Piotr Wójcicki – Długa rozmowa » Opozycja

Posts for category ‘Opozycja’

Alina Cała i ja w akcji
Piotr Wójcicki | June 7, 2009 | 4:03 pm

To było dziesięciolecie Marca’68 czyli jak łatwo obliczyć miało to miejsce w marcu 1978 r. Nie mieliśmy jeszcze trzydziestki, za to w głowach i sercach tkwiła pamięć pierwszego dorosłego doświadczenia politycznego, studenckie Wypadki Marcowe.

Nie pamiętam, czy wiedziałem jakie były w wymiarze szczegółowym doświadczenia mojej koleżanki z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk. alina_calaNatomiast ja pamiętałem doskonale mur niechęci i zbywania mnie przez funkcyjnych pracowników nader upartyjnionej Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, którzy byli głusi na moje prośby o egzaminacyjne sprawdzenie moich umiejętności. Pamiętam też te śliskie pół-uśmiechy uciekających przed rozmową ze mną urzędników. Wyleciałem więc pierwszy raz z uczelni, a dopiero po roku dowiedziałem się kanałami zaprzyjaźnionymi, że potraktowano mnie jako Żyda, spokrewnionego z jednym z prominentnych komunistycznych dziennikarzy o tym samym nazwisku. Dziwiono się, że jeszcze mój Ojciec pracuje, a my w ogóle tu jesteśmy.

Miałem więc marcowych siepaczy w żołądku oraz zyskałem dotkliwe ostrzeżenie przed  antysemityzmem na całą moją prywatną przyszłość.

Instytut Historii PAN zorganizował skromną i zupełnie nie promowaną naukową konferencję wewnętrzną na temat wydarzeń sprzed 10 lat. Przybyli tylko nieliczni, a więc zajęliśmy niewielką salę z efektownym okrągłym stołem przy którym wszyscy się zmieścili.

Wysiadłem z autobusu pod kościołem św. Anny na Krakowskim Przedmieściu i natknąłem się na Alinę Całą. Drogę na Rynek Starego Miasta do Kamienicy Książąt Mazowieckich przebyliśmy razem, rozmawiając o czekającym nas wydarzeniu.

Alina wyznała, że bulwersuje ją fakt, iż kilku pracowników naukowych Instytutu, którzy odznaczyli się paskudną gorliwością w wywalaniu swoich kolegów z pracy i demaskowaniem ich pochodzenia oraz specjalną dyspozycyjnością wobec reżymu funkcjonuje sobie w najlepsze w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, korzystając z ochrony władzy.

I że to jest koszmar nie do przyjęcia, i że należy o tym głośno powiedzieć na forum konferencji. Całkowicie się z tym zgodziłem, padły nazwiska antypatycznych sług systemu. Nie miałem jakichkolwiek zastrzeżeń do opinii formułowanych przez Alinę, osobę sprawnie i logicznie uzasadniającą swoje sądy. Poparłem ją z całym przekonaniem.

Kiedy Alina Cała zaczęła mówić, w gronie prowadzących zebranie zaczęło coś syczeć i się skręcać. Niektórzy zaczęli się nerwowo oglądać na boki i kręcić na wygodnych przecież krzesłach. Słowa jej brzmiały zdecydowanie i nie pozostawiały wątpliwości, co miała na myśli, wymieniając i opisując zachowanie pro-reżymowych uczonych. Zaproponowała uchwałę, którą konferencja powinna przyjąć i uważam, że postąpiła jak najbardziej słusznie i odważnie (przypominam, że był koniec lat 70-tych). Zarządzono głosowanie – tylko my dwoje podnieśliśmy ręce za jej uchwaleniem. Byłem przerażony obojętnością zebranych, nie rozumiałem aż tak wielkiego strachu przed komunistyczną władzą i nie mogłem tego zaakceptować.

Zniesmaczeni reakcją naukowców i pełni dla nich politowania wracaliśmy przez Plac Zamkowy w kierunku przystanków autobusowych.

Potem w ciągu wielu lat dość rzadko, ale jednak spotykaliśmy się w przelocie na jakichś większych “spędach” (ostatnio około 2 lat temu w lokalu Stowarzyszenia Wolnego Słowa). Zawsze z uśmiechem mówiliśmy sobieja29 cześć. Nie wiem, czy Alina pamiętała naszą obecność na wspomnianej konferencji, ale ja miałem to wydarzenie zawsze w dobrej pamięci.

Wiemy przecież – tak mi się wydawało – oboje, że nie można mówić, że wszyscy Żydzi są tacy, czy owacy, że robili to czy tamto. Bo nie wszyscy – tyle, tylko tyle i aż tyle. Jestem przekonany, że dotyczy to ludzi wszystkich narodowości i wyznań. I że to oznacza m. in.  tolerancję, i że to nas łączy.

A Ty mówisz teraz i powtarzasz, że wszyscy Polacy zawinili śmierci 3 milionów żydowskich współobywateli. Wygłaszasz jawnie rasistowską opinię publicznie w biały dzień, pod moim bokiem?

Alinko, o co chodzi, co się stało w Twojej głowie i sercu? Krzywdzisz ludzi, wyznających równouprawnienie narodów w sposób bezwzględny. Stajesz w szeregu siewców nienawiści, pośród tych, którzy nadal chcą skłócić obywateli jednego Państwa, mieszkańców jednego Świata?

No, jasny gwint. Dziewczyno, co Ty… ?

Alinko, mam nadzieję, że przy najbliższym – jak zwykle – przypadkowym spotkaniu wytłumaczysz mi to z ręką na sercu. Bo jestem, psiakrew, wściekły i- co gorsze – zdezorientowany.

Ściągnijmy i poczytajmy (pliki w formacie PDF):

Informacje Gabinetu Ministra SW - Marzec'68 -414.32 KB

Druki marcowe -614.52 KB Ulotki, druki, wiersze z Marca'68

Meldunki i materiały - Marzec'68 -1.96 MB Teczka meldunkó i materiałów z Marca'68

Propaganda marcowa -3.41 MB

Satyra - Marzec'68 -3.31 MB Jak w tytule

Wydawnictwo szkoleniowe MSW -4.19 MB Dotyczy Marca'68

Wydawnictwo szkoleniowe MSW - 2 -6.06 MB


Possibly Related Posts:


Print
Dział: PLIKI oraz apel o linki
Piotr Wójcicki | May 23, 2009 | 7:35 pm

Otworzyłem na witrynie “Piotr  Wójcicki – Długa rozmowa” nowy dział pod krótkim, ale mocnym tytułem “PLIKI“. To zaledwie zapowiedź przyszłego raju dla chętnych do ściągania dokumentów i innych świadectw, opisujących sprawy, wydarzenia i problemy tematycznie związane z tą witryną. Celem tego zamierzenia jest zgromadzenie jak największej ilości elementów, dotyczących konserwatyzmu, lustracji, eutanazji i innych istotnych problemów cywilizacyjnych i społecznych, rozproszonych po wirtualnych ostępach sieci.

Zwracam się więc do Czytelników z prośbą o wskazywanie mi miejsc, które ich zdaniem należałoby uwzględnić w kwerendzie wzbogacającej ofertę działu “Pliki”. Specjalną prośbę o takie wsparcie kieruję do Niepoprawnych.plZ góry dziękuję.

Dla zachęty we wpisie umieszczam link pozwalający na download omówienia autorstwa Łukasza Kamińskiego z IPN kwestii działania służb specjalnych na podstawie filmu niemieckiego “Życie na podsłuchu”, ilustrowanego fotosami. Tak jak wszystkie jest to dokument w formacie PDF.


Życie na podsłuchu -4.95 MB Na podstawie filmu niemieckiego "Życie na podsłuchu", Łukasz Kamiński z IPN napisał opracowanie tematu działań Stasi i komunistycznych służb specjalnych w ogóle dla zrealizowania tego materiału w programie nauczania. Ciekawe, czy nauczyciele korzystają z tego opracowania? A powinni.

Niepoprawne Radio PL

Possibly Related Posts:


Print
W obronie wolności słowa
Piotr Wójcicki | May 16, 2009 | 9:14 pm

Tego się nie spodziewałem. Dożyłem bezpośredniej ingerencji w wolność słowa w internecie. Wspaniała publicystka i blogerka, Kataryna została zaatakowana i postraszona przez syna prominenta. Z wielkim smutkiem zamieszczam odezwę i banner Niepoprawnych obrońców wolności słowa.



Środowisko blogerskie wyraża swoje wielkie zaniepokojenie ostatnimi wydarzeniami związanymi z próbą kneblowania ust blogerce Katarynie. Bezprecedensowe groźby i ataki na blogerkę Katarynę przeprowadzone przez Krzysztofa Czumę, są wyraźnym znakiem dla wszystkich blogerów, niezależnie od opcji politycznej, że wolność słowa oraz gwarancja anonimowości w internecie jest bardzo poważnie zagrożona. Sprawa jest o tyle poważna, że ataku dopuszcza się syn ministra sprawiedliwości w rządzie, który jest bardzo często przedmiotem krytyki ze strony niezależnych blogerów. Blogosfera wydaje się być jednym z ostatnich mediów, gdzie realizowana jest bezpośrednio wolność wyrażania swoich poglądów. Jest to ostatnie miejsce, w którym możemy swobodnie dyskutować o problemach niewygodnych dla polityków i z tego względu nieporuszanych przez podporządkowane władzy media. Zamach na nas jest zamachem na prawdę, wolność sumienia, wolność wyrażania poglądów. Jest to zamach na podstawowe swobody obywatelskie. Nie dajmy się zastraszyć.

Jeśli zgadzasz się z treścią tego tekstu, rozklej go wraz z grafiką wszędzie gdzie się da. Zawieś go na jakiś czas na swoim blogu, na forum którego jesteś członkiem. Niezależnie od opcji politycznej, którą reprezentujesz przyłącz się do nas. Tak się składa, że dziś rządzi PO. Jutro może rządzić inna partia i może próbować zrobić to samo. Brońmy niezależnej blogosfery!

 


Possibly Related Posts:


Print
Profesor Bronisław Geremek: – Lech mówił prawdę.
Piotr Wójcicki | January 19, 2009 | 11:59 am

Przełom listopada i grudnia 1988 roku w mieszkaniu prof. Bronisława Geremka na ul. Piwnej w Wywiad_z_geremkiem_pwa_edytowany-2
Warszawie. Siedzimy przy kawie, palimy tytoń (fajka i papierosy), a pies Skap drzemie w progu gabinetu. Rozmowa została opublikowana 9 grudnia tamtego roku na pierwszej stronie Przeglądu Wiadomości Agencyjnych (PWA) czyli tzw. Pawia, podziemnego tygodnika. Podpisalem ją – August Plate czyli nazwiskiem mojego, przybyłego z Alzacji prapradziadka. O ile mi wiadomo wywiad ten nie był nigdy nigdzie przedrukowywany, a więc postanowiłem go zawiesić w sieci. Może kogoś zaciekawi, choćby ze względów poznawczo-historycznych.

Rozmawiamy trzy dni po spotkaniu Lecha Wałęsy z Alfredem Miodowiczem.

Do ostatniej chwili przedsięwzięcie to stało pod znakiem zapytania. Lech Wałęsa zaakceptował warunki wysuwane przez telewizję, mimo odrzycenia wszystkich jego propozycji (m.in. odbycia spotkania w stoczni, w obecności robotników, rejestrowania jego przebiegu przez niezależną ekipę filmu "Człowiek z żelaza", pod kierownictwem Andrzeja Wajdy). Przy tej okazji niezwykle jaskrawo objawił się monopol państwowej telewizji, która odmówiła, na przykład, podpisania umowy, określającej prawa autorskie, dotyczące możliwości eksploatacji taśmy filmowej. Przewodniczący "Solidarności" zdecydował się na tę rozmowę, gdyż miał głębokie przeświadczenie, iż nie jest to w gruncie rzeczy spotkanie z Alfredem Miodowiczem tylko z milionamiGeremek
telewidzów, ze społeczeństwem, któremu mógł oświadczyć, że nie chce takiej sytuacji, w której występowanie w TV jest li tylko przywilejem, a nie korzystaniem z przysługujących obywatelowi praw. Spotkał się w ten sposób również z młodymi ludźmi, któzy weszli do życia publicznego po 13 grudnia 1981 roku.

Wiele osób nieco starszych, pamiętających lata 80/81 zadawało sobie nerwowe pytanie: "jak wypadnie Wałęsa?".

Świadczyłoby to o tym większej potrzebie takiego kontaktu. Sądzę, że trzeba wyjść poza schemat prostego porównania obu uczestników spotkania. Znaczenie polityczne owej debaty polega na tym, że postawiona zostałą diagnoza obecnej sytuacji. Dialog, dotyczący tej sytuacji jest możliwy po legalizacji "Solidarności", czemu nadal sprzecxiwia się władza. Prawda ta dotarła do milionów ludzi, a ponieważ sprawa została jasno postawiona kierownictwo państwa musi dać równie jasną odpowiedź. Nie chciałbym się rozwodzić nad zaletami przywódcy Związku. Lech Wałęsa – po prostu – mówił prawdę, a w niej tkwi niezwykłą siła.

Pod wrażeniem przebiegu tego spotkania można zapytać, dlaczego władze "poszły" na taką imprezę?…

Myślę, że należy uwzględnić dwa elementy: pierwszy – to arogancja w połączeniu z pewnością siebie, drugi – to gra polityczna. Grupa z aparatu przeciwna spotkaniom Lech_walesa
okrągłego stołu chciała poprzez przewidywaną przez nią kompromitację Wałęsy Miodo_a
wykazać, iż nie ma sensu nawiązywać dialog z ruchem nie cieszącym się społecznym poparciem. Wszelkie takie zamysły zostały zniweczone przebiegiem spotkania.

A teraz parę słów o pierwszych skutkach i echach owego wydarzenia…

Oszołomienie władzy – oto natychmiastowy skutek. Pierwszej informacji PAP-owskiej towarzyszyła cenzorska blokada interpretacji – komentarze były zabronione, a te, któe ukazały się po paru dniach były nędznej jakości. Taka reakcja oficjalnych publikatorów jest właśnie świadectwem oszołomienia włądzy wynikłą sytuacją. Ekspert zajmujący sie problemami propagandy mógłby zorganizować seminarium na temat: "Jak tworzy się kłamstwo?", uwzględniając enuncjacje prasowe z ostatnich dwóch miesięcy m.in. dotyczące oświadczenia Episkopatu Polski, spotkania i przemówienia Lecha Wałęsy przed kościołem św. Brygidy w Gdańsku oraz relacje o komentarzach prasy zachodniej na temat spotkania Lecha Wałęsy z Alfredem Miodowiczem. Tymczasem reakcje prasy zachodniej jednoznacznie wskazują na wielkie zwycięstwo Lecha Wałęsy, ujmując często jego przewagę w kategoriach bokserskich, mówiąc o Med
nokaucie. Najważniejsze, że szerokiej opinii publicznej na Zachodzie zostały przekazane argumenty Wałęsy wskazujące, iż wprowadzenie pluralizmu w Polsce nie grozi Europie destabilizacją, a wręcz odwrotnie może być czynnikiem stabilizującym, bowiem człowiek mówiący w imieniu polskiego społeczeństwa, proponuje rozwiązania kompromisowe. Poza tym stało się jasne, że propozycje "Solidarności" nienoszą charakteru antyradzieckiego i nie mierzą w politykę Michaiłą Gorbaczowa. Ze słów Wałęsy płynęło przesłanie, że bierność i Mikhail_Gorbachev_1987
stagnacja, charakterystyczne dla ekipy rządzącej jest sprzeczna z dynamiką polityki Gorbaczowa, że Polska traci swoją szansę. W rodzimej prasie oficjalnej elementy te nie zostały uwzględnione.

Co więc w tej niewyraźnej sytuacji dzieje się ze słynnym okrągłym stołem?

Nic się nie zmieniło. Od ostatnich dni września, kiedy władze cofnęły swoją decyzję (z początku września) o legalizacji "Solidarności", sprawa pozostaje w całkowitym zawieszeniu. Był taki moment, że władze wycofały się z warunków wstępnych (udział w rozmowach Kuronia i Michnika), aby doprowadzić do pozorowanego dialogu i ustawić się do kasy po pieniądze do zachodnich banków, jako nagrodę za rzekome spełnienie warunku dialogu z opozycją. Ostatnie spotkanie Lecha Wałęsy z ministrem Kiszczakiem nie przyniosło rezultatów – brak jest bowiem woli legalizacji "Solidarności". Myślę, że debata telewizyjna wskazuje, że nie jest to rozdział zamknięty. Miodowicz nie powiedział nic o okrągłym stole, ale zajął się tym Okragly_Stol_1989
zagadnieniem Wałęsa, wskazując kto i co blokuje rozmowy. Oznacza to, że władzy nie uda się uzyskać zgody na jakiekolwiek pozorowane negocjacje, natomiast jeśli są zainteresowane w prawdziwym dialogu, to wiedzą po tej debacie, że jest to możliwe pod warunkiem legalizacji "Solidarności".

Mówimy o legalizacji, negocjacjach, porozumieniu. Czy związek jest wewnętrznie przygotowany do funkcjonowania w tych układach, zarówno pod względem strukturalnym jak i wewnętrznych stosunków międzyludzkich (konflikt działacze – doradcy)?

Tegoroczne strajki kwietniowe i sierpniowe bardzo ożywiły Związek, wytworzyły ruch bardzo dynamizujący całą organizację. Przed sierpniem było pięćdziesiąt, a teraz jest 400 komitetów organizacyjnych "Solidarności". Są to struktury jawne, dobrze współpracujące ze strukturami konspiracyjnymi. Łączenie ich prowadzi do odnawiania instancji Związku, powracają też procedury demokratyczne na szczeblu komisji zakładowych i regionów. Sądzę więc, że Związek nie zmarnuje szansy, jaką niosłaby ponowna legalizacja zwłaszcza, że jest ona potrzebna dla zachowania solidarnościowej filozofii działania i charakteru masowego. Natomiast, co do drugiej części pytania… .
Myślę, że ten problem doradców Związku jest anachroniczny. Istniał przed kilku laty, ale doświadczenia późniejsze zmieniły układ rzeczy. Ci doradcy, którzy pozostali w Związku, mimo represji – są jego działaczami. Jest grupa ludzi, która uchyla się od uczestnictwa w pracy związkowej i stojąc nieco z boku ocenia, czy działania Związku są w interesie kraju czy nie. Głównym problemem nie jest kwestia różnic zdań między ekspertami a innymi działaczami, ale sprawa wyboru strategii działania: tradycyjnie kompromisowej lub radykalnej, zdobywającej uznanie młodej generacji wobec zapamiętałości i uporu władz.

Legalna czy nielegalna "Solidarność" ulokowana jest w mozaice różnych, właśnie rejestrowanych stowarzyszeń i to przeważnie skrajnie prawicowych i nacjonalistycznych. Znamienne jest akceptowanie przez władze komunistyczne owej totalitarnej inicjatywy prawicowej przy jednoczesnym tłumieniu przedsięwzięć demokratycznych i reformatorskich. Jaki jest Pana pogląd na tak rysujące się społeczne tło działania "Solidarności"?

Patrzeć na to zjawisko trzeba rozsądnie i trzeźwo. W tej chwili władze rzeczywiście promują ugrupowania skrajnie prawicowe. Powstało stowarzyszenie endeckie "Słowo i Czyn", wydano "Gazetę Warszawską". Jednak w warunkach pluralizmu i wolności stowarzyszania się sytuacja ulegnie wyrównaniu. Podstawowe natomiast jest pytanie o stan nastrojów społecznych. Polska jest krajem chorym nie tylko w dziedzinie politycznej i gospodarczej, ale również w sferze społecznej społeczno-psychologicznej. Polacy mają poczucie głębokiej frustracji, gdyż nie stanowią o swoim losie. To, co obserwujemy jest rezultatem funkcjhonowania i rozpadania się systemu autorytarnego. Możliwość uzdrowienia zaistniałej sytuacji pojawi się w chwili likwidacji monopolu politycznego i ukształtowania się instytucji Geremek2-large
przedstawicielskich. Zagrożenie nacjonalistyczne minie, zostanie pozostawione na drodze budowania niepodległego społeczeństwa i państwa.

Brzmi to uspokajająco. Zwłaszcza, że te organizacje, mające w tej chwili wyłączność na legalne działanie cieszą się rosnącym poparciem hierarchii Kościelnej… .

To jest diagnoza niesłuszna i nietrafna. Kiedyś władza dążyła do uzyskania partnera w postaci partii chadeckiej i istniały grupy gotowe spełnić to zapotrzebowanie. Nie zostało to zamierzenie rządu zrealizowane, gdyż nie życzył sobie tego Kościół. Poza tym trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z pewnym naturalnym i normalnym procesem, mianowicie społęczeństwo, gwałcone w swoich prawach narodowych, rewindykuje te prawa. Nie należy się tego obawiać: w pierwszych dwóch wolnych wyborach można się pozbyć kłopotu, sprawianego przez demagogów. Wystarczy sobie przypomnieć, jak spod rządów dyktatury wyzwalały się Hiszpania i Portugalia. Nie przywiązywałbym większej wagi do zjawisk tyle marginalnych, co krzykliwych. Ważne, że wszystkie ugrupowania optują za legalizacją "Solidarności", istnieje bowiem przekonanie, że wobec systemu totalitarnego powinien występować ruch masowy. Paradoksalnie, elementem walki o pluralizm jest jedność społeczeństwa, a tę jedność aspiracji i dążeń wyraża "Solidarność".

                                                                    Rozmawiał : Piotr Wójcicki (August Plate)

PWA z 9 grudnia 1988 roku (Rok V, nr. 168)

Possibly Related Posts:


Print
Mateusz Wyrwich – Norwegia czyli poparcie z lewej i prawej strony
Piotr Wójcicki | October 4, 2008 | 12:45 am

Norwegowie pomagali nam w przełomowych dziejach. W czasie Powstania Listopadowego, jak również Styczniowego. Przygarniali do siebie i otaczali wielkim szacunkiem popowstaniowych 120px-Coat_of_Arms_of_Norway.svg
uchodźców. Podobnie zachowywali się podczas wojny wypowiedzianej Polakom przez komunistyczny reżim trzynastego grudnia 1981 roku.

Wiele mówi się i pisze o pomocy Polsce w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku ze strony przywódców i obywateli USA, Francji, Szwecji,Norwegia_flaga
Niemiec, czy Włoch. Prawie nic, albo nic o pomocy z Norwegii. Tego niewielkiego, bo ledwie czteromilionowego, choć zamożnego, narodu żyjącego na rozległym terytorium położonym nad Morzem Norweskim. Z ludźmi o pięknym i szlachetnym sercu, którzy potrafili w ciągu tygodnia zebrać dwa miliony koron dla Polski. A było ich stać nie tylko na jednorazowy wysiłek, ale też na stałą i systematyczną pomoc, aż po czas uzyskania przez Polskę niepodległości. Otaczali opieką zresztą nie tylko ludzi walczących o niepodległość RP. Nieśli pomoc przede wszystkim osobom niezamożnym. W czasie pierwszej legalnej Solidarności przysyłali do Polski nawet krowy, które za pośrednictwem NSZZ Solidarność Rolników Indywidualnych trafiały do rolników za darmo. Po wprowadzeniu stanu wojennego komunistyczny rząd, mimo protestów Norwegów – sprzedawał je chłopom.

Solidaritet Norge – Polen

W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku obywatele norwescy niewiele wiedzieli o Polsce. Podobnie jak my o Norwegii. Peerelowskim korespondentom nie było na rękę przekazywanie pozytywnych informacji o naszym północnym zamożnym sąsiedzie, którym – o, zgrozo – rządzili co pewien czas socjaliści. Rezydujący w Polsce norwescy korespondenci lewicowych mediów też nie przekazywali swoim czytelnikom prawdziwego obrazu Polski komunistycznej. Traktowali nasz kraj jako miejsce długiego urlopu. Jedynie elitarne pisma prawicowe, jak „Morgenbladet”, czy „Kontynent Skandynawia” obraz Polski przedstawiały niezwykle rzetelnie.

Ta sytuacja zaczęła się stopniowo zmieniać dopiero od 1980 roku, kiedy to do opinii publicznej w Norwegii docierały materiały niezależnych norweskich publicystów informujące o strajkach w Polsce. O powstaniu Solidarności i jej programie.

Nawiązanie bliskich kontaktów z niezależnymi związkami zawodowymi stało się podstawą przyjaźni na długie lata osiemdziesiąte. I powołania przez Norwegów, w kwietniu 1981 roku, 6222e3c815
niezwykłej organizacji jaką była Solidaritet Norge-Polen. [Solidarność Norwegia-Polska]. Powstała ona mimo oporów lewicowej norweskiej centrali związkowej i protestów ambasady PRL w Oslo. W ruch pomocy w walce o niepodległość zaangażowało się tysiące Norwegów organizując manifestacje, zbiórki pieniędzy. Dostarczając tony darów i sprzętu poligraficznego, co w stanie wojennym często narażało wielu z nich na aresztowania i utratę samochodów.

Godzina pracy dla Polski

Po powrocie z sierpniowych strajków 1980 roku w Polsce grupa związkowców, intelektualistów, Norwegów i Polaków, podjęła pierwszą akcję pomocy powstającej Solidarności pod hasłem „Daj godzinę pracy dla Polski”. W ten sposób zebrano dwieście tysięcy koron. Dzięki tym funduszom, o czym dziś mało kto wie, mnóstwo komisji zakładowych NSZZ Solidarność otrzymało sprzęt poligraficzny. Słano również do Polski lekarstwa, artykuły chemiczne.

Zaraz po wprowadzeniu przez komunistów stanu wojennego, 13 grudnia, pod peerelowską ambasadą w Oslo zgromadziły się tłumy. W kilka dni później na ulicach wielu norweskich miast miały miejsce demonstracje potępiające komunistyczny reżim w Polsce. Pod ich wpływem również lewicowy rząd norweski potępił wprowadzenie stanu wojennego. „Reakcje rządu norweskiego na sytuację w Polsce zaostrzały się jednak i to czasami w sposób niespodziewany: na początku stycznia okazało się mianowicie, że Norwegia była jedynym krajem NATO, który wystąpił z oficjalnym memorandum wobec wszystkich KS [krajów socjalistycznych] z protestem i krytyką wydarzeń w Polsce i wpływu ZSRR na te wydarzenia”.*

Wsparcie dążeń niepodległościowych Polski przez Norwegów zwielokrotniło się w kolejnych dniach stanu wojennego. O pomoc zaapelował wówczas nawet sam król Olaf V. Do Polski napływały pieniądze przekazane z Norwegii: „Caritas od początku stycznia [1982] zebrał milion. Kirkens Nodhjelp, organizacja dostarczająca dary dla protestanckich kościołów2910845012_2979ef7621_o
w Polsce piętnaście milionów[…]Norsk Folkehjelp trzy i siedem milionów, a rząd norweski dał im dodatkowo cztery miliony[…]”. O ciekawej inicjatywie opowiedziała Barbara Tubylewicz-Olsnes**), „Jenny Andersen pracując przez całą zimę, zrobiła na drutach worek ciepłych skarpet dla dzieci i zwróciła się 2910851928_e50796b659_o
do Caritas Norge z prośbą o pomoc w dostarczeniu ich dla rodzin wielodzietnych w Polsce”. „Norwegowie chętnie zgadzali się uczestniczyć w naszych akcjach, nie tylko charytatywnych, ale kulturalnych i politycznych, dawać nazwiska, pieniądze. Ławo było dotrzeć do znanych osób, każdy kogo się prosiło o pomoc, reagował życzliwie”.

Po latach wszyscy bohaterowie wydarzeń z lat osiemdziesiątych zgodnie zapewniają, że warto było się trudzić. Jon Simen Overli wyjaśnił to krótko : „Solidarność przyszła nagle[…]z wizją społeczeństwa, która nam się spodobała. I myśmy uznali, że to pasuje do naszych ideałów. Zawsze było tak w Norwegii, że poparcia udzielała albo prawa, albo lewa strona, a Solidarność to przełamała , bo dostała poparcie i lewej i prawej […]”.„Przewodnik Katolicki, 2005]

______________________

*cytaty pochodzą z książki: Jan Strękowski, Bohaterowie Europy, Norwegia – Polsce 1976 – 1989,Bohaterowie_europy
  Wydawnictwo Test, Lublin 2005, ss. 340,

**Barbara Tubylewicz Olsnes
Barbara Tubylewicz Olsnes, b. Poland, graduated and Ph.D. in psychology at
Warszawa University. Visiting scientist, 8 months, at A.R. Luria`s laboratory of
Neuropsychology at Neurosurgery Hospital in Moscow. Worked at The Polish
Academy of Sciences, Neurosurgery Department, in Warsaw and since 1974 at
Ullevaal University Hospital in Oslo, Norway.Teaches neuropsychology at Oslo
University.

Ze strony Instytutu Pamięci Narodowej:

Prawdziwym fenomenem stanu
wojennego był ruch na rzecz pomocy Polakom, jaki spontanicznie rodził się w
wielu krajach. Wyjątkowe rozmiary przybrał w czteromilionowej Norwegii.
Organizacja Solidaritet Norge-Polen (Solidarność Norwesko-Polska), która
powstała zaraz po strajkach sierpniowych w 1980 r., zrzeszała około 100
tysięcy osób. Praca w niej była misją, pasją, ale też przygodą dla wielu
ludzi. Taką przygodę – głośną i w Polsce, i w 29
Norwegii – przeżyło małżeństwo
Björg Svanström i Trygve Heide. Mam przed sobą "Notatkę do rozmowy w cztery
oczy z ministrem Thorvaldem Stoltenbergiem", powstałą w Departamencie IV MSZ
w Warszawie tuż przed wizytą ministra w Polsce w dniach 25 – 27 kwietnia
1988 r. Napisano w niej, że "S. (Stoltenberg) może poruszyć dwie sprawy
interwencyjne". Jedna z nich miała dotyczyć należącego do obywatela Norwegii
o nazwisku Trygve Heide "minibusu volkswagen (…) skonfiskowanego decyzją
Kolegium ds. Wykroczeń przy Wojewodzie Gdańskim (za przemyt literatury bez
debitu)". „Minibus solidarności” Rzeczpospolita 19.12.2005 r.

Possibly Related Posts:


Print
Stacha Domagalska – Intensywny zapach ruty
Piotr Wójcicki | September 16, 2008 | 5:19 pm

Niby sucha nota wydawnicza, a przecież to ważne i intensywne spotkanie ze zmarłą ponad rok temu Stanisławą Domagalską, o której pisałem z wielkim żalem w sercu we wpisie "Stacha".

dom na wsi                          WYDAWNICTWO                                                                                                      
OSSA 104, 26-425 ODRZYWÓŁ   
e-mail:domnawsi@poczta.onet.pl   
Tel./faks (48 48) 674 54 14   


STANISŁAWA DOMAGALSKA

INTENSYWNY ZAPACH RUTY

Intensywny Zapach Ruty - okladka RGB MALY

Objętość: 200 stron
Format: 12,8 x 20,0 cm
Wydanie I
ISBN 978-83-61004-01-1
Oprawa broszurowa

Cena detaliczna 32,00 zł

Kiedy staliśmy ze Stachą na redakcyjnym korytarzu, a w jego perspektywie dostrzegaliśmy charakterystyczną sylwetkę Ernesta Skalskiego zawsze uśmiechaliśmy się do siebie i do niego nader ciepło, gdyż wzbudzał w nas organicznie odczuwaną sympatię
Teraz, po latach, przy okazji wydania zbioru reportaży Stachy mówi:

Bystre oko, czuły słuch, wrażliwość na ludzi, zrozumienie ich oraz Jej sprawny język. Takie są reportaże Stasi.
Nie zwracałem na nie większej uwagi, pracując z Nią w latach osiemdziesiątych w „Tygodniku Solidarność”, za pierwszej Solidarności, potem w podziemnych: „Tygodniku Wojennym” i w „Przeglądzie Wiadomości Agencyjnych”. Wtedy liczyła się Jej aktywność, inteligencja, sprawność w ocenie tekstu i redagowaniu. Lecz ten ważny front walki o wolną Polskę jest już zamknięty. Zaś Jej reportaże wciąż żyją, pokazują nie tylko przemijającą rzeczywistość społeczną, lecz mówią coś o człowieku i jego wiecznych problemach.

Na spotkaniu w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (w Warszawie w sobotę, 13 września) pośmiertnie wydaną książkę prezentował Jarek Szczepański, który razem ze Stachą pracował nad wieloma reportażami. Potem wystąpił były redaktor naczelny wdzięcznej pamięcJarek_szczepanski
i miesięcznika "Powściągliwości i Pracy" ksiądz
Gładysz. Znakomite fragmenty "Intensywnego zapachu ruty" pierwszorzędnie odczytał swoim donośnym, a jednocześnie łagodnym głosem Józef Duriasz.

Marta_szydlowska
Marta Szydłowska, właścicielka wydawnictwa "Dom na wsi" tak prezentuje książkę i autorkę:

INTENSYWNY ZAPACH RUTY, to wybór reportaży drukowanych m.in. w „Tygodniku Solidarność”, „Powściągliwości i Pracy”, „Polityce” i „Gazecie Wyborczej” w latach 1978–2002.

STANISŁAWA DOMAGALSKA (1946–2007) – była reporterką i znaną pisarką literatury dla dzieci (Coś, Żegnaj smutku, Przyszywany dziadek, Jeszcze nie teraz), tłumaczoną także na inne języki (Trzy piętra zwyczajnych przygód, Kapeć). Zakaz druku jej książek, jaki spadł na nią po podpisaniu listu w sprawie konstytucji w 1976, sprawił, że na długie lata „zamilkła”. W roku 1981 dołączyła do zespołu „Tygodnika Solidarność”. Po wprowadzeniu stanu wojennego redagowała w podziemiu „Tygodnik Wojenny” i „Przegląd Wiadomości Agencyjnych”, którego była współzałożycielem. Oficjalnie pracowała i publikowała w „Powściągliwości i Pracy”. W 1989 powróciła do „Tygodnika Solidarność”, ale już na krótko. W 1991 roku podjęła pracę w Studio Filmowym Kronika, gdzie pracowała do końca życia. Na początku współpracowała przy Polskiej Kronice Filmowej. Później sama zaczęła robić filmy. Wyreżyserowała kilka ważnych filmów dokumentalnych (m.in. Łódź podwodna, Rozbitek, Pomnik z wnętrzem), przy wielu innych współpracowała (Świadkowie, Wybór Polski, Powstanie zwykłych ludzi).

Przytacza też opinie innych twórców:

Reporterka Stanisława Domagalska uczy polskiego w ośmioklasowej wiejskiej szkole. Szkoła jak na wiejską jest duża. Łosie biegają po polach. Czasami palą się bimbrownie. O czym marzą dzieci w tej szkole, gdyby mogły zaczarować los?
– Zaczarowałabym, żeby mieszkać w małym miasteczku na ulicy Karola Świerczewskiego. Wynajmowałabym pokoje dla lokatorów.
– Żeby ludzie nie kopali ziemniaków, tylko ziemniaki żeby szły gęsiego do kopców i piwnic.
– Aby były takie bułki, które człowiek jadłby i by nigdy ich nie zjadł. Zamieniłbym część ziemi na chleb, a drewno na mięso.
– Mamusię bym zaczarowała na aktorkę, tatusia na sekretarza, braci zaczarowałabym naMalgozrata_szejnert
dyrektorów, a siostrę na spikerkę.
Reporterka dowiedziała się, że matematyk uderzył kilku chłopców z siódmej b. Do tej pory się trzymał. Od tej chwili ona nie ma w szkole szans. „Pani nas nie bije, nas trzeba bić” – na każdej lekcji mówią jej sami uczniowie.
Rzadko czytamy reportaże, które powstały z takiego doświadczenia.

Małgorzata Szejnert

Z nazwiskiem Staszki Domagalskiej spotkałem się w latach osiemdziesiątych w dwóch miejscach: w katolickim piśmie „Powściągliwość i Praca” i w czołówce dokumentu Marcela Łozińskiego Świadkowie o świadkach pogromu kieleckiego – filmu-przestrogi, boleśnie odsłaniającego skutki antysemityzmu. Tadeusz_sobolewski
Zestawienie tych dwóch tytułów wiele mówi. Dziś w publicznej telewizji nie mógłby powstać taki film, jak Świadkowie, a w przykościelnych stoiskach nie ma katolickiego pisma tak otwartego, jak „Powściągliwość i Praca”, kierowana przez ks. Jana Chrapka. Stanisława Domagalska była osobą przepełnioną najczystszym solidarnościowym duchem. Był wtedy w Polsce wielki czas dla inteligentów, takich jak Ona.

Tadeusz Sobolewski


"Intensywny zapach ruty" Stanisławy Domagalskiej już jest dostępny. Trzeba przeczytać.

Ssl11715

Józef Duriasz czyta "Intensywny zapach ruty" Stachy Domagalskiej

Possibly Related Posts:


Print
Mateusz Wyrwich – Głos Wolnej Polski – Radio Wolna Europa
Piotr Wójcicki | August 25, 2008 | 9:52 pm

Download sygnal-rwe.mp3 – sygnał, rozpoczynający audycję RWE


RozgłośniaWejscie_rwe Polska Radia Wolna Europa oficjalnie powstała przed pięćdziesięcioma pięcioma 
laty. Choć emisję z Monachium zakończyła w 1994, a z Warszawy w 1996 roku, to jednak RWE jeszcze do dziś nadaje w prawie trzydziestu językach.


Radio powstało z inicjatywy rządu Stanów Zjednoczonych. Przez krótki czas było utrzymywane z funduszy społecznych, później finansował je rząd amerykański. Nad całością funkcjonowania radia czuwał założony w czerwcu 1952 roku Komitet Wolnej Europy.180px-Eisenhower_in_the_Oval_Office
Zasiadali w nim wybitni amerykańscy politycy i ludzie kultury. Między innymi późniejszy prezydent USA, generał Dwight Eisenhower oraz, wtedy już były, ambasador w Polsce Arthur Bliss Lane.

Od pierwszych lat pięćdziesiątych była to najpopularniejsza stacja nadająca z Zachodu w języku polskim. I najbardziej przez komunistów zagłuszana. Szczególnie po ucieczce w 1953 roku wysokiej rangi funkcjonariusza Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i oprawcy Józefa Światły, który od października Swiatlo_004
1954 roku mówił w RWE o prawdziwym, zbrodniczym obliczu komunizmu w Polsce. Stąd też w połowie lat pięćdziesiątych nad jej eliminowaniem pracowało blisko 250 zagłuszarek, „[…]co pochłaniało więcej mocy niż nadawanie. Dochodziło do tego, że z powodu zagłuszarek w niektórych regionach występowały zagłuszenia w odbiorze audycji Polskiego Radia wywołanie pracą nadajników zagłuszających[…]” *.

Służby specjalne dążyły do likwidacji radia. Stąd też niemal po jej powstaniu zajęto się inwigilacją RWE. Zajmowały się tym zarówno cywilne, jak i wojskowe służby bezpieczeństwa. W połowie lat pięćdziesiątych jej rozpracowanie angażowało blisko czterystu „bezpieczniaków”. A ich praca miała najwyższy priorytet nadzorowany przez takich funkcjonariuszy bezpieki jak Jakub Berman, który „o postępach swych działań” informował Bieruta i Kreml. Walka z rozgłośnią przycichła na kilka miesięcy po dojściu Gomułki do władzy. I on wkrótce za jeden z priorytetowych celów swej polityki uznał walkę z polskim radiem nadającym z Monachium. Działaniem przeciwko radiu

Red_rwe_slucha_pierwszej_audycji

Zespól redakcyjny RWE słucha pierwszej audycji 3 maja 1952 roku.

zajmowało się kilka departamentów w MSW. Do pracy zatrudniono również usłużnych naukowców i dziennikarzy, których zadaniem było przekonywanie Polaków, jak kłamliwe są audycje radia. A, co ciągle podkreślała propaganda komunistyczna, RWE miało działać „w interesie niemieckich rewanżystów”.

Wpływać na ludzkie słabości

Podobnie jak za Bieruta, tak i za Gomułki, czy później kolejnego I sekretarza KC PZPR – Gierka, służby specjalne za wszelką cenę chciały doprowadzić do pozyskania redaktorów z RWE. Bądź osadzić w rozgłośni swoich ludzi. Jednak, jak zapewnia profesor Paweł Machcewicz, autor książki o inwigilacji rozgłośni, peerelowska bezpieka do 1963 roku nie miała w radiu swoich agentów. Dopiero w trzynaście lat od powstania radia komunistom udało się zwerbować spikera radiowego Jerzego Bożekowskiego. „Na pierwszym spotkaniu Bożekowski (patrz – Polonik Monachijski – PW.) zobowiązał się przekazywać oryginały dokumentów RWE, jak również informacje na temat współpracy z paryską Kulturą” (patrz Andrzej_krzeczunowicz
również pod adres). Jednak jedną z najważniejszych informacji, jakie chcieli uzyskać i uzyskiwali funkcjonariusze peerelowskiej bezpieki, była charakterystyka pracowników RWE. Na jej podstawie bowiem można było rozgrywać wewnętrzne animozje pomiędzy pracownikami. Bądź wpływać na ich słabości. Klasycznym tego przykładem była sprawa wybitnego komentatora RWE Wiktora Trościanki, przed – i powojennego działacza Stronnictwa Narodowego. A także zdecydowanego przeciwnika modelu rozgłośni kierowanej wówczas przez Jana Nowaka – Jeziorańskiego. „Z dokumentów przekazanych IPN wynika, że w latach 1965 -1971 Trościanko kilkakrotnie spotykał się z oficerami Wojskowej Służby Informacyjnej [kontrwywiad wojskowy]. Od 1969 r. w spotkaniach uczestniczył wysoki funkcjonariusz Departamentu I MSW, który występował jednak jako oficer służb wojskowych, ponieważ Trościanko kategorycznie odmawiał współpracy z wywiadem cywilnym, uważając go za ściśle uzależniony od PZPR, nie służący narodowym interesom. Kontakt ten[…]miał mieć w rozumieniu redaktora RWE charakter czysto polityczny, w żadnym razie agenturalny. Trościanko prowadził te rozmowy za wiedzą i za zgodą przywódców emigracyjnego SN, Tadeusza Bieleckiego i Antoniego Drygasa”. Dla obu, jak wyjaśnia profesor Machcewicz: „W nowej sytuacji międzynarodowej coraz większym niebezpieczeństwem miała być rosnąca w siłę i usamodzielniająca się RFN. Poglądy takie, wpisujące się w tradycyjnie prorosyjską i antyniemiecką orientację narodowej demokracji, różniły SN od większości środowisk politycznych na uchodźstwie”. Trościanko jednak, choć wielokrotnie namawiany przez bezpiekę, nigdy nie podpisał z nią współpracy.

Mimo szczególnej ostrożności, jaką stosowało kierownictwo RWE, do jej redakcji udało się przeniknąć również agentom pracującym na potrzeby peerelowskiego bezpieczeństwa. Jednym z najbardziej znanych, bo rozgrywanych propagandowo, był działający w rozgłośni przez sześć lat Andrzej Czechowicz. Przedstawiany przez bezpiekę jako kapitan MSW, w istocie do wywiadu został zwerbowany dopiero po podjęciu pracy w rozgłośni. Choć Czechowicz nie miał wpływu na podejmowane przez kierownictwo RWE decyzje, co podkreślał Machcewicz, to jednak w ciągu kilku lat działalności przekazał do MSW około pięciu tysięcy raportów. Najbardziej cennymi informacjami dla polskiej bezpieki, jakie dostarczał Czechowicz, były charakterystyki pracowników RWE. Na ich podstawie, między innymi „rozpracowywano” wspomnianego Wiktora Trościankę.

Od „sterowania” do „tendencyjnego informowania”

W latach siedemdziesiątych, kiedy sekretarzem KC PZPR został Edward Gierek, komunistyczny „liberał”, zaczęto dążyć do radykalnych posunięć wobec RWE: jego likwidacji. Sprzyjała temu ostra kampania skierowana przeciwko radiu przez amerykańskiego senatora, demokratę i lewaka J.W. Fulbrighta. W swoich wystąpieniach podkreślał, że RWE jest utrzymywana z niejawnych funduszy CIA. Inni amerykańscy krytycy radia akcentowali z kolei, iż jest ono „reliktem zimnej wojny”. Dyskusja za oceanem wpisywała się również w nową politykę RFN wobec krajów bloku sowieckiego. Pod koniec lat sześćdziesiątych [1969] do Foto-80
władzy doszła niemiecka lewica [SPD], która zamierzała na nowo układać stosunki z Sowietami i okupowanymi przez nie krajami. Na przeszkodzie stała jednak obecność RWE na terenie Niemiec. Mimo trwającej przez trzy lata niezwykle ostrej „wojny” dyplomatyczno – propagandowej, kres walce o radio położyło dopiero zaakceptowanie, w 1973, nowego planu finansowania rozgłośni przez USA, bez współudziału CIA. W kilka lat później, jak zauważył profesor Machcewicz, według polskich komunistów RWE już nie „inspirowała”, nie „sterowała” działaniami wrogów socjalizmu, lecz tylko – „tendencyjnie informowała” o ich działaniach. I w ten sposób, rozgłośnia przetrwała do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, z jej Sekcją Polską mieszczącą się od 1990 roku w Polsce.

Sowiecka decyzja o zagłuszaniu

Przez blisko pół wieku Rozgłośni Polskiej RWE słuchali nie tylko Polacy szukający prawdy o tym, co dzieje się w kraju i świecie, ale też i władze komunistyczne w całym „obozie socjalistycznym”. Choć drudzy z zupełnie odmiennych powodów. Przez pierwszych kilka miesięcy Rozgłośnia była dobrze słyszalna w całym kraju. Dopiero w 1951 sowiecka Rada Ministrów podjęła decyzję o zagłuszaniu audycji nadawanych w języku polskim. Pierwsze też zagłuszanie prowadzono z sowieckiego terytorium.

Choć w tym roku minęło 55 lat od powstania Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa – Głos Wolnej Polski, bo tak pierwotnie brzmiała pełna jej nazwa, to tak naprawdę powstała ona dwa lata wcześniej. I nie w Monachium, jak podaje wiele źródeł, ale w Nowym Jorku. A jej pierwsze audycje nie były emitowane z Niemiec, lecz z Portugalii, o czym mówią pierwsi redaktorzy RWE. Można o tym również przeczytać w dokumentach zamieszczonych przez profesora Pawła Machcewicza w rękopisie jego książki o RWE, która ukaże się wkrótce. Powszechnie przyjęto jednak uznawać za początek Radia rok objęcia kierownictwa Sekcji Polskiej RWE przez Jana Nowaka – Jeziorańskiego. Według niektórych źródeł Jeziorański był po prostu zazdrosny o swoich poprzedników i nieznacznie „korygował historię” Radia. Zdaniem innych – datowanie powstania Radia na rok 1955 jest o tyle uprawnione, że od tego czasu zasięg rozgłośni był zdecydowanie większy. Program nadawano bowiem codziennie i za pomocą silnych radiostacji.

Początki Sekcji Polskiej

Pierwszym, nowojorskim, dyrektorem Sekcji Polskiej RWE był Lesław Bodeński przedwojenny kierownik referatu prasy w MSZ. Zespół składał się z sześciu osób, a program nadawany był z dwudniowym opóźnieniem. Pierwsza półgodzinna audycja została wyemitowana 4 sierpnia 1950 roku i była ledwie zauważalna wśród obecności wielu innych polskojęzycznych audycji nadawanych z Zachodu. Na przykład BBC, Głosu Ameryki, czy radia Jan_nowak_jezioranski-ROAD-Wroclaw
Watykan. Przełomem w dziejach rozgłośni stało się mianowanie, w rok później, jej dyrektorem Stanisława Strzetelskiego, przed wojną dziennikarza „Wieczoru Warszawskiego”. Dyrektorem Sekcji Polskiej RWE Strzetelski był do 1955 roku, przez trzy lata równolegle z Jeziorańskim. Do tego roku bowiem były dwa kierownictwa polskiej sekcji RWE: Jeziorańskiego w Monachium i Strzetelskiego w Nowym Jorku.

Szef nowojorskiej siedziby RWE, Strzetelski, kilkakrotnie powiększył zespół, między innymi o dziennikarzy przedwojennej Polskiej Agencji Telegraficznej. Z RWE podjęli w owym czasie współpracę wybitni ludzie pióra, na przykład Jan Lechoń i Kazimierz Wierzyński. W pierwszym zespole radia pracował również Marek Rudzki, tłumacz i redaktor. – Podstawowym programem były wówczas komentarze polityczne – opowiada po latach. – Pisane na podstawie zachodniej prasy przez kilku komentatorów. Zajmowano się głównie polityką międzynarodową. Ważną pozycją w programie były sprawy polonijne. Następnie programy kulturalne. Wśród nich „Dyskusja Literacka”, którą prowadził Lechoń. Brali w niej udział polscy literaci mieszkający na Zachodzie. Staraliśmy się też pokazywać równego rodzaju nowinki z USA. Zarówno ze świata nauki, kultury, ale również techniki. Niezwykle ważne miejsce w audycjach zajmowała muzyka.

Programem muzycznym zajmował się hrabia Jan Tyszkiewicz, więzień Dachau, absolwent londyńskiego konserwatorium, kompozytor, autor wielu książek. – Rozpocząłem pracę w RWE jeszcze w Lizbonie – wspomina Jan Tyszkiewicz. – Po jakimś czasie przyjechał do mnie Jeziorański, który montował nowy zespół. Przejechałem cały świat wzdłuż i wszerz rozmawiając z setkami największych artystów XX wieku, głównie aktorów i piosenkarzy. Nawiązałem kontakty ze wszystkimi najbardziej liczącymi się wytwórniami płytowymi. Jeździłem i robiłem wywiady z gwiazdami. Wymyśliłem, że im większa gwiazda, tym więcej powinna powiedzieć po polsku. Kilka słów, a czasem nawet kilka zdań. Niestety, moim dużym bólem było to, że nie mogłem robić wywiadów z polskimi gwiazdami, które występowały na Zachodzie. Bo dla nich mogłoby to się skończyć więzieniem. No, w najlepszym razie otrzymałyby zakaz wyjazdu na Zachód. Ale miałem bardzo dyskretny kontakt z PAGARTEM [Polska Agencja Artystyczna] i przez swoją kuzynkę dostawałem od nich płyty.

Momenty przełomowe

Jednym z największych wydarzeń w dziejach Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa były audycje Zbigniewa Bażyńskiego : „Mówi Józef Światło”. – Kiedy Światło uciekł, był przesłuchiwany w USA – opowiada Marek Rudzki – Kiedyś szedłem korytarzem radia i byłem świadkiem takiej oto sceny. Dwaj oficerowie ochrony prowadzą Światłę. Na korytarzu pojawia się jeden z polityków Stronnictwa Pracy, Bolesław Biega, który uciekł z Polski. Kiedyś był przesłuchiwany w Polsce przez Różańskiego i Światłę. Nagle Biega zatrzymuje się i pyta idącego korytarzem oprawcę: „Panie Światło, a gdzie mój zegarek, który mi pan wtedy ukradł?”

Drugim ważnym momentem w dziejach Radia był rok 1956. Wówczas to dyrektor Jan Nowak, [prawdziwe nazwisko Zdzisław Jeziorański] zdecydował, aby wobec tragedii w Polsce nie eskalować nastrojów. Uważał, że radykalizacja komentarzy może doprowadzić do jeszczeAudycja_1967
większych napięć w Polsce. Jak wspominają jego współpracownicy, popadł wtedy w ostry konflikt z amerykańskim kierownictwem RWE, które uważało, że Radio powinno być o wiele bardziej aktywne we wspieraniu rewolucjonistów w Poznaniu. Dopiero powstanie na Węgrzech i radykalne wsparcie, jakiego udzielała rozgłośnia węgierska RWE, sprawiły, że Amerykanie przyznali J. Nowakowi – Jeziorańskiemu rację. – Zresztą – jak podkreśla redaktor RWE Chris M. Klimiuk – stało się pewną prawidłowością, że kiedy nastroje w Polsce radykalizowały się, rozgłośnia je tonowała. Natomiast, kiedy łagodniały, myśmy się radykalizowali.

Wypełnione zadanie

Radio Wolna Europa przeżywało wielkie uniesienia wraz z ważnymi wydarzeniami związanymi z Polską : strajki 1970 i 1976, wybór Polaka na Papieża, powstanie „Solidarności”, wprowadzenie stanu wojennego. Przez te wszystkie lata Radio nie uniknęło też ani wewnętrznych konfliktów, ani przeniknięcia do zespołu redakcyjnego agentów PRL, ze słynnym już Andrzejem Czechowiczem na czele. Radio było też dwukrotnie zagrożone rozwiązaniem. Stałym jego przeciwnikiem był wspomniany już amerykański demokrata, senator, James W. Fulbright, który na początku lat siedemdziesiątych prowadził bardzo intensywną kampanię dążącą do likwidacji RWE.

Psychologicznie najtrudniejszy jednak czas, jak podkreślają jego pracownicy, przeżywano w latach pięćdziesiątych i na początku stanu wojennego. – Przez pierwsze kilka dni stanu wojennego byliśmy bardzo przygnębieni. Część zespołu uważała, że Polska już się z tego nie podźwignie – mówi Chris M. Klimiuk. – Dostawaliśmy przez pierwsze godziny wiele sprzecznych informacji. W zespole była nerwowa dyskusja. Dochodziło do kłótni. Jedni uważali, jak w 1956 roku, że trzeba ostro reagować. Inni, że należy łagodzić nastroje. 300px-CIA_New_HQ_Entrance
Dostawaliśmy zresztą ledwie strzępy wiadomości z różnych źródeł. I na ich podstawie trzeba było budować rzetelną informację. Było to niezwykle trudne, ale fascynujące. Prawdziwą i wielką przysługę oddawali nam korespondenci zachodni akredytowani w Polsce. Przekazywali nam maksimum dobrych informacji, bo mieli do nich znakomity dostęp. Zawsze stosowaliśmy zasadę wielu źródeł niezależnych. Szybko uruchomiliśmy audycję „Pomoc dla kraju” i wraz z coraz większym napływem informacji z Polski nastroje się uspokajały. Po jakimś czasie sytuacja się unormowała

Przez kilkadziesiąt lat wymieniały się pokolenia dziennikarzy. Największy wpływ na polską rozgłośnię wywarł, pełniący przez ćwierć wieku funkcję dyrektora, Jan Nowak – Jeziorański. Pod jego kierownictwem Radio stało się nie tylko prężną rozgłośnią, ale także ośrodkiem opiniotwórczym i prawdziwym ambasadorem wolnej Polski na Zachodzie. – To on zbudował wielką „legendę niepodległościową” – mówią redaktorzy RWE – i przekonanie w Rozgłośni, że Polska będzie wolna i że jest to tylko kwestia czasu.

Mimo wielkiego wpływu Jeziorańskiego, rozgłośnia podlegała naturalnej ewolucji. Odchodzili redaktorzy „wojennej emigracji”, a przychodzili emigranci 1968 roku, a później „stanu wojennego”. Jedne audycje znikały, inne się pojawiły. Najdłużej funkcjonujące i najbardziej popularne były audycje informacyjne o tematyce politycznej. Wyróżniał się też znakomity program „Współczesna historia Polski” oraz audycje kulturalne. A wśród nich „Na czerwonym indeksie”, podczas której czytano i omawiano literaturę zakazaną w PRL. Niezwykle cenną pozycję stanowił też program rolniczy „Droga przez wieś”, a także znakomite audycje religijne prowadzone przez kapelana RWE księdza Tadeusza Kirschke.

Po zamknięciu Sekcji Polskiej RWE w Monachium, redakcja przeniosła się do Warszawy. Jak podkreślają jego pracownicy, było to już inne radio. Bo, jak mówi jeden z jej najwcześniejszych redaktorów, Marek Rudzki – Radio wówczas już wypełniło swoje zadanie: udział w doprowadzeniu do odzyskania niepodległości przez Polskę.

*Cytaty pochodzą z książki : „Aparat Bezpieczeństwa wobec emigracji politycznej i Polonii”, seria "Monografie" t. 19, IPN, 2005.

[NIEDZIELA, 2007 rok]

Przeczytaj też:

Pierwsza audycja Rozgłośni Polskiej "Radia Wolna Europa" , Bartłomiej Kozłowski, 2004.

Propaganda PRL-owska walczyła z Radiem Wolna Europa przy pomocy dyspozycyjnych karykaturzystów, których dzieła wydawały się żałosne chyba nie tylko wiernym słuchaczom RWE.


Kar-6 

… i jeszcze jeden kwiatek z bukietu reżymowych dowcipiarzy:

Kar-7

Download koniec_audycji.mp3 – a tak kończyła się audycja RWE. Ściągnijcie i posłuchajcie. Setki tysięcy ludzi czekalo z niecierpliwością na te dźwięki.

Possibly Related Posts:


Print