z oporami) po stronie powstańców. Przysięga ówczesna była nader klarowna – obowiązywała w odniesieniu do Króla, który równocześnie był Cesarzem Rosji. Swoje królewskie obowiązki car wyraźnie rozgraniczał, tak więc czytelne było kiedy jego postanowienia dotyczyły odrębnego tworu państwowego, jakim była Polska.
Dowódcy wojska, generałowie (np. Prądzyński), tak krytykowani przez propagandę powstańczą jako kunktatorzy (i nawiasem mówiąc przez podręczniki historyczne w czasach PRL-u), nie widzieli powodu, dla którego mieliby łamać przysięgę i rujnować struktury militarne kraju, aby w rezultacie zrujnować cały kraj. Zdewastowano bowiem bardzo sprawnie funkcjonujący mechanizm państwowy i rozwijające się w sposób nowoczesny społeczeństwo. Przy czym wszystkie atrybuty niepodległości w ramach przyjętej wówczas formy ustrojowej dość powszechnie, czyli unii personalnej były zachowane. Tak więc dowódcy, którzy zdecydowali się jednak przystąpić do Powstania działali w permanentnym stanie ostrego konfliktu sumienia.
Skutki klęski Powstania Listopadowego były szokująco miażdżące. Zatrzymał się na ponad pół wieku naturalny rozwój państwa i społeczeństwa polskiego. Koźmian nie mógł darować sobie i swoim sojusznikom ideowym, że nie potrafili się skutecznie przeciwstawić oparom mickiewiczowskiej zaćmy, jaka spadła na umysły młodzieży, z pokolenia urodzonego ok. 1800 roku. Niezwykłe jest obrzydzenie z jakim traktował ten autor pamiętników „litewskie trujące wyziewy”, które spowodowały kompletne zaczadzenie całej generacji i – co za tym poszło – udział w rewolcie o nieobliczalnie niszczycielskich skutkach dla Ojczyzny.
Ot, taki koźmianowski punkt widzenia. Bardzo ważny moim skromnym zdaniem.
Plik do ściągnięcia – szokujące i fascynujące porównanie Powstania Kościuszkowskiego i Powstania Listopadowego oraz emigracji po obu powstaniach, dokonane przez Kajetana Koźmiana. Porażająca lektura!!!!!!!
Kajetan Koźmian porównuje Powstanie Kościuszkowskie i Listopadowe -121.15 kB Fascynujące i porażające porównanie Powstania Kościuszkowskiego i Powstania Listopadowego oraz emigracji polskiej po obu tych powstaniach, napisane przez Kajetana Koźmiana.
Possibly Related Posts:
- Jak Prusak za sprawą księdza uczył polskie dzieci?
- Cyprian Kamil Norwid – Konfederatka i historiozofia
- Pozwólcie mi zrozumieć
- Skutecznie przestraszone
- Pozwolenie na śmierć
Zbigniew Pindor – WIESŁAWA JANASZA ROZMOWY Z BACONEM
Witam na łamach strony nowego Autora, historyka sztuki, Zbigniewa Pindora. Oto tekst o sztuce rzeźbiarza Wiesława Janasza:
Rzeźby Wiesława Janasza z cyklu „Rozmowy z Baconem” to misterium poszukiwania wartości estetycznych w świecie pozbawionym wartości. Artysta w rozmowie przyznał, że „…żyje aby zobaczyć piękno”.
Jego twórczość rzeźbiarska skupia się wokół problemów egzystencjalnych, jest poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie o bezradność człowieka wobec wyzwań losu, niepokojów moralnych i ograniczeń jego fizyczności. Janasz zawsze rzeźbi człowieka. Analizuje ludzkie ciało w skomplikowanym układzie kompozycyjnym, by dotrzeć do sedna jego fizyczności i duchowej złożoności jednocześnie. Jego rzeźby wkraczają w obszary graniczne pomiędzy światem sztuki a światem rzeczywistym. Dla artysty ważne jest zaznaczenie realności, przedmiotowości w każdym dziele z bardzo wyraźną skłonnością do zmysłowego opracowania materii rzeźbiarskiej, także za pomocą koloru, bo często są to wytrawiane brązy lub barwna ceramika. Postaci z jego rzeźb są agresywne, niepokojące, nienaturalnie zdeformowane, zaludniają odrealnioną przestrzeń, w której panuje nastrój dramatyzmu i teatralnej ekspresji. Kombinacja jednolitych stylistycznie elementów pozwala widzowi zrekonstruować swą wiedzę o przedmiocie i samym temacie rzeźby. Rzeźbiarz ułatwia widzowi to zadanie subtelnie operując kolorem i fakturą ceramiki, która przy całej swej surowości ma w sobie nutę lekkości i zmysłowości.
W przypadku Wiesława Janasza kształt, przedmiot i otaczająca go przestrzeń stanowią jedność wyrażoną w uproszczonym czytelnym znaku. Dążenie do syntezy formy nie powoduje w tych pracach
rezygnacji z linearnej dekoracyjności, wydobywania z płynnej formy zarysu ludzkiej postaci, która w przypadku kompozycji Janasza zdaje się być oplątana siecią myśli i uczuć, przeświadczenia, ze dramat jest jedynym absolutem ludzkiej egzystencji, a artyści są szczególnie głęboko świadomi kruchości i nicości życia. Wrażliwość Janasza na ludzkie cierpienie została wyrażona w formie bezkompromisowej, bardzo charakterystycznej i łatwo kojarzonej z autorem. Jak sam przyznaje jego rzeźby to próba odpowiedzi na pytanie o granice ludzkiej wytrzymałości na cierpienie z jednej strony, z drugiej poszukiwanie metod jednoznacznego przekazu, eksploracja rzeczywistości by w możliwie jak największym stopniu oddać jej intensywność (stąd np. destrukcyjne deformacje postaci i przedmiotów w jego dziełach) przy jednoczesnym nie popadaniu w ilustracyjność.
Janasz przyznaje, że rzeźbi głównie ludzi nie dlatego, że interesuje go, jacy naprawdę są. Bardziej interesuje go, jacy okazują się być w danej sytuacji, jak znajdują się w danym otoczeniu, środowisku. Twórcze eksperymenty z rzeźbiarską materią doprowadziły artystę do stworzenia własnej unikatowej techniki, którą sam nazywa ”rzeźbą à la prima”. Zmysłowe podejście do rzeźbiarskiego warsztatu, daje nieoczekiwane efekty w postaci dzieł o wyrafinowanej strukturze i dekoracyjnych układach kompozycyjnych. Dynamika poszczególnych kompozycji wynika z wewnętrznego napięcia emocjonalnego twórcy. Ta artystyczna praktyka pozwala wydobyć wszystkie niuanse z glinianej formy, poddawanej późnej termicznej obróbce, akcentując wartość indywidualnej ekspresji – niezależnie od jej późniejszej materializacji. Technika, którą stosuje Janasz wyzwala nowe emocje, wywiązuje enigmatyczną więź, której wizualizacja pojawia się potem gotowej rzeźbie. Takie postępowanie zbliża bardzo twórczość artysty do nurtu neokspresjonistycznego nowoczesnej rzeźby.
W rzeźbach artysty jest zamierzone napięcie, niespokojny konglomerat płynnych form, oczekiwanie na dopełnienie stanu emocjonalnego wyrazistą formą. Niekiedy jednak największe uproszczenie, niemal abstrakcyjność pracy, pojemność i ponadczasowość tworzonego rzeźbiarskiego znaku staje się wartością autonomiczną skupioną na mówieniu o rzeczach dla artysty najważniejszych. Rzeźby Janasza manifestują kult ciała,
odwołując się do zdobyczy sztuki współczesnej. Jednocześnie spełniają kryteria ocen estetycznych, które choć uformowały się kilkadziesiąt lat temu – potwierdzają swoją ważność także dziś. Czytelne są w niej reminiscencje sztuki dawnej, często we współczesnej transkrypcji, zabarwione osobistymi doświadczeniami i fascynacjami. Twórczość rzeźbiarska Wiesława Janasza reprezentuje w czystej postaci ten nurt figuracji, który ma wyraźną zmysłową orientację.
To zrozumiałe, że nie zawsze mamy do czynienia z progresywną formą, są na wystawie prace odnoszące się do osiągnięć rzeźby jeszcze z czasów Moore’a i Giacomettiego, a przede wszystkim malarstwa Bacona, z którym Janasz prowadzi otwarty dialog. Dialog odnoszący się do samej istoty artystycznej wypowiedzi i miejsca artysty we współczesnym świecie. Dziś Francis Bacon uważany jest za jednego z najwybitniejszych malarzy europejskich tworzących po II wojnie światowej. Bacon jako temat swoich obrazów wybrał człowieka, kontynuując tradycję malarstwa figuratywnego w okresie, gdy sztuka europejska zdominowana była przez style wywodzące się z abstrakcji. Chociaż obrazy Bacona znajdują odpowiedniki w rzeczywistości, są równocześnie wieloznaczne i uniwersalne. Jego tematy to kondycja ludzka, samotność i cierpienie.
Ten sam obszar tematyczny fascynuje także Wiesława Janasza. Jako temat swoich rzeźb wybrał człowieka, kontynuując tradycję sztuki figuratywnej. Podobnie jak u Bacona tematem jego dzieł jest człowiek samotny, wyobcowany, przedstawiony w sytuacji zagrożenia, w
atmosferze pełnej dramatycznego napięcia. Autora wystawy łączy z Baconem podobna wrażliwość na prawdy uniwersalne i skłonność do posługiwania się czytelną formą pełną egzystencjalnych nastrojów. Wybór Bacona jako partnera do dyskusji o kondycji współczesnej sztuki i patrona wystawy nie był przypadkowy.
Wiesław Janasz swoimi rzeźbami pragnął zwrócić uwagę, że nawet kontrowersyjna w przesłaniu, nieskrępowana ekspresja i prezentacja własnego ja połączona z tematyką kondycji ludzkiej, cierpienia, samotności jest dla współczesnych twórców możliwa do ukazania o ile ich refleksja dotyczy tematów uniwersalnych. Rzeczywistość dosłowna ulega w ich pracach wielokierunkowym transformacjom: od konkretności do symboliczności, od teraźniejszości w stronę transcendencji, od oczywistości do enigmatyczności oraz od realnej problematyki w kierunku rozważań nad zamkniętym artystycznym uniwersum. Twórczość Bacona zawsze wzbudzała żywe zainteresowanie i wywoływała niekiedy skrajne reakcje. Dlatego stała się punktem odniesienia dla Wiesława Janasza, który w swoich najnowszych kompozycjach w aluzyjny sposób przywołał świat wyjątkowej, intrygującej ekspresji tego malarza. Odwołanie się do
Bacona jest jedynie luźnym skojarzeniem. Bardziej istotne przesłanie wystawy zawiera się w próbie “schwytania rzeczywistości” artystycznej by największym stopniu oddać jej intensywność. Janasz swoją twórczością potwierdza, że jest coś takiego w naturze ludzkiej, co zmusza do tworzenia sztuki, ale jest też coś w naturze sztuki, co czyni z jej dzieła coś więcej, niż tylko dekorację – nadaje jej wyższy sens.
Zbigniew Pindor
Warszawa, październik 2010
Francis Bacon – Trzy próby autoportretu (Three Studies On Selfportrait) – 1948r.
Galeria van Golik zaprasza na wystawę rzeźb Wiesława Janasza pt “Rozmowy z Baconem” w dniach od 15 listopada do 2 grudnia 2010r.
- ul. Berezyńska 27 m.6
- Warszawa
Possibly Related Posts:
- Jacek Markiewicz – wydzieliny jako projekt
- Solidarni 2010 – reż. Ewa Stankiewicz, Jan Pospieszalski
- Mucha w szklance. Notatki – Arrabal, Kajzar, Latynosi
- Co mi zrobiła Marta Klubowicz?
- Fred APKE – dialog






















